sobota, 6 kwietnia 2013

II


,,Nie wiadomo dlaczego, ale wszystko na świecie zaczyna się w poniedziałek."
 Trzy metry nad niebem



Kiedy moje współlokatorki wróciły do domu, o dziwo nie poruszyły tematu portalu randkowego, więc i ja nie pisnęłam o nim ani słowa. Miałam jednak dziwne wrażenie, że już następnego ranka przycisną mnie do ściany, zapewne chcąc przekonać, że założenie takiego profilu pomoże mi wyjść na prostą. Wydaje im się, że znają mnie na wylot, ale czy przewidziały, że poddam się i sama skieruję sobie broń do skroni?

Był poniedziałkowy, piękny, marcowy poranek. Słońce za oknem nieśmiało przebijało się przez ciężkie chmury, padając na wciąż lekko ośnieżone budynki. Jak zwykle obudziłam się pierwsza, więc po cichu poszłam do kuchni i nastawiłam wodę na kawę, po czym postawiłam na kuchennym stoliku miskę, łyżkę, karton mleka i pudełko musli. Wszystko, stojąc w tym samym miejscu, jedynie obracając się wokół własnej osi. Cóż, to jest właśnie urok maleńkich kuchni i życia w blokach. Z przyzwyczajenia ruszyłam do pokoju po kupioną dzień wcześniej gazetę, a potem zasiadłam na kuchennym krześle i zabrałam się za powolne spożywanie śniadania. Właśnie wczytywałam się w artykuł dotyczący jakiegoś schroniska dla zwierząt, gdy moją uwagę rozproszył charakterystyczny odgłos stąpania bosymi stopami po podłodze. Obok mnie pojawiła się niska postać ubrana w szary top i szorty w szaro-różową kratkę, z ufarbowanymi na czerwono włosami zaplecionymi w niemiłosiernie rozczochrany warkocz, która w pierwszym odruchu po obudzeniu, sięgnęła po słoik z kawą rozpuszczalną. Usiadła na krześle naprzeciwko z aromatycznym napojem, a jej szare oczy spojrzały na mnie dość nieprzytomnie. W milczeniu każda z nas skupiła się na czymś innym. Ciszę przerywało tylko siorbanie siedzącej po drugiej stronie stołu Miśki i stukanie łyżki o dno prawie pustej już miski, którego byłam sprawcą.

Wiem, Miśka to dziwne imię. Sama byłam szczerze zdziwiona, kiedy usłyszałam je po raz pierwszy. Gdyby jednak rodzice nazwali was Michaliną, to zapewne także wolałybyście przyjąć najgłupsze nawet zdrobnienie.
Dołączyła do nas Zośka, która usiadła przy stole i wysuwając się z krzesłem, praktycznie uniemożliwiając już poruszanie się po kuchni, jeśli ktoś nie potrafił lewitować. Skończyłam posiłek i lekko wyciągając ręce, odstawiłam naczynia do zlewu, a później rozłożyłam się półsiedząc i obserwowałam swoje koleżanki.
Zośka powoli przeżuwała grzankę, którą popijała sokiem pomarańczowym. Jej długie, jasnobrązowe włosy z jaśniejszymi końcówkami układały się falami na jej ramionach, a piwne oczy powoli zyskiwały żywy blask.
Każdy nasz poranek wyglądał tak samo. Śniadanie jadłyśmy w ciszy, która późniejszych godzinach była czymś  niemożliwym do osiągnięcia. Ewentualnie wtedy, gdy  któraś z nas wróciła wcześniej z uczelni. Takimi chwilami trzeba się delektować.

Wszystkie studiowałyśmy w Rzeszowie. Miśka i ja wybrałyśmy już przed prawie trzema laty studia na wydział dziennikarstwa i komunikacji społecznej, a Zośka studiowała architekturę i urbanistykę na innej uczelni. Poznałyśmy się, kiedy szukałyśmy mieszkania do wynajmu. Ognistowłosa szukała dwóch współlokatorek i tak jakoś wyszło, że zgłosiłam się ja i Zocha. Nie do końca było też prawdą, że razem z Miśką uczęszczałyśmy na zajęcia. Ona po ukończeniu nauki miała zajmować się czystym dziennikarstwem,  a ja grafiką ( bo taka była moja specjalizacja) która ładnie skomponowałaby się z napisanym przez nią tekstem lub nagranym wywiadem. Tak się właśnie uzupełniałyśmy. Ja sama kilka lat wcześniej marzyłam o pójściu na jej kierunek, ale brakowało mi tego, czym ona promieniowała na kilometr – pewności siebie. Czy ja byłam zdolna do zrobienia samej sobie istnej rewolucji na głowie, zmieniając brązowy kolor włosów na bardziej nietypowy? Nie sądzę. Gdybym się na to zdecydowała, chyba chodziłabym w czapce, ogoliła się na łyso i kupiła perukę, lub po prostu zużyła kilka następnych farb bez obaw, że włosy po prostu mi wypadną, ale na pewno normalnie nie pokazałabym się tak publicznie. Komputer i program graficzny nie grożą mi raczej zbyt częstymi kontaktami z ludźmi spoza firmy, w której bym pracowała, więc jest to zawód wręcz idealny. Nawet Zośka, która nie grzeszyła pewnością siebie wydawała się mieć więcej doświadczenia w tej sferze życiowej. Tylko ja jestem takim dziwadłem. No cóż, idzie się z czymś takim pogodzić. Nigdy nie zarywały do mnie licealne ciacha, ale i ja sama nie mierzyłam zbyt wysoko.  

Ale wracając do tematu Miśki. Ta dziewczyna to głowa pełna pomysłów. Masz jakiś problem, to zwróć się do niej. Poda ci może dość absurdalne rozwiązanie, ale warte wypróbowania. Nie zdziwiłam się więc zbytnio, gdy to właśnie ona podrzuciła Zośce pomysł, żeby zając się moim życiem. Oczywiście nie pytając się mnie o zgodę. Ciągały mnie po dyskotekach, parkach, kawiarniach, ale po kilku rundkach zdały sobie sprawę, że jestem przypadkiem wręcz beznadziejnym. Kiedy one świetnie się bawiły, ja stałam przy barze/ siedziałam na ławce/ wbijałam swój wzrok w zamówiony kawałek ciasta i  nie wykazywałam jakiejkolwiek chęci współpracy. Dlatego też poddały się, ale tylko na chwilę. W niedzielne popołudnie czerwonowłosa wpadła na idealny pomysł założenia mi profilu randkowego. Resztę już znacie.

Dziewczyny dzień wcześniej były tak podekscytowane, że nie zdziwiłam się, kiedy znów poruszyły ten temat.
-Jak już zjadłaś, to idź i odpalaj sprzęt, zaraz się za ciebie zabieramy. I nie próbuj mieszać i psuć laptopa, bo zaciągniemy się do kafejki internetowej.
-Wydaje mi się, że nie będzie to już potrzebne.
-Nie, nie, nie. Nawet jeśli nie chcesz, to znajdziemy ci kogoś na siłę. – zaśmiała się Miśka, porozumiewawczo spoglądając na siedzącą obok Zośkę, zanurzającą właśnie łyżkę w jogurcie jagodowym. Ta w odpowiedzi uniosła tylko kciuk i mrugnęła w moją stronę.
-Takie coś powinno być karalne. – odpowiedziałam z udawanym oburzeniem.- Poza tym, już to załatwiłam.
-Co załatwiłaś? Nasłałaś na tę stronę plagę wirusów czy FBI? – zaśmiała się Zośka, prawie krztusząc się jogurtem i opuszczając na podłogę łyżkę. Kiedy jej głowa znów pojawiła się nad blatem, odpowiedziałam z najpoważniejszą miną na świecie:
-Założyłam sobie tam konto, ale muszę przyznać, że Twój pomysł był o niebo lepszy.
-Nie wierzę. Nie zrobiłaś tego. Wczoraj zapierałaś się przecież przed tym rękami i nogami. – takiej odpowiedzi się po mnie nie spodziewały, w czym utwierdzały mnie ich zdziwione miny.
-Kobieta zmienną jest. – podniosłam wysoko prawy kącik ust. 
-Myślałam, że jeśli chodzi o ciebie, to nie zdołasz nas już niczym zadziwić. Pokazuj ten profil.
Poszłyśmy do pokoju i zalogowałam się na stronę, czując na swoich odkrytych ramionach ich oddechy. Chwilę później wsłuchiwałam się w jęki i stęki Miśki.
-No nie, z takim opisem ty chcesz kogoś znaleźć? To tak jakbyś reklamowała wadliwy produkt po normalnej cenie. Nikt na to nie poleci.
-Hej, wypraszam sobie. Nie jestem wadliwym produktem. Poza tym nie będę kłamać, bo prawda i tak kiedyś by wyszła na jaw. Jak komuś się mam spodobać to i bez owijania w bawełnę tak będzie.
-A to zdjęcie… Ala, no proszę cię…
-Miśka, daj jej spokój. Zgadzam się z nią w stu procentach. Jak jakaś rybka ma złapać ten haczyk, to to zrobi, a reszcie podziękujemy. Nie warci straty choć sekundki naszego czasu. – stanęła w mojej obronie Zośka, co szczerze mnie zdziwiło. Chociaż nie, z ich obu to właśnie ona wydawała się być tą rozsądniejszą.
-Ja się z tego wypisuję. Jeśli ktoś się odezwie, to będę w niemałym szoku.
-W takim razie szykuj się, bo ta tutaj mrugająca ikonka oznacza, że mam wiadomość. – wyszczerzyłam się szeroko w jej stronę.
-Otwieraj, na co czekasz! – prawie wyrwały mi myszkę z rąk. Naszym oczom ukazało się zdjęcie umięśnionej klaty i wiadomość:
,,Witam. Twoja wiadomość bardzo mnie zaintrygowała. Wydaje mi się, że spełniam postawione oczekiwania. Może się poznamy? Puki co…’’
-O nieeee. Nie ma szans. To jakiś analfabeta. Jak można taki błąd ortograficzny zasadzić? – jęknęłam, łapiąc się za głowę i kierując wiadomość do kosza.
-Ej, fajnie wyglądał.
-Dziewczyno, facet bez głowy? Proszę cię, na moje oko to on dorobiłby się takich mięśni za kilka lat. Żywcem z neta pobrane. – mruknęłam, spoglądając kolejny raz na jego ikonkę, przedstawiającą tzw. kaloryfer.
-Wybredna jesteś.
-Nie będę się brała za byle kogo. Szkoda czasu.

Zrezygnowane, zamknęłyśmy laptopa i każda zabrała się do swojej pracy. Przeglądałam notatki z zajęć, moje myśli jednak powoli zaczęły krążyć wokół strony. Czy naprawdę gdzieś tam przed komputerem może siedzieć normalny koleś, który nie zachwyca się widokiem swoich bicepsów i zna podstawowe zasady ortografii? Jeśli tacy w ogóle istnieją, to zapewne zawierają znajomości w tradycyjny sposób poprzez uścisk dłoni, a nie wystukanie kilku słów i kliknięciu ,, Enter’’.
*

Za każdym razem gdy słyszę ,,Just give me a reason'' Pink humor mi się poprawia, bo przypominam sobie epilog mojego poprzedniego opowiadania. Przed chwilką leciało na MTV uk, więc jestem na maksa zadowolona. 

Proszę, żeby tylko bilety do Wrocławia były w sprzedaży od 16 w poniedziałek, proszę!

A tak a propos mojego bieżącego opowiadania: kolejny rozdział przyniesie wam już maleńką jak nie całkowitą odpowiedź na pytanie kogo wybrałam do mojej obsady. Mam nadzieję, że się nie zawiedziecie. Może wybór mało oryginalny, ale na czasie. Wydaje mi się, że w natłoku opowiadań o tematyce siatkarskiej ciężko jest wykazać się odrębnością. ;)

I tak właśnie się staram ograniczać komentarze odautorskie, eh. Wyraźnie mi to nie idzie. ;)
Dodałam piosenkę przewodnią, którą możecie już znaleźć w kartach u góry strony.

31 komentarzy:

  1. Nieźle, nieźle ;)
    Coś mi się wydaje, że analfabeta jeszcze zagości w życiu Ali (Boże, tak się przyzwyczaiłam do "Historii z siatkówką w tle", że chciałam napisać "Justyny") a może to tylko ślepa uliczka? Hmm?
    Lubisz wprowadzać mnie w błąd, więc nie będę na razie osadzać, kim jest ten tajemniczy siatkarz ;)
    Nie mogę się doczekać 3-go rozdziału ;)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, prawie zapomniałam!
      Genialna piosenka przewodnia, bardzo mi się podoba (słyszę ją pierwszy raz) i myślę, że pasuje do Twojego opowiadania jak ulał ;)

      Usuń
    2. Hm. Lubię wpędzać was w ślepe uliczki, a czy analfabeta jest taką, dowiesz się już w kolejnym rozdziale. ;) Ja sama często mylę imiona moich bohaterek i tym sposobem chciałam Miśkę nazwać Darią, więc doskonale cię rozumiem. ;)
      Wydaje mi się, że piosenka faktycznie pasuje do opowiadania. Szukałam jej długo, bardzo długo i z wszystkich tych, spośród których wybierałam, ta wydaje się być najbardziej odpowiednia. ;)

      Usuń
    3. Wiem, że lubisz wpędzać, inaczej byś tego nie robiła ;)
      Dowiem się w kolejnym rozdziale czyli za dwa dni. Czy wytrzymam? Nie. Czy wytrzymać muszę? Tak. Ech, życie jest niesprawiedliwe. ;)
      Pozdrawiam

      Usuń
    4. Jak to powiedział kiedyś mój mistrz Piotr Żyła : ,, nie chcem, ale muszem.'' Ja sama chętnie dodałabym wszystkie napisane rozdziały jeden po drugim, bo akcja rozkręca się bardzo powoli, ale publikuję co dwa dni i tak pozostanie. Gdybym może miała więcej czasu i pisałabym częściej, to i częściej bym dodawała, niestety nie potrafię znaleźć tyle wolności, bo szkoła bardzo mi w tym przeszkadza. ;)

      Usuń
  2. Widzę Ala sposób selekcji jak ja przy nowych opowiadaniach. Braki językowe wyjazd , Kurek, Dzik , Zbys wyjazd. Znaczy na ostro. Fuj nie cierpię jak mi ktoś nad uchem siorbie. Klaustrofobiczne pomieszczenia mnie przerażają. Mówiłam że przyjaciółki dla niej to dobra rzecz ;) Ooo i nowy rozdział akurat w prezencie przed meczem Skrzatow :3
    Uwaga ten komentarz powstawał bo tak jak pisałam odpalilam rozdział zaraz po przebudzeniu. Chaos niekontrolowany.
    Xoxo K.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twoje myśli są jeszcze bardziej pogmatwane niż zwykle, od razu widać, że dopiero oczy otworzyłaś. ;)
      Meczyk Skrzatów i rozdział przypadkowo zbiegły się w czasie. Też nienawidzę małych pomieszczeń, ale od małego mieszkam w bloku i już do nich przywykłam. :)

      Usuń
  3. Rozdzial super a do wro bilet w poniedzialek?????

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobno tak, chociaż czekam na jakieś potwierdzenie przez wiarygodne źródła. Może s-w-o.pl da znać wcześniej, na fejsie o tych do Gdańska już wcześniej informowali. ;)

      Usuń
  4. Dopiero teraz sprawidzilam piosenke przewodnia.... Uwielbam Ellie Guilding!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piona! Ja też uwielbiam. Jest świetną piosenkarką, jej piosenki są jedyne w swoim rodzaju, a co najważniejsze - genialnie śpiewa na żywo. :)

      Usuń
  5. Wybredna ta nasza Ala, aczkolwiek ja za analfabetę także bym się nie brała. Chociaż kto wie, może to jednorazowy błąd i pan analfabeta wcale nim nie jest? :) Okaże się, jeśli oczywiście jeszcze wrócisz do jego wątku :) Co do zdjęcia profilowego z samą klatą: sądzę, że też byłabym sceptycznie nastawiona. Takie zdjęcie może mieć każdy, oczywiście z internetu. No i jak to, człowiek bez twarzy? :D Chociaż, różne rzeczy chodzą po ludziach :D
    Jestem ciekawa, jak rozwinie się sytuacja, ale z racji tego, że lubię niespodzianki u Ciebie w rozdziałach, bez gadania poczekam :)
    Pozdrawiam serdecznie:)
    VE.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twarz wizytówką człowieka niby jest, więc zdjęcie samej klaty odpada jeszcze w przedbiegach. ;) Koleś z taką fotką pewnie bardziej interesowałby się swoimi mięśniami niż poznaną dziewczyną.
      W odpowiedzi na Twoje pytania mogę się tylko tajemniczo uśmiechnąć. ;)
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  6. Analfabeta co do tego faceta to coś mi się zdaje, że jeszcze wróci do tego opowiadania.Ciekawe czy ktoś jeszcze zgłosi się do Ali na tym portalu randkowym ;)) Czekam na kolejny i zapraszam. ;pp
    http://parkiet-siatka-mikasa-moje-marzenie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W poniedziałek okaże się, czy faktycznie tak dobrze mnie znacie. ;)

      Usuń
  7. No cóż, nie wiem co napisać. Nie mogę nic podejrzewać, bo jak zwykle pewnie mnie zaskoczysz ;)
    Czekam na ujawnienie rąbka tajemnicy, bo wtedy pewnie zacznie się dziać więcej :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie w początkowych rozdziałach chyba nigdy nie ma się zbyt wiele do powiedzenia, wiem to po sobie. ;)
      Pewnie się zacznie dziać. Pojawi się nowa perspektywa, więc jakaś rewolucja chyba będzie. ;)

      Usuń
  8. Hmmm... Czyżby naszym "analfabetą" miał się okazać któryś z siatkarzy? Chyba , że fantastyczny profil Ali przyciągną kogoś jeszcze? Czekam na następny i zapraszam do mnie na nowy http://gdymyslalaszewiesz.blogspot.com/
    Pozdrawiam Luna :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Każda z Was pisze ,żę Ala jest wybredna a ja sądze ,że nie ,bo żadna z nas nie wybrała by analfabety czy sztucznie napakowanego gostka. Jest bardzo tajemniczo nie powiem ,że nie. Czekam na więcej. Zapraszam do mnie na 22 rozdział bo sie pojawił pieprznieta.blogspot.com. Pozdrawiam Annie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lepiej być wybrednym, niż dawać sobie nadzieję i później się zawieźć. Takie jest moje zdanie. :)

      Usuń
  10. Hm, co mogę powiedzieć :) Na razie wszystko się rozkręca, wiadomo - początki są czasami żmudne, ale muszą być :) Michalina vel Miśka i Zośka vel Zocha są moimi the best! Nie wiem czemu, ale wydaje mi się, że wszystkie 3, razem z Alą tworzą naprawdę dobre trio. Chociaż każda jest inna.
    Kto okaże się tym wyjątkowym, nieanalfabetą, który urzeknie w jakiś sposób Alę? Nie mogę się doczekać, kiedy się dowiem!

    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też uwielbiam te dziewczyny. Dziewczyny się uzupełniają i uzupełniać będą, na tym chyba właśnie polega ich przyjaźń. ;) Nie lubię startować z nowym opowiadaniem, bo to wszystko wydaje się być takie nudne i rozwija się tak wolno... Niestety trzeba budować tło pod kolejne, bardziej interesujące wydarzenia. ;)

      ;*

      Usuń
  11. Miśka, Boże kochany, jak ja uwielbiam to imię! Zamieniłabym się z kimś kto tego imienia nie znosi, oj zamieniłabym sie! Też bym się nie umawiała z analfabetą... Chyba, że na serio ten kaloryfer byłby taki niesamowity, to zrobiłabym wyjątek *.*

    O siatkarza już nie pytam. :D
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja chyba pozostałabym jednak przy swoim imieniu.
      Taak, ten kaloryfer to trzeba głębiej rozważyć. ;)

      Nie pytaj, masz rację. W poniedziałek się wszystko okaże. ;)

      Usuń
  12. Dzięki za komentarz, ale blogów o tej tematyce raczej nie czytam. Przykro mi. :)

    OdpowiedzUsuń
  13. o nie Rzeszów :( jak ja nie lubię tego miasta :( ale i tak twoje opowiadanie jest fantastyczne chociaż to i tak za małe słowo żeby opisać jakie ono jest na prawdę :) mam nadzieję, że nie zniechęce się tym Rzeszowem i będę dalej go czytać i z niecierpliwością czekać będę na następny rozdział ;> Ala miesza i to mi się podoba :) Wciąż nie mogę uwierzyć z tym kontem/profilem na portalu randkowym. A poniedziałku przybywaj i to jak najszybciej :) Ale się rozpisałam :)
    Pozdrawiam J.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszyscy się tak boicie tego miasta, a naprawdę nie ma powodu. ;) Wydaje mi się, że uspokoicie się w poniedziałek. I to bardzo. :)

      Usuń
    2. może i tak, może i nie. okaże się w poniedziałek :)

      Usuń
  14. O jejku, Rzeszów... Mam nadzieję, że właścicielem kaloryfera nie był żaden chłopak z tamtejszego klubu. Przez cały czas mam wielką nadzieję, że nadal utrzymasz się przy tematyce Skry:D Nie mogę się doczekać poniedziałku, żeby dowiedzieć się czegoś więcej:) Pozdrawiam
    http://przez-siatkowke-do-serca.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie samą Skrą człowiek żyje, jednak myślę, że między głównym bohaterem a tym klubem będzie pewne powiązanie. ;)

      Usuń