,,Nie wiadomo dlaczego, ale wszystko na świecie zaczyna się w poniedziałek."
Trzy metry nad niebem
Kiedy moje
współlokatorki wróciły do domu, o dziwo nie poruszyły tematu portalu randkowego,
więc i ja nie pisnęłam o nim ani słowa. Miałam jednak dziwne wrażenie, że już
następnego ranka przycisną mnie do ściany, zapewne chcąc przekonać, że
założenie takiego profilu pomoże mi wyjść na prostą. Wydaje im się, że znają
mnie na wylot, ale czy przewidziały, że poddam się i sama skieruję sobie broń
do skroni?
Był
poniedziałkowy, piękny, marcowy poranek. Słońce za oknem nieśmiało przebijało
się przez ciężkie chmury, padając na wciąż lekko ośnieżone budynki. Jak zwykle
obudziłam się pierwsza, więc po cichu poszłam do kuchni i nastawiłam wodę na
kawę, po czym postawiłam na kuchennym stoliku miskę, łyżkę, karton mleka i
pudełko musli. Wszystko, stojąc w tym samym miejscu, jedynie obracając się
wokół własnej osi. Cóż, to jest właśnie urok maleńkich kuchni i życia w
blokach. Z przyzwyczajenia ruszyłam do pokoju po kupioną dzień wcześniej
gazetę, a potem zasiadłam na kuchennym krześle i zabrałam się za powolne
spożywanie śniadania. Właśnie wczytywałam się w artykuł dotyczący jakiegoś
schroniska dla zwierząt, gdy moją uwagę rozproszył charakterystyczny odgłos
stąpania bosymi stopami po podłodze. Obok mnie pojawiła się niska postać ubrana
w szary top i szorty w szaro-różową kratkę, z ufarbowanymi na czerwono włosami
zaplecionymi w niemiłosiernie rozczochrany warkocz, która w pierwszym odruchu
po obudzeniu, sięgnęła po słoik z kawą rozpuszczalną. Usiadła na krześle
naprzeciwko z aromatycznym napojem, a jej szare oczy spojrzały na mnie dość
nieprzytomnie. W milczeniu każda z nas skupiła się na czymś innym. Ciszę
przerywało tylko siorbanie siedzącej po drugiej stronie stołu Miśki i stukanie
łyżki o dno prawie pustej już miski, którego byłam sprawcą.
Wiem, Miśka
to dziwne imię. Sama byłam szczerze zdziwiona, kiedy usłyszałam je po raz
pierwszy. Gdyby jednak rodzice nazwali was Michaliną, to zapewne także
wolałybyście przyjąć najgłupsze nawet zdrobnienie.
Dołączyła do
nas Zośka, która usiadła przy stole i wysuwając się z krzesłem, praktycznie
uniemożliwiając już poruszanie się po kuchni, jeśli ktoś nie potrafił
lewitować. Skończyłam posiłek i lekko wyciągając ręce, odstawiłam naczynia do
zlewu, a później rozłożyłam się półsiedząc i obserwowałam swoje koleżanki.
Zośka powoli
przeżuwała grzankę, którą popijała sokiem pomarańczowym. Jej długie,
jasnobrązowe włosy z jaśniejszymi końcówkami układały się falami na jej
ramionach, a piwne oczy powoli zyskiwały żywy blask.
Każdy nasz
poranek wyglądał tak samo. Śniadanie jadłyśmy w ciszy, która późniejszych
godzinach była czymś niemożliwym do
osiągnięcia. Ewentualnie wtedy, gdy
któraś z nas wróciła wcześniej z uczelni. Takimi chwilami trzeba się
delektować.
Wszystkie
studiowałyśmy w Rzeszowie. Miśka i ja wybrałyśmy już przed prawie trzema laty
studia na wydział dziennikarstwa i komunikacji społecznej, a Zośka studiowała architekturę
i urbanistykę na innej uczelni. Poznałyśmy się, kiedy szukałyśmy mieszkania do
wynajmu. Ognistowłosa szukała dwóch współlokatorek i tak jakoś wyszło, że
zgłosiłam się ja i Zocha. Nie do końca było też prawdą, że razem z Miśką
uczęszczałyśmy na zajęcia. Ona po ukończeniu nauki miała zajmować się czystym
dziennikarstwem, a ja grafiką ( bo taka
była moja specjalizacja) która ładnie skomponowałaby się z napisanym przez nią
tekstem lub nagranym wywiadem. Tak się właśnie uzupełniałyśmy. Ja sama kilka
lat wcześniej marzyłam o pójściu na jej kierunek, ale brakowało mi tego, czym
ona promieniowała na kilometr – pewności siebie. Czy ja byłam zdolna do
zrobienia samej sobie istnej rewolucji na głowie, zmieniając brązowy kolor
włosów na bardziej nietypowy? Nie sądzę. Gdybym się na to zdecydowała, chyba
chodziłabym w czapce, ogoliła się na łyso i kupiła perukę, lub po prostu zużyła
kilka następnych farb bez obaw, że włosy po prostu mi wypadną, ale na pewno
normalnie nie pokazałabym się tak publicznie. Komputer i program graficzny nie
grożą mi raczej zbyt częstymi kontaktami z ludźmi spoza firmy, w której bym
pracowała, więc jest to zawód wręcz idealny. Nawet Zośka, która nie grzeszyła
pewnością siebie wydawała się mieć więcej doświadczenia w tej sferze życiowej.
Tylko ja jestem takim dziwadłem. No cóż, idzie się z czymś takim pogodzić.
Nigdy nie zarywały do mnie licealne ciacha, ale i ja sama nie mierzyłam zbyt
wysoko.
Ale wracając
do tematu Miśki. Ta dziewczyna to głowa pełna pomysłów. Masz jakiś problem, to
zwróć się do niej. Poda ci może dość absurdalne rozwiązanie, ale warte
wypróbowania. Nie zdziwiłam się więc zbytnio, gdy to właśnie ona podrzuciła
Zośce pomysł, żeby zając się moim życiem. Oczywiście nie pytając się mnie o
zgodę. Ciągały mnie po dyskotekach, parkach, kawiarniach, ale po kilku rundkach
zdały sobie sprawę, że jestem przypadkiem wręcz beznadziejnym. Kiedy one
świetnie się bawiły, ja stałam przy barze/ siedziałam na ławce/ wbijałam swój
wzrok w zamówiony kawałek ciasta i nie
wykazywałam jakiejkolwiek chęci współpracy. Dlatego też poddały się, ale tylko
na chwilę. W niedzielne popołudnie czerwonowłosa wpadła na idealny pomysł
założenia mi profilu randkowego. Resztę już znacie.
Dziewczyny
dzień wcześniej były tak podekscytowane, że nie zdziwiłam się, kiedy znów poruszyły
ten temat.
-Jak już
zjadłaś, to idź i odpalaj sprzęt, zaraz się za ciebie zabieramy. I nie próbuj mieszać
i psuć laptopa, bo zaciągniemy się do kafejki internetowej.
-Wydaje mi
się, że nie będzie to już potrzebne.
-Nie, nie,
nie. Nawet jeśli nie chcesz, to znajdziemy ci kogoś na siłę. – zaśmiała się
Miśka, porozumiewawczo spoglądając na siedzącą obok Zośkę, zanurzającą właśnie
łyżkę w jogurcie jagodowym. Ta w odpowiedzi uniosła tylko kciuk i mrugnęła w moją
stronę.
-Takie coś
powinno być karalne. – odpowiedziałam z udawanym oburzeniem.- Poza tym, już to
załatwiłam.
-Co
załatwiłaś? Nasłałaś na tę stronę plagę wirusów czy FBI? – zaśmiała się Zośka,
prawie krztusząc się jogurtem i opuszczając na podłogę łyżkę. Kiedy jej głowa
znów pojawiła się nad blatem, odpowiedziałam z najpoważniejszą miną na świecie:
-Założyłam
sobie tam konto, ale muszę przyznać, że Twój pomysł był o niebo lepszy.
-Nie wierzę.
Nie zrobiłaś tego. Wczoraj zapierałaś się przecież przed tym rękami i nogami. –
takiej odpowiedzi się po mnie nie spodziewały, w czym utwierdzały mnie ich
zdziwione miny.
-Kobieta
zmienną jest. – podniosłam wysoko prawy kącik ust.
-Myślałam,
że jeśli chodzi o ciebie, to nie zdołasz nas już niczym zadziwić. Pokazuj ten
profil.
Poszłyśmy do
pokoju i zalogowałam się na stronę, czując na swoich odkrytych ramionach ich
oddechy. Chwilę później wsłuchiwałam się w jęki i stęki Miśki.
-No nie, z
takim opisem ty chcesz kogoś znaleźć? To tak jakbyś reklamowała wadliwy produkt
po normalnej cenie. Nikt na to nie poleci.
-Hej,
wypraszam sobie. Nie jestem wadliwym produktem. Poza tym nie będę kłamać, bo
prawda i tak kiedyś by wyszła na jaw. Jak komuś się mam spodobać to i bez
owijania w bawełnę tak będzie.
-A to
zdjęcie… Ala, no proszę cię…
-Miśka, daj
jej spokój. Zgadzam się z nią w stu procentach. Jak jakaś rybka ma złapać ten
haczyk, to to zrobi, a reszcie podziękujemy. Nie warci straty choć sekundki
naszego czasu. – stanęła w mojej obronie Zośka, co szczerze mnie zdziwiło. Chociaż nie, z ich obu to właśnie ona wydawała się być tą rozsądniejszą.
-Ja się z
tego wypisuję. Jeśli ktoś się odezwie, to będę w niemałym szoku.
-W takim
razie szykuj się, bo ta tutaj mrugająca ikonka oznacza, że mam wiadomość. –
wyszczerzyłam się szeroko w jej stronę.
-Otwieraj,
na co czekasz! – prawie wyrwały mi myszkę z rąk. Naszym oczom ukazało się
zdjęcie umięśnionej klaty i wiadomość:
,,Witam.
Twoja wiadomość bardzo mnie zaintrygowała. Wydaje mi się, że spełniam
postawione oczekiwania. Może się poznamy? Puki co…’’
-O nieeee.
Nie ma szans. To jakiś analfabeta. Jak można taki błąd ortograficzny zasadzić?
– jęknęłam, łapiąc się za głowę i kierując wiadomość do kosza.
-Ej, fajnie
wyglądał.
-Dziewczyno,
facet bez głowy? Proszę cię, na moje oko to on dorobiłby się takich mięśni za
kilka lat. Żywcem z neta pobrane. – mruknęłam, spoglądając kolejny raz na jego ikonkę,
przedstawiającą tzw. kaloryfer.
-Wybredna
jesteś.
-Nie będę
się brała za byle kogo. Szkoda czasu.
Zrezygnowane,
zamknęłyśmy laptopa i każda zabrała się do swojej pracy. Przeglądałam notatki z
zajęć, moje myśli jednak powoli zaczęły krążyć wokół strony. Czy naprawdę
gdzieś tam przed komputerem może siedzieć normalny koleś, który nie zachwyca
się widokiem swoich bicepsów i zna podstawowe zasady ortografii? Jeśli tacy w ogóle istnieją, to zapewne zawierają znajomości w tradycyjny sposób poprzez uścisk
dłoni, a nie wystukanie kilku słów i kliknięciu ,, Enter’’.
*
Za każdym razem gdy słyszę ,,Just give me a reason'' Pink humor mi się poprawia, bo przypominam sobie epilog mojego poprzedniego opowiadania. Przed chwilką leciało na MTV uk, więc jestem na maksa zadowolona.
Proszę, żeby tylko bilety do Wrocławia były w sprzedaży od 16 w poniedziałek, proszę!
A tak a propos mojego bieżącego opowiadania: kolejny rozdział przyniesie wam już maleńką jak nie całkowitą odpowiedź na pytanie kogo wybrałam do mojej obsady. Mam nadzieję, że się nie zawiedziecie. Może wybór mało oryginalny, ale na czasie. Wydaje mi się, że w natłoku opowiadań o tematyce siatkarskiej ciężko jest wykazać się odrębnością. ;)
I tak właśnie się staram ograniczać komentarze odautorskie, eh. Wyraźnie mi to nie idzie. ;)
Dodałam piosenkę przewodnią, którą możecie już znaleźć w kartach u góry strony.
Dodałam piosenkę przewodnią, którą możecie już znaleźć w kartach u góry strony.
Nieźle, nieźle ;)
OdpowiedzUsuńCoś mi się wydaje, że analfabeta jeszcze zagości w życiu Ali (Boże, tak się przyzwyczaiłam do "Historii z siatkówką w tle", że chciałam napisać "Justyny") a może to tylko ślepa uliczka? Hmm?
Lubisz wprowadzać mnie w błąd, więc nie będę na razie osadzać, kim jest ten tajemniczy siatkarz ;)
Nie mogę się doczekać 3-go rozdziału ;)
Pozdrawiam
Ach, prawie zapomniałam!
UsuńGenialna piosenka przewodnia, bardzo mi się podoba (słyszę ją pierwszy raz) i myślę, że pasuje do Twojego opowiadania jak ulał ;)
Hm. Lubię wpędzać was w ślepe uliczki, a czy analfabeta jest taką, dowiesz się już w kolejnym rozdziale. ;) Ja sama często mylę imiona moich bohaterek i tym sposobem chciałam Miśkę nazwać Darią, więc doskonale cię rozumiem. ;)
UsuńWydaje mi się, że piosenka faktycznie pasuje do opowiadania. Szukałam jej długo, bardzo długo i z wszystkich tych, spośród których wybierałam, ta wydaje się być najbardziej odpowiednia. ;)
Wiem, że lubisz wpędzać, inaczej byś tego nie robiła ;)
UsuńDowiem się w kolejnym rozdziale czyli za dwa dni. Czy wytrzymam? Nie. Czy wytrzymać muszę? Tak. Ech, życie jest niesprawiedliwe. ;)
Pozdrawiam
Jak to powiedział kiedyś mój mistrz Piotr Żyła : ,, nie chcem, ale muszem.'' Ja sama chętnie dodałabym wszystkie napisane rozdziały jeden po drugim, bo akcja rozkręca się bardzo powoli, ale publikuję co dwa dni i tak pozostanie. Gdybym może miała więcej czasu i pisałabym częściej, to i częściej bym dodawała, niestety nie potrafię znaleźć tyle wolności, bo szkoła bardzo mi w tym przeszkadza. ;)
UsuńWidzę Ala sposób selekcji jak ja przy nowych opowiadaniach. Braki językowe wyjazd , Kurek, Dzik , Zbys wyjazd. Znaczy na ostro. Fuj nie cierpię jak mi ktoś nad uchem siorbie. Klaustrofobiczne pomieszczenia mnie przerażają. Mówiłam że przyjaciółki dla niej to dobra rzecz ;) Ooo i nowy rozdział akurat w prezencie przed meczem Skrzatow :3
OdpowiedzUsuńUwaga ten komentarz powstawał bo tak jak pisałam odpalilam rozdział zaraz po przebudzeniu. Chaos niekontrolowany.
Xoxo K.
Twoje myśli są jeszcze bardziej pogmatwane niż zwykle, od razu widać, że dopiero oczy otworzyłaś. ;)
UsuńMeczyk Skrzatów i rozdział przypadkowo zbiegły się w czasie. Też nienawidzę małych pomieszczeń, ale od małego mieszkam w bloku i już do nich przywykłam. :)
Rozdzial super a do wro bilet w poniedzialek?????
OdpowiedzUsuńPodobno tak, chociaż czekam na jakieś potwierdzenie przez wiarygodne źródła. Może s-w-o.pl da znać wcześniej, na fejsie o tych do Gdańska już wcześniej informowali. ;)
UsuńDopiero teraz sprawidzilam piosenke przewodnia.... Uwielbam Ellie Guilding!!!
OdpowiedzUsuńPiona! Ja też uwielbiam. Jest świetną piosenkarką, jej piosenki są jedyne w swoim rodzaju, a co najważniejsze - genialnie śpiewa na żywo. :)
UsuńWybredna ta nasza Ala, aczkolwiek ja za analfabetę także bym się nie brała. Chociaż kto wie, może to jednorazowy błąd i pan analfabeta wcale nim nie jest? :) Okaże się, jeśli oczywiście jeszcze wrócisz do jego wątku :) Co do zdjęcia profilowego z samą klatą: sądzę, że też byłabym sceptycznie nastawiona. Takie zdjęcie może mieć każdy, oczywiście z internetu. No i jak to, człowiek bez twarzy? :D Chociaż, różne rzeczy chodzą po ludziach :D
OdpowiedzUsuńJestem ciekawa, jak rozwinie się sytuacja, ale z racji tego, że lubię niespodzianki u Ciebie w rozdziałach, bez gadania poczekam :)
Pozdrawiam serdecznie:)
VE.
Twarz wizytówką człowieka niby jest, więc zdjęcie samej klaty odpada jeszcze w przedbiegach. ;) Koleś z taką fotką pewnie bardziej interesowałby się swoimi mięśniami niż poznaną dziewczyną.
UsuńW odpowiedzi na Twoje pytania mogę się tylko tajemniczo uśmiechnąć. ;)
Pozdrawiam :)
Analfabeta co do tego faceta to coś mi się zdaje, że jeszcze wróci do tego opowiadania.Ciekawe czy ktoś jeszcze zgłosi się do Ali na tym portalu randkowym ;)) Czekam na kolejny i zapraszam. ;pp
OdpowiedzUsuńhttp://parkiet-siatka-mikasa-moje-marzenie.blogspot.com/
W poniedziałek okaże się, czy faktycznie tak dobrze mnie znacie. ;)
UsuńNo cóż, nie wiem co napisać. Nie mogę nic podejrzewać, bo jak zwykle pewnie mnie zaskoczysz ;)
OdpowiedzUsuńCzekam na ujawnienie rąbka tajemnicy, bo wtedy pewnie zacznie się dziać więcej :D
W sumie w początkowych rozdziałach chyba nigdy nie ma się zbyt wiele do powiedzenia, wiem to po sobie. ;)
UsuńPewnie się zacznie dziać. Pojawi się nowa perspektywa, więc jakaś rewolucja chyba będzie. ;)
Hmmm... Czyżby naszym "analfabetą" miał się okazać któryś z siatkarzy? Chyba , że fantastyczny profil Ali przyciągną kogoś jeszcze? Czekam na następny i zapraszam do mnie na nowy http://gdymyslalaszewiesz.blogspot.com/
OdpowiedzUsuńPozdrawiam Luna :D
;)
UsuńKażda z Was pisze ,żę Ala jest wybredna a ja sądze ,że nie ,bo żadna z nas nie wybrała by analfabety czy sztucznie napakowanego gostka. Jest bardzo tajemniczo nie powiem ,że nie. Czekam na więcej. Zapraszam do mnie na 22 rozdział bo sie pojawił pieprznieta.blogspot.com. Pozdrawiam Annie
OdpowiedzUsuńLepiej być wybrednym, niż dawać sobie nadzieję i później się zawieźć. Takie jest moje zdanie. :)
UsuńHm, co mogę powiedzieć :) Na razie wszystko się rozkręca, wiadomo - początki są czasami żmudne, ale muszą być :) Michalina vel Miśka i Zośka vel Zocha są moimi the best! Nie wiem czemu, ale wydaje mi się, że wszystkie 3, razem z Alą tworzą naprawdę dobre trio. Chociaż każda jest inna.
OdpowiedzUsuńKto okaże się tym wyjątkowym, nieanalfabetą, który urzeknie w jakiś sposób Alę? Nie mogę się doczekać, kiedy się dowiem!
Buziaki :*
Ja też uwielbiam te dziewczyny. Dziewczyny się uzupełniają i uzupełniać będą, na tym chyba właśnie polega ich przyjaźń. ;) Nie lubię startować z nowym opowiadaniem, bo to wszystko wydaje się być takie nudne i rozwija się tak wolno... Niestety trzeba budować tło pod kolejne, bardziej interesujące wydarzenia. ;)
Usuń;*
Miśka, Boże kochany, jak ja uwielbiam to imię! Zamieniłabym się z kimś kto tego imienia nie znosi, oj zamieniłabym sie! Też bym się nie umawiała z analfabetą... Chyba, że na serio ten kaloryfer byłby taki niesamowity, to zrobiłabym wyjątek *.*
OdpowiedzUsuńO siatkarza już nie pytam. :D
Pozdrawiam ;)
A ja chyba pozostałabym jednak przy swoim imieniu.
UsuńTaak, ten kaloryfer to trzeba głębiej rozważyć. ;)
Nie pytaj, masz rację. W poniedziałek się wszystko okaże. ;)
Dzięki za komentarz, ale blogów o tej tematyce raczej nie czytam. Przykro mi. :)
OdpowiedzUsuńo nie Rzeszów :( jak ja nie lubię tego miasta :( ale i tak twoje opowiadanie jest fantastyczne chociaż to i tak za małe słowo żeby opisać jakie ono jest na prawdę :) mam nadzieję, że nie zniechęce się tym Rzeszowem i będę dalej go czytać i z niecierpliwością czekać będę na następny rozdział ;> Ala miesza i to mi się podoba :) Wciąż nie mogę uwierzyć z tym kontem/profilem na portalu randkowym. A poniedziałku przybywaj i to jak najszybciej :) Ale się rozpisałam :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam J.
Wszyscy się tak boicie tego miasta, a naprawdę nie ma powodu. ;) Wydaje mi się, że uspokoicie się w poniedziałek. I to bardzo. :)
Usuńmoże i tak, może i nie. okaże się w poniedziałek :)
UsuńO jejku, Rzeszów... Mam nadzieję, że właścicielem kaloryfera nie był żaden chłopak z tamtejszego klubu. Przez cały czas mam wielką nadzieję, że nadal utrzymasz się przy tematyce Skry:D Nie mogę się doczekać poniedziałku, żeby dowiedzieć się czegoś więcej:) Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńhttp://przez-siatkowke-do-serca.blogspot.com/
Nie samą Skrą człowiek żyje, jednak myślę, że między głównym bohaterem a tym klubem będzie pewne powiązanie. ;)
Usuń