(?)
Początkowo
było okropnie. Świat był dla mnie szaro-bury, a życie pozbawione radości. Bałam
się wyjść z domu i miałam dziwne wrażenie, że historia zatoczyła koło. Już
kiedyś z powodu innych stałam się wrakiem człowieka, krzywdzili mnie swoimi
słowami, przez co przestałam wierzyć w siebie i w to, że będzie dobrze. Kiedy
wtedy z tego wyszłam, wiedziałam, że jeśli drugi raz znajdę się w takiej
sytuacji, pozostawiona tylko i wyłącznie samej sobie, nie dam sobie rady. Gdyby
nie Bartek… pewnie nie chodziłabym już po powierzchni ziemi.
Czasami
zastanawiałam się, skąd bierze tę cierpliwość. Był przy mnie zawsze, kiedy go
potrzebowałam i potrafił nawet odgadnąć, czego potrzebuję. Nie naciskał, nie
próbował zmusić mnie do powrotu do normalności w jak najszybszym tempie. Był
przy mnie, pilnował, żebym nie zamknęła się w sobie. Martwił się o mnie,
widziałam to w jego spojrzeniu. Było mi głupio, że go unieszczęśliwiam, ale za
każdym razem, gdy o tym wspominałam, zapewniał mnie, że tak nie jest.
Po pewnym
czasie kolory zaczęły wracać. Uśmiechałam się, a Bartek uśmiechał się razem ze
mną, bo widziałam, jak z ulgą na mnie spogląda. Cały czas trząsł się nade mną
jak nad dzieckiem. Byłam mu wdzięczna, bo gdyby nie jego troska, nigdy nie
trafiłabym do psychologa, który był jedną z nielicznych osób, które robiły
wszystko, żeby wyciągnąć mnie z tej apatii.
Po tamtej
napaści nie wychodziłam z domu sama, a jeśli już to na krótko i jedynie, gdy na
zewnątrz było jasno. Lęk na początku był tak okropny, że pierwsze, co zrobiłam,
za radą pani psycholog, to odwiedziny fryzjera, który porządnie skrócił moje
brązowe włosy i obciął mi grzywkę. W
nowej fryzurze wyglądałam totalnie inaczej, co pomogło choć w małym
stopniu odzyskać mi część pewności siebie. Zaczęłam ubierać się trochę inaczej,
częściej nosiłam wysokie buty. To
wszystko, razem z wizytami u psychologa i obecności Bartka sprawiło, że znów
byłam sobą. Może trochę inną z zewnątrz, ale wciąż sobą.
Kiedy Bartek
zaproponował mi, że zamieszkam z nim w Bełchatowie, nie mogłam w to uwierzyć.
Po prostu bałam się, że swoim zachowaniem odtrąciłam go na tyle skutecznie, że
da sobie spokój ze wszystkim, co ze mną związane. Wydawało mi się, że patrzył
na mnie z niepokojem, bo znów oprócz jego znajomych, nie miałam nikogo innego.
Podczas sezonu reprezentacyjnego przyjeżdżały jednak do mnie dziewczyny, dlatego
nie czułam się samotna. Tęskniłam za Bartkiem, ale tym razem to, co do niego
czułam nie było już tak toksyczne, bo chyba nauczyłam się, gdzie jest umiar. Wszyscy
zrozumieli już, że jestem z nim szczęśliwa i nie mówili nic na temat naszego
powrotu. Kochałam go, on kochał mnie i to było najważniejsze.
<podkład>
Pewnego razu
przyjechał na weekend szeroko uśmiechnięty. Każdy z siatkarzy dostał wolne od
trenera reprezentacji.
-Mam
niespodziankę. – powiedział, całując mnie na powitanie. Odłożyłam gazetę, którą
czytałam i aż zaśmiałam się, widząc podekscytowanie na jego twarzy.
-Aż się boję
zapytać, co to za niespodzianka.
-Nie bój
się, powinna ci się spodobać.
-W takim
razie zamieniam się w słuch. –jego zachowanie udzieliło się i mnie, bo nie
wiedziałam, czego mam się spodziewać.
-W
nadchodzącym sezonie klubowym zmienimy trochę klimat. – wyszczerzył się do
mnie.
-Ale jak? –
zapytałam zdezorientowana, nie do końca go rozumiejąc.
-Przyjdzie
nam zamieszkać gdzieś w pobliżu Maceraty. – wyszczerzył się.
-Ale to
przecież… Włochy. – dodałam po chwili, a potem rzuciłam się na niego z
pięściami, okładając go lekko. – Bartek! Jak mogłeś trzymać to przede mną w
tajemnicy? Jesteś niemożliwy.
-Wiem. –
odpowiedział krótko i tylko zaśmiał się. – Co się rzucasz, pchełko?
Przewróciłam
oczami .
-Żeby nie
było. Chcesz tam ze mną jechać? Bo później znowu wyjdzie, że cię z kraju
wywiozłem, choć nie chciałaś. – spojrzał na mnie udając rozbawienie, ale
zobaczyłam, że tak naprawdę boi się mojej odpowiedzi.
Miałam
ochotę się z niego ponabijać, ale kurczę, po prostu nie mogłam mu tego zrobić.
Byłabym wredna.
-We Włoszech
jeszcze nie byłam. Może być fajnie. – uśmiechnęłam się lekko, cmokając go w
usta, a potem przytulając się do niego. – W końcu poczujesz, jak to jest być
wyrzutkiem społeczeństwa, bo oboje będziemy tam nieżyciowymi ludźmi
pozbawionymi przyjaciół.
Zaśmiał się.
-W końcu
będę w stanie znaleźć się w Twojej skórze.- mrugnął do mnie.- Ale za nim
wyjedziemy, muszę załatwić parę spraw.
-To jasne,
pomogę ci, jak chcesz. Będzie szybciej. – powiedziałam, wciąż podekscytowana tym,
że opuścimy Polskę. Czułam, że tam, we Włoszech, będę mogła się już całkiem
otworzyć i przeżyję naprawdę coś niezwykłego. Inna kultura, widoki, klimat.
Ciężko będzie się do tego przyzwyczaić.
-Jedną rzecz
mogę załatwić już teraz. – powiedział, a potem pogrzebał w kieszeni spodni i niedowierzaniem
spoglądałam, jak klęka przede mną na środku salonu.
-Nie. –
pokręciłam głową z niedowierzaniem. – Ja śnię, ty nie chcesz się w tej chwili…
-Ala. Nie
mogę wyjechać z Tobą do obcego kraju, bez pewności, że nie uciekniesz tam z
jakimś pierwszym lepszym Włochem. – uśmiechnął się szeroko, nadal przed mną klęcząc.
– Muszę mieć pewność, że jesteś już moja i tak pozostanie. Poza tym, mamy swoje
lata, pora się ustatkować…
-Nie wierzę,
że właśnie powiedziałeś mi, że jestem stara. – szturchnęłam go w ramię.
Otworzył
pudełko, a ja zobaczyłam w nim mały, ale piękny pierścionek.
-Ala,
wyjdziesz za mnie?
Popatrzyliśmy
sobie w oczy, a ja w kilka sekund przypomniałam sobie, jak kręta była droga
naszej znajomości. Kiedyś nie powiedziałabym, że ktokolwiek mi się oświadczy, a
już na pewno, że będzie to Bartek. Bo gdy mnie zostawił, pogodziłam się już z
myślą, że zostanę sama i już do siebie nie wrócimy.
-Ala? Kolano
mnie trochę boli. – z zamyślenia wyrwał mnie jego głos. Zamrugałam parę razy,
wracając do teraźniejszości.
-Pewnie, że
za ciebie wyjdę.
Założył mi
pierścionek na palec i wyprostował się, znów górując nade mną wzrostem.
-Jest
piękny. – powiedziałam, autentycznie zachwycona pierścionkiem.
-Cieszę się,
że ci się spodobał. Było tam tyle pierścionków, a ja zabrałem ze sobą Kłosa,
ale niewiele mi pomógł. Jak dla mnie wszystkie były identyczne. – wzruszył ramionami.
-Dla mnie
też zawsze wszystkie kolczyki, pierścionki wyglądają tak samo. Chyba nieźle się
dobraliśmy. – zaśmiałam się, a potem stanęłam na czubkach palców, by go
pocałować. Gdy już się od siebie oderwaliśmy, powiedział:
-Ale zdajesz
sobie sprawy, że teraz będziesz musiała urodzić mi małe Kurasiątka? –
wyszczerzył się.
-O nie, tego
nie przedyskutowaliśmy. Mogę złożyć reklamację? – zapytałam, udając, że ściągam
pierścionek, ale zaczął mnie łaskotać, a ja dla świętego spokoju przestałam z
niego żartować. Czułam, że decyzja, jaką podjęłam, była najlepszą decyzją mojego
życia.
Kiedyś ktoś
powiedział, że w życiu każdego z nas wszystko dzieje się po coś. Każda dobra
chwila potrafi podnieść cię na duchu, uskrzydlić i dać ci tyle siły, żebyś była
w stanie dokonywać rzeczy niemożliwych.
Te wszystkie
trudne sytuacje, które wydają się nie mieć wyjścia, także są po coś. Bo gdy
upadniesz kilka razy, szukając rozwiązania,
za którymś razem ci się uda i wyjdziesz na prostą. Najważniejsze, to
mieć w sobie siłę, aby próbować. I nie poddawać się. Bo kiedy w końcu wszystko
się wyjaśni, a na niebie zaświeci słońce, pomyślisz, że było warto. Że może w
końcu będzie dobrze, zaczniesz żyć naprawdę, tu i teraz. Niektórzy mówią, że
nadzieja jest matką głupich, ale ja tak nie uważam. Gdyby nie ona, wielu z nas
nie potrafiłoby utrzymywać się przy życiu. Bo właśnie gdy jesteś w dołku i
wszystkie światła są zgaszone, to nadzieja daje ci tę iskrę, która przypomina,
że to nie koniec i jest dla ciebie jakaś szansa.
Gdybym nie
miała nadziei, że wszystko kiedyś będzie dobrze, pewnie w tej chwili bym nie
istniała. Bez nadziei, nie chciałabym wrócić do Bartka, bo strach przed
ponownym odrzuceniem byłby zbyt duży, a to wszystko nie byłoby warte ryzyka, a
ja sama nadal tkwiłabym w tym pustym pomieszczeniu, w egipskich ciemnościach,
pozbawiona jakiegoś sensu życia, żyjąca przeszłością. Gdyby nie nadzieja, nie
byłabym znowu szczęśliwa u jego boku.
I choć
przyszłość jawiła się przede mną jak wielka niewiadoma, wiedziałam, że damy
radę. Bo wiedziałam, że to co czuję, jest przez niego odwzajemnione i że nasze
rozstanie tak jak dla mnie, było dla niego jednym z najgorszych momentów w
życiu. I nic więcej nie było mi
potrzebne.
,,Jeśli twoje niebo spada,
Po prostu weź moją rękę i ją trzymaj
Nie musisz być sama, sama
Nie pozwolę ci odejść.
I jeśli czujesz słabnięcie światła
I jesteś zbyt słaba by kontynuować walkę
I wszyscy twoi przyjaciele na których liczyłaś zniknęli
Będę tutaj, nie odejdę, już zawsze.''
*
Cóż. Jestem jak najbardziej zadowolona z epilogu. Mam nadzieję, że wy także. :)
Ten komentarz odautorski nie będzie przypominał poprzednich, bo nie będę pisać o głupotach. Nie w taki dzień.
Nachodzi najbardziej smutny/ wzruszający dla mnie moment - pożegnanie. Z Wami i z całą historią. Chyba nie jestem jeszcze na siłach, może nabiorę ich pod koniec tego komentarza. ;)
Nie wiem, czy ten epilog był dla Was wyciskaczem łez, bo troszkę różnił się od tego, którym zakończyłam moje pierwsze opowiadanie. Wasze przypuszczenia się sprawdziły i Ala została już z Bartkiem. Wydawało mi się to oczywiste już od poprzedniego rozdziału, ale nie dziwię się Waszej przezorności, bo faktycznie czasami lubiłam zamieszać w najmniej spodziewanym momencie. Tutaj jednak czegoś takiego nie planowałam ;)
Chyba pora na ciekawostki. Nie będzie ich wiele, ale zawsze... ;)
*zacznijmy do tego, że Historię z siatkówką w tle kończyłam, mając kilkunastu obserwujących, bodajże 28 tysięcy wyświetleń i 40 rozdziałów. Anothervolleystory zakończyłam na liczbie 31 ( licząc z prologiem), a w chwili robienia tego podsumowania, wyświetleń było prawie 32 tysiące, a liczba obserwujących sięgała prawie czterdziestki. Kiedyś pamiętam, że patrząc na inne blogi, które miały po dwadzieścia osób obserwujących, nawet nie marzyłam, że ja sama będę miała ich aż tylu.
Dziękuję Wam bardzo! Mam nadzieję, że ja swoim opowiadaniem uszczęśliwiłam Was tak jak wy uszczęśliwiliście mi swoimi komentarzami, zainteresowaniem i obecnością. :)
*pewnego dnia mój blog został wyświetlony ponad 1 200 razy. Pamiętam, że prawie oczy na wierzch wywaliłam, jak to zobaczyłam, był to bodajże początek maja, więc nie byłam na to przygotowana. ;)
*mój blog był wyszukiwany w google ponad sto razy, dużo wyświetleń dały mi też niektóre z Waszych blogów. Za to też chcę serdecznie podziękować. :)
*przyznam z ręką na sercu, że pierwotnie myślałam, zrobić głównym bohaterem Zbyszka. Po napisaniu prologu doszłam jednak do wniosku, że to głupi pomysł, bo ten koleś jest dla mnie trudny do ogarnięcia, a poza tym moja przyjaciółka wkurzyłaby się ( pozdrawiam Justynkę^^), gdybym zrobiła z niego dupka. A jak już wybrałam Bartka, to trochę zmieniłam swoje plany co do historii..
* pierwotnym zamysłem było to, że para głównych bohaterów się nie zejdzie. Epilog nie miał zakończyć się happy endem - Ala miała popełnić samobójstwo. Ale kurczę, tak się do niej przywiązałam, bo była i będzie moją taką sierotką, że nie mogłam jej tego zrobić. Bartkowi też. Poza tym doszłam do wniosku, idąc za pewnego rodzaju podpowiedziami, że lepiej będzie zakończyć opowiadanie pozytywnie, bo w prawdziwym życiu jest już wiele sytuacji, które nas dołują, a nie chciałam, żeby należało do nich i moje opowiadanie. :)
*w tym opowiadaniu to Ala miała być osobą, która najbardziej by Was wkurzała swoją zmiennością i tym, że nie potrafi sobie z niczym poradzić. A wyszło, jak zawsze. :D
To już tyle, jeżeli chodzi o ciekawostki. Trzeba się zebrać w garść i napisać te ostatnie zdania.
Będzie mi brakowało tego opowiadania i mam nadzieję, że Wam też. Dziękuję za każdy pojedynczy komentarz i minutę poświęconą przeczytaniu kolejnych rozdziałów. Dziękuję, że czekałyście ze mną na kolejne fragmenty i tak chętnie dzieliłyście się ze mną swoim zdaniem.
Dziękuję za to, że byłyście. I choć historia Ali i Bartka definitywnie się skończyła, to mam nadzieję, że zostaniecie ze mną i będziecie czytać moje kolejne opowiadanie.
Bo jak wspominałam, mam na nie plan. Na razie jednak z powodu szkoły nie będę w stanie pisać go od razu po zakończeniu tego - poczekacie na jego start tydzień, maksymalnie dwa, choć do tej drugiej opcji mogą mnie zmusić tylko nauczyciele. :) Po prostu wiem, jak to było po skończeniu mojego pierwszego opowiadania - tak bardzo mi tego brakowało, że pisałam rozdziały wręcz hurtowo, dlatego publikację wznowiłam po kilku dniach.
Adresu jeszcze nie mam. Podam wam go od razu, jak zrobię szablon na zarezerwowany już adres. :)
Choć możecie jak niektórzy zaglądać nie tylko tutaj, ale i na mój profil, bo tam ten link pojawi się zapewne szybciej. ;) A co do głównej bohaterki... według moich zamiarów będzie bardziej wyrazista niż Ala. ;)
Kiedy już będę gotowa, na pewno tutaj dam o tym znać. Mam nadzieję, że będziecie na mnie czekać i odpoczniecie sobie ode mnie przez te kilka dni, bo później nie dam wam znowu spokoju. Delektujcie się tym czasem. ;)
Oczywiście zawsze możecie znaleźć mnie tutaj, na tumblrze i twitterze. Gdyby ktoś chciał zapytać czy coś.
Ewentualnie gg : 46817349 ;)
Trzymajcie się. Mam nadzieję, że spotkamy się znowu na moim kolejnym, trzecim już opowiadaniu. Jego adres powinien ukazać się tutaj przed końcem tygodnia, czyli do 9 czerwca. :)
:*
Cóż. Jestem jak najbardziej zadowolona z epilogu. Mam nadzieję, że wy także. :)
Ten komentarz odautorski nie będzie przypominał poprzednich, bo nie będę pisać o głupotach. Nie w taki dzień.
Nachodzi najbardziej smutny/ wzruszający dla mnie moment - pożegnanie. Z Wami i z całą historią. Chyba nie jestem jeszcze na siłach, może nabiorę ich pod koniec tego komentarza. ;)
Nie wiem, czy ten epilog był dla Was wyciskaczem łez, bo troszkę różnił się od tego, którym zakończyłam moje pierwsze opowiadanie. Wasze przypuszczenia się sprawdziły i Ala została już z Bartkiem. Wydawało mi się to oczywiste już od poprzedniego rozdziału, ale nie dziwię się Waszej przezorności, bo faktycznie czasami lubiłam zamieszać w najmniej spodziewanym momencie. Tutaj jednak czegoś takiego nie planowałam ;)
Chyba pora na ciekawostki. Nie będzie ich wiele, ale zawsze... ;)
*zacznijmy do tego, że Historię z siatkówką w tle kończyłam, mając kilkunastu obserwujących, bodajże 28 tysięcy wyświetleń i 40 rozdziałów. Anothervolleystory zakończyłam na liczbie 31 ( licząc z prologiem), a w chwili robienia tego podsumowania, wyświetleń było prawie 32 tysiące, a liczba obserwujących sięgała prawie czterdziestki. Kiedyś pamiętam, że patrząc na inne blogi, które miały po dwadzieścia osób obserwujących, nawet nie marzyłam, że ja sama będę miała ich aż tylu.
Dziękuję Wam bardzo! Mam nadzieję, że ja swoim opowiadaniem uszczęśliwiłam Was tak jak wy uszczęśliwiliście mi swoimi komentarzami, zainteresowaniem i obecnością. :)
*pewnego dnia mój blog został wyświetlony ponad 1 200 razy. Pamiętam, że prawie oczy na wierzch wywaliłam, jak to zobaczyłam, był to bodajże początek maja, więc nie byłam na to przygotowana. ;)
*mój blog był wyszukiwany w google ponad sto razy, dużo wyświetleń dały mi też niektóre z Waszych blogów. Za to też chcę serdecznie podziękować. :)
*przyznam z ręką na sercu, że pierwotnie myślałam, zrobić głównym bohaterem Zbyszka. Po napisaniu prologu doszłam jednak do wniosku, że to głupi pomysł, bo ten koleś jest dla mnie trudny do ogarnięcia, a poza tym moja przyjaciółka wkurzyłaby się ( pozdrawiam Justynkę^^), gdybym zrobiła z niego dupka. A jak już wybrałam Bartka, to trochę zmieniłam swoje plany co do historii..
* pierwotnym zamysłem było to, że para głównych bohaterów się nie zejdzie. Epilog nie miał zakończyć się happy endem - Ala miała popełnić samobójstwo. Ale kurczę, tak się do niej przywiązałam, bo była i będzie moją taką sierotką, że nie mogłam jej tego zrobić. Bartkowi też. Poza tym doszłam do wniosku, idąc za pewnego rodzaju podpowiedziami, że lepiej będzie zakończyć opowiadanie pozytywnie, bo w prawdziwym życiu jest już wiele sytuacji, które nas dołują, a nie chciałam, żeby należało do nich i moje opowiadanie. :)
*w tym opowiadaniu to Ala miała być osobą, która najbardziej by Was wkurzała swoją zmiennością i tym, że nie potrafi sobie z niczym poradzić. A wyszło, jak zawsze. :D
To już tyle, jeżeli chodzi o ciekawostki. Trzeba się zebrać w garść i napisać te ostatnie zdania.
Będzie mi brakowało tego opowiadania i mam nadzieję, że Wam też. Dziękuję za każdy pojedynczy komentarz i minutę poświęconą przeczytaniu kolejnych rozdziałów. Dziękuję, że czekałyście ze mną na kolejne fragmenty i tak chętnie dzieliłyście się ze mną swoim zdaniem.
Dziękuję za to, że byłyście. I choć historia Ali i Bartka definitywnie się skończyła, to mam nadzieję, że zostaniecie ze mną i będziecie czytać moje kolejne opowiadanie.
Bo jak wspominałam, mam na nie plan. Na razie jednak z powodu szkoły nie będę w stanie pisać go od razu po zakończeniu tego - poczekacie na jego start tydzień, maksymalnie dwa, choć do tej drugiej opcji mogą mnie zmusić tylko nauczyciele. :) Po prostu wiem, jak to było po skończeniu mojego pierwszego opowiadania - tak bardzo mi tego brakowało, że pisałam rozdziały wręcz hurtowo, dlatego publikację wznowiłam po kilku dniach.
Adresu jeszcze nie mam. Podam wam go od razu, jak zrobię szablon na zarezerwowany już adres. :)
Choć możecie jak niektórzy zaglądać nie tylko tutaj, ale i na mój profil, bo tam ten link pojawi się zapewne szybciej. ;) A co do głównej bohaterki... według moich zamiarów będzie bardziej wyrazista niż Ala. ;)
Kiedy już będę gotowa, na pewno tutaj dam o tym znać. Mam nadzieję, że będziecie na mnie czekać i odpoczniecie sobie ode mnie przez te kilka dni, bo później nie dam wam znowu spokoju. Delektujcie się tym czasem. ;)
Oczywiście zawsze możecie znaleźć mnie tutaj, na tumblrze i twitterze. Gdyby ktoś chciał zapytać czy coś.
Ewentualnie gg : 46817349 ;)
Trzymajcie się. Mam nadzieję, że spotkamy się znowu na moim kolejnym, trzecim już opowiadaniu. Jego adres powinien ukazać się tutaj przed końcem tygodnia, czyli do 9 czerwca. :)
:*