,,Strach dodaje nogom skrzydeł.''
Mam
cię uczyć kultury? – zwrócił się do zbliżającego się kolegi. –Przedstawiłbyś
się koleżance.
-Tak
się składa, że już się znamy. – powiedział, trzymając ręce w kieszeniach i
spoglądając na niego.
Ten
w odpowiedzi zdziwił się chyba, ale potem na jego twarzy pojawił się znów ten
okropny uśmiech. Popatrzył na mnie i puścił moją rękę, a ja rozmasowałam swój
nadgarstek i poczułam mrowienie w palcach, do których powoli zaczęło docierać
krążenie. Wzrok jednak ciągle miałam skierowany w stronę drugiego faceta. Zauważyłam,
że unika mojego wzroku i poczułam, że nadzieja, która się początkowo we mnie
pojawiła, ucieka ze mnie jak powietrze z przebitego balonu.
-O,
to miło. Potowarzyszy nam koleżanka dzisiejszego wieczoru? – powiedział ten
okropny, jakby nie zauważając niezręczności, która zapanowała między mną, a
jego kolegą, wprawiając mnie tym pytanie w zdumienie. Nie wiedziałam dokładnie
o jaki rodzaj ,,towarzyszenia’’ mu chodziło.
-Sorry,
ale spieszę się do domu. – odpowiedziałam neutralnie, udając obojętność. Serce
nadal tłukło mi się w piersi, a ja miałam dziwne, pesymistyczne wrażenie, że ten
wieczór nie będzie raczej należał do tego rodzaju wieczorów, które będę miło
wspominać w wolnych chwilach.
-Chwilka
nie zaszkodzi, dom ci nie ucieknie przecież. – uśmiechnął się do mnie ten,
który usilnie prowadził ze mną rozmowę.
Miałam
zaprotestować, gdy znów złapał mnie za nadgarstek i chcąc nie chcąc musiałam
ruszyć za nim. Może byłabym w stanie coś zrobić, wkurzyć się, czy zacząć go
tłuc na środku chodnika, ale po prostu byłam jak sparaliżowana. Normalnie
gdybym spotkała dwóch facetów w ciemnej uliczce nie byłabym w stanie zrobić
nic, poza wkurzeniem ich, a przecież fakt, że znałam jednego z nich powinien
jednak być bardzo pomocny. Trochę oszołomiona zauważyłam, że idący obok mnie
człowiek na pewno wie, że nie mam ochoty nigdzie z nimi iść, a mimo to nie
powiedział żadnego słowa i nie wyglądał, żeby miał taki zamiar. Najbardziej
zadziwiło mnie to, że z tej znanej mi tak twarzy znikła ta zawsze obecna
pewność siebie, którą promieniował za każdym razem, gdy go widziałam.
W
milczeniu przeszliśmy na drugą stronę ulicy, oddalając się do mojego domu, a ja
gorączkowo zastanawiałam się, co mam zrobić. Oglądałam niby kilka filmów z
różnymi psycholami, ale jedyne co przychodziło mi do głowy, to nie rzucać się,
żeby nie zrobił mi krzywdy i mieć nadzieję, że nie planuje czegoś ohydnego.
Chociaż ten jego uśmiech, którym mnie co chwila obdarzał, raczej nie podnosił
mnie na duchu. Chciałam uciec w najlepszym do tego momencie, ale miałam
praktycznie unieruchomiony w jego uścisku nadgarstek.
Facet
usilnie próbował nawiązać rozmowę z jednym z nas, ale jego towarzysz był nadal
tak milczący, jak ja.
-Skąd
wy się w ogóle znacie? – zapytał, a ja widząc, że ten drugi nie ma chyba
zamiaru nic powiedzieć, odezwałam się ze ściśniętym gardłem.
-Z
pływalni.
W
myślach zaczęłam mówić do kolegi z toru, którego tak często widywałam i który
zrobił na mnie tak miłe wrażenie, żeby mi pomógł, nawet na niego klęłam i
posyłałam w jego kierunku zrozpaczone, wnerwione momentami spojrzenia, niestety
ten skutecznie nadal unikał patrzenia w moją stronę.
Fajnie.
Jakiś psychol idzie sobie na luzie, ciągnąc mnie za sobą w nieznanym kierunku,
a ten po prostu tak sobie udaje, że tego nie widzi.
Z
nerwów zrobiło mi się niedobrze.
Dotarliśmy do jakiegoś budynku, pod którym moja ręka została wyswobodzona.
-Bartek,
pilnuj jej. – powiedział mojemu znajomemu z pływalni.
Cóż
za ironia losu, czemu i on musi mieć na imię jak ten, z którym wiecznie się
ostatnio kłóciłam i któremu powiedziałam, że wrócę do domu sama? Gdybym tylko
nic nie mówiła, od dawna siedziałabym w cieplutkim domu i ta sytuacja w ogóle
by mnie nie spotkała.
Miło
tak po kilku miesiącach dowiedzieć się, jak ma na imię kolega z sąsiedniego
toru, z którym tak lubiłam się wyścigować.
,,Lubiłam’’ to dobre określenie, bo czułam, że jeśli wyjdę z tej
sytuacji cało, będzie ostatnią osobą, z którą będę miała jakikolwiek kontakt.
Choćby wzrokowy.
-Zaraz
wrócę. – powiedział ten drugi, a gdy tylko jego sylwetka zniknęła we wnętrzu
budynku, odwróciłam się do Bartka.
-Zmywam
się stąd.
No
chyba nie. Zdziwiona spojrzałam na jego rękę, która zacisnęła się mi na
ramieniu.
-Co
ty robisz?
-Nigdzie
nie pójdziesz, nie mogę cię puścić. – powiedział, po raz pierwszy tego wieczoru
spoglądając mi w oczy.
-Żartujesz
chyba. – patrzyłam na niego, czekając aż mi przytaknie, ale to nie nastąpiło. –
Sądziłam, że obracasz się w lepszym towarzystwie. Ten Twój kolega to psychol,
nie chcę mieć z nim nic wspólnego. Gdzie my w ogóle idziemy?
-Do
klubu pewnie. – powiedział, już z rękoma w kieszeniach. – Naprawdę, nie mogę
cię puścić, będę miał później przesrane.
-Nie
interesuje mnie, co będziesz miał. Ten koleś jest ohydny, obleśny i po prostu
mnie przeraża. Nie powiesz mi, że nie widziałeś, iż w ogóle nie mam ochoty z
Wami iść.
-Posiedzisz
z nami trochę, postawi ci z dwa drinki i
wrócisz do domu. Obiecuję.
-Mam
ci może uwierzyć? Ten koleś nie wygląda mi na takiego.
-Jesteś
moją znajomą, nic ci nie zrobi.
Przygryzłam
wargę na widok jego kolegi, który pojawił się przy nas znienacka. Chciał złapać
mnie za rękę, ale sama ruszyłam do przodu, jednocześnie gorączkowo zastanawiając
się, jak uciec. W tej chwili nie ufałam już żadnemu z nich i jedyne czego
chciałam, to wrócić do domu. W miarę jednak jak mijaliśmy różne uliczki, nie do końca wiedziałam, w jakiej części miasta jestem. Nigdy nie spacerowałam po
zmroku, nie mogłam rozpoznać żadnego z budynków, choć z pewnością kiedyś tu
byłam.
Kiedy
koleś zaczął się do mnie kleić i nie trzymał rąk przy sobie, stwierdziłam, że
pora się zwijać i to za wszelką cenę. W myślach zapaliła się mi ostrzegawcza lampa i od razu przed oczami stanęła mi scena z klubu wieki temu, gdy poszłam tam przerobiona jak nie ja, a jakiś nachalny koleś zaczął przystawiać się do mnie przy barze. Czułam jednak instynktownie, że tak łatwo jak z tamtym mi już nie pójdzie, bo nie otaczał mnie tłum ludzi, w którym byłabym w stanie wyparować. Nawet gdyby strach był ogromny, nie dałabym się obmacać facetowi, którego widzę któryś tam raz w życiu.
-Zostaw
mnie czubku. – warknęłam i jedyne co zdążyłam zauważyć, to zniknięcie jego
okropnego uśmiechu z jego twarzy. Chwilę później przed oczami zatańczyły mi
gwiazdki, a policzek zapiekł mnie niemiłosiernie.
Czyli
to tak musi czuć się człowiek spoliczkowany. Nikomu bym tego nie poleciła,za
żadne skarby... chyba, że by sobie na to zasłużył.
Koleś
z zaciętą miną złapał mnie za brodę i przez chwilę mierzyliśmy się spojrzeniami.
-Przeproś.
-Zapomnij.
Tym
razem dostałam w drugi policzek. Zatoczyłam się do tyłu i z niedowierzaniem
zobaczyłam, że Bartek przygląda się temu wszystkiemu i nie interweniuje.
Zaczęły mnie piec oczy, a ja zrozumiałam, że ostatnie, co mogłam zrobić, to się
popłakać. Czułam, że jeśli nic nie zrobię, na pewno nie skończy się na dwóch
drinkach, a na izbie przyjęć jakiegoś szpitala. W najlepszym przypadku, bo inne nie wchodziły nawet w rachubę. Koleś był niepoczytalny, a ja nie chciałam skończyć w jakimś foliowym worku czy...
Przerażenie, które wcześniej mi towarzyszyło, ustąpiło miejscu adrenalinie.
Przerażenie, które wcześniej mi towarzyszyło, ustąpiło miejscu adrenalinie.
-Idziemy.
-Po
moim trupie.
Błysk
w jego oczach uświadomił mu, że moje zdanie może łatwo stać się
rzeczywistością. Złapał mnie za
nadgarstek, a ja wkurzona kopnęłam go w brzuch kolanem. Koleś zdziwiony puścił
moją rękę, a ja nie czekając, minęłam go, próbując uciec.
Kilka
sekund później poczułam, jakby ktoś wyrwał mi ramię z barku. Złapał mnie za
torebkę, którą niewiele myśląc puściłam, a wtedy on podciął mi nogi. Upadłam, a
ręce zamortyzowały mój upadek, niestety nie uchroniły mnie przed przejechaniem
brodą po krawężniku. Poczułam charakterystyczne szczypanie i chciałam szybko
się podnieść, gdy koleś złapał mnie za włosy. Machałam rękoma jak oszalała, ale
nie mogłam go dosięgnąć, bo stałam do niego tyłem. Czułam, jakby wyrywał mi
połowę włosów wraz z cebulkami i dotarło do mnie, że nie ucieknę, nie dam rady.
Przygryzłam wargę, aby się nie
rozpłakać, gdy usłyszałam trzask, a potem upadłam na chodnik wraz z moim oprawcą,
uderzając kolanem o twarde podłoże. Poczułam, jak puszcza moje włosy i odwróciłam
się zdziwiona, aby zobaczyć, jak Bartek z pływalni szamocze się z tym, który
użył wobec mnie siły.
-No
uciekaj! – warknął, próbując przycisnąć do ziemi swojego znajomego, który,
chwilę później uderzył go w twarz, kiedy wpatrywałam się w nich siedząc nieruchomo na chodniku.
Nie
trzeba było mi tego długo powtarzać. Zerwałam się z chodnika, nawet nie patrząc
na leżącą nieopodal torebkę, z której wysypała się połowa rzeczy i zaczęłam
biec. Czułam ból w kolanie za każdym razem, gdy odbijałam się od podłoża lewą nogą i
przeklinałam samą siebie, za to, że tak rzadko biegałam, bo po chwili zabrakło mi
tchu. Normalnie wymiękłabym i usiadła, żeby gdzieś odpocząć, ale kiedy masz
świadomość, że postój może kosztować cię życie, takie rozwiązanie nie wchodzi
w grę.
Biegłam
ostatkiem sił jakąś ulicą, nie wiedząc gdzie jestem. Wydawała mi się znajoma,
ale nie wiedziałam, czy wrażenie nie jest złudne. Dawno tutaj nie byłam. Bałam
się obejrzeć za siebie, oczy zaszły mi mgłą i biegłam tak tą ulicą, czując, jak
słone łzy spływają mi po brodzie, powodując niemiłosierne ból. Przetarłam po
niej dłonią i zobaczyłam krew, ale nie miałam czasu się tym zajmować.
Postanowiłam
wbiec do jakiegokolwiek domu i poprosić o pomoc, mając nadzieję, że zostanie mi
udzielona, kiedy zaczął mi dzwonić telefon. Rzadko nosiłam go w kieszeni, a
dźwięk, który wydał bardzo mnie przestraszył. Czułam, że może mnie zdradzić,
ale nie miałam jak go wyłączyć podczas biegu. Wbiegłam w jedną z bram czując,
że nie jestem już w stanie dalej biec- płuca mi płonęły z każdym płytkim oddechem.
Kiedy zastukałam do drzwi domu, który wybrałam podświadomie, zauważyłam, że już
tu byłam. Wrażenie mnie nie myliło, miałam tylko nadzieję, że ktoś mi otworzy.
Odwracałam się niespokojnie, bojąc się, że koleś rozprawił się już z tym, który
ostatecznie mi pomógł i zaraz dopadnie mnie. Zaczęłam trząść się jak osika na
wietrze i planowałam już uciec do innego domu, gdy drzwi przede mną otworzyły
się i stanęła w nich kobieta.
Uśmiech
zniknął z jej twarzy, gdy zobaczyła, w jakim jestem stanie.
-Boże
Święty. – wciągnęła mnie do pokoju. – Co ci się stało?
Weszłam
z nią w głąb mieszkania, spoglądając po drodze w lustro, które przedstawiało
okropny widok.
Krew z brody kapała mi na bluzkę, a oczy były czerwone i napuchnięte
od płaczu. Telefon znów mi zadzwonił, ale zignorowałam go. Do przedpokoju
wbiegła dwójka dzieci wraz z ich ojcem, a wszyscy popatrzyli na mnie zdziwieni.
-Ala,
jasna cholera, co ci się stało? – powiedział Igła, a potem zaprowadził mnie do
kuchni, gdzie jego żona pomogła mi umyć twarz, a potem zabandażowała mi brodę.
Na całe szczęście na krawężniku zostawiłam tylko trochę skóry, choć wyglądało
do dramatycznie.
Nim
się obejrzałam, przede mną na stole pojawiły się herbata, paczka chusteczek, a ja
sama zostałam okryta kocem. Dzieci poszły spać poganiane przez ich matkę, ale
Igła siedział obok mnie i delikatnie wypytywał co mnie spotkało. Opowiedziałam
mu wszystko, a po opanowaniu choć trochę płaczu, zasugerowałam się jego
podpowiedzią i postanowiłam zadzwonić do kogoś z bliskich mi osób. Nie wybrałam
Miśki, ani Zośki, choć ich numery pojawiły się na moim wyświetlaczu w postaci
połączeń nieodebranych, ale numer Bartka.
Kiedy
w słuchawce usłyszałam jego głos, ponownie rozryczałam się, nie mogąc
wykrztusić ani słowa. Igła wziął ode mnie telefon, a ja sama zostałam
pokierowana na kanapę w salonie, na której usnęłam szybko, z niemałą pomocą
tabletek nasennych.
*
Jest i rozdział 28. Rozpoczynamy wielkie odliczanie. Jeszcze jeden normalny post i pora na epilog.
Wciąż nie mogę uwierzyć, że to już koniec.
Weekend zaczął się wielką parą, więc staram się nadrobić zaległości w czytaniu i komentowaniu. Może mi się uda. ;) Dzięki Bogu, że koniec opowiadania wypada akurat po weekendzie, będę mogła dopracować te ostatnie dwa rozdziały.
Wczoraj zakupiłam sobie Bravo Sport i tym oto sposobem na mej malinowej ścianie obok Kubiaka, Bartmana, Możdżonka i Wlazłego zawiśnie i Kurek. :)
Czujecie, że do końca roku szkolnego po tym weekendzie będzie już mniej niż miesiąc? :>
W piątek wybieram się na koncert charytatywny Fairytaleshow, jeśli ktoś z Was oglądał tegoroczną edycję Must Be The Music, to pewnie ich kojarzycie. :) Zapowiada się bosko.
Naszła mnie taka myśl - czasami zgadujecie jakie mam zamiary jeśli chodzi o kolejne rozdziały. Pierwszą osobą, która zgadła dobrze kim był kolega paskudnego typa i zarazem autorem pierwszego komentarza była Natalia. :> Patrz, nie dość, że pierwsza skomentowałaś, to jeszcze pierwsza zgadłaś. Przesyłam ci wirtualne trofeum Proroka Rozdziału. ;) Wiele z Was także dobrze podejrzewała, że będzie chodzić o kolegę z pływalni, co spowodowało, że pomyślałam, czy nie jestem zbyt przewidywalna. ;)
Wracając do meritum sprawy - gdybyście miały spróbować zgadnąć, kogo wybiorę na bohatera kolejnego opowiadania ( bo jest on już wybrany), to kogo byście obstawiały?
:)
Jestem ciekawa, ile osób odpowie dobrze i kto zgarnie kolejne trofeum dla Proroka. ;)
Jest i rozdział 28. Rozpoczynamy wielkie odliczanie. Jeszcze jeden normalny post i pora na epilog.
Wciąż nie mogę uwierzyć, że to już koniec.
Weekend zaczął się wielką parą, więc staram się nadrobić zaległości w czytaniu i komentowaniu. Może mi się uda. ;) Dzięki Bogu, że koniec opowiadania wypada akurat po weekendzie, będę mogła dopracować te ostatnie dwa rozdziały.
Wczoraj zakupiłam sobie Bravo Sport i tym oto sposobem na mej malinowej ścianie obok Kubiaka, Bartmana, Możdżonka i Wlazłego zawiśnie i Kurek. :)
Czujecie, że do końca roku szkolnego po tym weekendzie będzie już mniej niż miesiąc? :>
W piątek wybieram się na koncert charytatywny Fairytaleshow, jeśli ktoś z Was oglądał tegoroczną edycję Must Be The Music, to pewnie ich kojarzycie. :) Zapowiada się bosko.
Naszła mnie taka myśl - czasami zgadujecie jakie mam zamiary jeśli chodzi o kolejne rozdziały. Pierwszą osobą, która zgadła dobrze kim był kolega paskudnego typa i zarazem autorem pierwszego komentarza była Natalia. :> Patrz, nie dość, że pierwsza skomentowałaś, to jeszcze pierwsza zgadłaś. Przesyłam ci wirtualne trofeum Proroka Rozdziału. ;) Wiele z Was także dobrze podejrzewała, że będzie chodzić o kolegę z pływalni, co spowodowało, że pomyślałam, czy nie jestem zbyt przewidywalna. ;)
Wracając do meritum sprawy - gdybyście miały spróbować zgadnąć, kogo wybiorę na bohatera kolejnego opowiadania ( bo jest on już wybrany), to kogo byście obstawiały?
:)
Jestem ciekawa, ile osób odpowie dobrze i kto zgarnie kolejne trofeum dla Proroka. ;)