,,Przyjaźń damsko-męska... oczywiście, że istnieje. Przecież to na jej podstawie budujemy miłość.''
?
-Zaczynamy
przygodę! Tylko my parkiet i żółto-niebiesko piłka, dzień w dzień. – Igła wręcz
tryskał entuzjazmem. Z resztą nie on jeden. Zawsze tak było – pierwsze dni na
zgrupowaniu były wypełnione po brzegi rozmowami o tym, co działo się u nas przez cały
sezon klubowy, gdy byliśmy rozrzuceni po różnych zakątkach świata. Kiedy mijały
mnie te wszystkie znane twarze, w znakomitych humorach, sam czułem się o wiele
lepiej.
Kogo ja
próbuję oszukać, przecież i nie bez wpływu pozostały liczne telefony od pewnej
dziewczyny, której w życiu na oczy nie widziałem, a czułem, jakbym znał ją od
zawsze. Mogłem powiedzieć jej wszystko, choć tak naprawdę była dla mnie jakby
nierealną, obcą osobą.
Słuchając
Igły, który gadał teraz jak nakręcony, zacząłem utwierdzać się w przekonaniu,
że bardzo szybko będziemy mieli dość siebie nawzajem.
Razem z
Pitem skierowaliśmy się do przydzielonego nam spalskiego pokoju. Rozłożyłem się
na łóżku wśród świeżo pachnącej pościeli i przymknąłem oczy. Gdyby nie dźwięk
rozpinania suwaka i skrzypienia sąsiedniego łóżka oraz stukanie drzwiczek od
szafy, pewnie pomyślałbym, że zostałem w pokoju sam. Piotrek był świetnym
facetem, bo nie gadał zbyt wiele i można było przy nim porządnie odpocząć.
Oczywiście nie był niemową, ale rzadko
kiedy zaczynał rozmowy, raczej dość biernie uczestniczył w już
prowadzonych i dołączał się od czasu do czasu, rzucając po zdaniu. Delektowałem
się ciszą i spokojem, gdy drzwi do pokoju otworzyły się, a hałas, który temu
towarzyszył oznajmił mi, że z mojego wypoczynku nici. Otworzyłem oczy, aby
spojrzeć w czarne oko trzymanego przez Igłę urządzenia.
-A tak to
się nasz Bartek relaksuje przed zabójczymi treningami. Uśmiech do kamery
Bartek, bo robię zbliżenie!
-Szczerze
mówiąc, to bardzo mi tego brakowało. – westchnąłem zakrywając twarz rękoma i
śmiejąc się cicho.
-Jest i Pit,
rozpakowujący swoją walizkę. Ale skarby, skąd żeś to wytrzasnął chłopie?
-Jeżeli skarbem nazywasz dezodorant, dostępny w każdej drogerii...
Nie dosłyszałem reszty. Korzystając
z chwili nieuwagi Ignaczaka, wyszedłem z pokoju i ruszyłem się przejść. Rozglądałem
się na boki, próbując dostrzec jakieś zmiany czy poznać choć część twarzy,
które mijałem. Moją uwagę przyciągnęła śmiejąca się głośno niziutka dziewczyna,
biegnąca w towarzystwie także niskiej blondynki. Ubrana w skąpy top i shorty
nie mogła przejść niezauważenie. Dostrzegła, że się jej przyglądam i chyba
miała coś powiedzieć, gdy poczułem mocne klepnięcie w plecy.
-Jak tam
stary? – zapytał Kubiak, szczerząc się do mnie. Moje spojrzenie wróciło jednak
w stronę, gdzie w oddali widoczne były plecy dziewczyny. – Ach, chyba w czymś
przeszkodziłem. Przepraszam.
-Nie
wyglądasz na jakoś zmartwionego tym faktem. – zauważyłem uśmiechając się kiedy
uniósł jedną brew, jak to miał w zwyczaju. Dołączył do nas Kosa.
-Co Grzesiu,
na podryw się szykujesz?
-A co, bije
ode mnie desperacja?
-Możecie
podać sobie ręce, bo oboje chyba potrzebujecie przedstawicielki płci pięknej. –
zaśmiał się Misiek. Wróciliśmy do hotelu planując odpocząć przed treningiem,
jednak zmieniliśmy plany, gdy tylko usłyszeliśmy gwar męskich głosów dochodzący
z jak się okazało, pokoju mojego i Pita.
-Więcej Was
matka nie miała? Wypad do siebie. – zacząłem wyganiać ich już od progu, bo
zebrali się tutaj praktycznie wszyscy, co sądząc po rozmiarach pokoju i wymiarach
moich kumpli, było prawie niemożliwe. Łukasz rozłożony na moim łóżku przyłożył
palec do ust nakazując mi być cicho. Zauważyłem, że twarze wszystkich obecnych
są skierowane w moją stronę i tylko Kosa i Kubiak nie wiedzą o co w tym
wszystkim chodzi. Zagadka rozwiązała się, gdy Zbyszek, stojący przy oknie,
odezwał się.
-Właśnie
przyszedł, już ci go daję. – uśmiechnął się szelmowsko, a ja zauważyłem, że
trzyma w ręku mój telefon. Zmroziło mnie.
-Ala? –
zapytałem, gdy tylko w dopadłem Zbyszka i wyszarpałem mu telefon z dłoni. – Co ci ten idiota nagadał?
Oparłem się
o parapet, próbując opanować śmiech. Wszyscy w pomieszczeniu wodzili za mną
wzrokiem. Szybkie spojrzenie na wyświetlacz utwierdziło mnie w przekonaniu, że
wróciłem w odpowiedniej porze, bo ich rozmowa nie trwała długo.
-Jedynie to,
że ma na imię Zbyszek. Zasypał mnie też masą pytań, czułam się jak na
komisariacie. – w słuchawce rozbrzmiał jej śmiech, a ja jej zawtórowałem.
-A ty co, na
gazie rozweselającym jesteś? – zawołał Jarosz.
-Hoho, jakąś
imprezę urządzasz czy co? Mogę przysiąc, że wcześniej słyszałam aż kilku
facetów. – zapytała z rozbawieniem w głosie.
-Coś w tym
rodzaju.
-Muszę
kończyć, kumpela mi stęka nad uchem, że na mnie pora, zakupy ktoś musi przecież
zrobić.
-Później
pogadamy? – zapytałem z lekkim zawodem w głosie.
-Jasna
sprawa.
Rozłączyłem
się, a wtedy zaczęła się niezła burza. Myślałem, że wejdą mi na głowę.
-Eee, cisza!
– krzyknąłem machając rękoma. Zrzuciłem kilku kolegów z drużyny z mojego łóżka
i sam na nim usiadłem.
-Czyżby
Natka była już historią? – zapytał Zbyszek, a ja mimowolnie się skrzywiłem.
Wspomnienie dziewczyny, z którą wiązałem swoje plany na przyszłość, a która
pewnego dnia po prostu znikła z mojego życia nie było raczej czymś przyjemnym.
Znów zobaczyłem jej smukłą postać i usłyszałem jej głos wypowiadający jedno
słowo : ,,wyjeżdżam’’. Jeśli kiedykolwiek wydawało mi się, że czułem się
okropnie, to tamto wydarzenie nie mieściło się nawet w skali. Kiedy osoba,
którą jest większą częścią twojego życia nagle z niego znika, nie jesteś nawet
w stanie zachować równowagi psychicznej.
-Mówiłem, że
trzeba być twardym a nie miękkim. – rzucił nasz wielkolud – kapitan zwany Możdżonem.
Powróciłem do rzeczywistości, spychając wspomnienia o Natce w czeluści umysłu.
-Ładna jest?
Wysoka, niska? – drążył temat Jarosz.
-Ma czym
oddychać? – dorzucił Zbyszek, wywołując falę śmiechu, a ja podrapałem się po
głowie.
-W sumie to
nie wiem, na żywo jej nie widziałem.
Spojrzeli na
mnie ze zdziwieniem.
-Jak to ,,na
żywo’’? To skąd ty ją znasz? – zapytał Pit, wyglądający na dość
zaintrygowanego.
Westchnąłem,
przeczuwając falę śmiechu i docinków.
-To ta do
której napisaliśmy, kiedy wpadłem na weekend do Rzeszowa.
-Ty
żartujesz?
-A mam
powód?
-Nie, nie
wierzę. Ja tam zawsze miałem cię za rozsądnego człowieka Bartek. Przywiązujesz
się do laski, której nawet na oczy nie widziałeś? – zapytał Kosa, a wszyscy
spoglądali na mnie z wyczekiwaniem.
-Jakoś
jeszcze nie było okazji. Od niedawna jestem przecież w Polsce. – mruknąłem
zastanawiając się, czy wyłapią lekkie zwątpienie w moim głosie.
-Koleś, ty
się po prostu boisz, że się jej nie spodobasz! – ocenił Zbyszek i z triumfem w
oczach powiódł spojrzeniem po pozostałych. – Jesteś siatkarzem, przecież dobrze
wie, jak wyglądasz.
-No właśnie
niekoniecznie. Ona nie ma pojęcia, że jestem tym Bartkiem. Kurkiem.
- Jaki
problem, to się dowie dziewczyna. Jak jakiś wolny dzień złapiemy, to cię
umówimy na randkę. Nie martw się Bartuś, my wszystko załatwimy. – zacierał
dłonie Igła, a reszta zaczęła mu przytakiwać i śmiać się z mojej zapewne
ciekawej miny.
-Właśnie
tego się obawiam. – mruknąłem, słuchając ich planów co do mojego pierwszego
spotkania w realu z Alą.
Każdego
kolejnego dnia nie mogłem opędzić się od tych czubków, którzy bez mojej zgody
zaglądali mi przez ramię, gdy tylko trzymałem w dłoniach telefon. Po jednym z
treningów, usiadłem na ławce i zamiast się przebrać, odczytywałem smsy, które
doszły do mnie podczas kilkugodzinnego treningu.
-Bartuś, a
co ty tak ciągle esemesujesz? – zapytał Igła, zwracając na mnie jeszcze większą
uwagę i wywołując lawinę porozumiewawczych spojrzeń. Jego wtrącenie wyrwało
mnie z rytmu i nie potrafiłem sobie przypomnieć, co miałem zamiar napisać.
-Nadal
poluje na niejaką ,,Alę’’. – rzucił Zibi, który zajrzał mi przez ramię i z tego powodu posłałem mu specjalne
spojrzenie, które chyba mu uświadomiło, że nie powinien już powtarzać swojego
czynu.
-Nie ręczę
za siebie, jeśli któryś z Was jeszcze raz dobierze się mi do telefonu. –
rzuciłem przed siebie, przejeżdżając wzrokiem po każdym obecnym w
pomieszczeniu.
-A mówiłem ci,
że widzieliśmy ją w Rzeszowie? Prawda Piter?– skinął głowę w stronę blondyna,
który do tej pory milczał. - Możesz z nią nadal pisać, bo wygląd miała całkiem
całkiem.
-Yhm. Dam
sobie rękę uciąć, że to była ona.
-Mówicie o
tej małej? Bartek, wiesz nie chcę nic mówić, ale to nie Twój przedział
wzrostowy. – rzucił Kosa.
-Wujek dobra
rada się znalazł. – odpowiedziałem, unosząc brwi.
-Nie słuchaj
idioty. Nasz Grzesiu po prostu jest zazdrosny, że taka ładna dziewczyna się nim
nie zainteresowała, prawda Grzesiu? – spojrzał w jego stronę Zibi, na co ten
wyszczerzył się do nas.
-Przejrzałeś
mnie.
-Tak czy
owak, lepiej trzymaj tę małą z dala od Kosoka. – mrugnął do mnie Igła, po czym
rozmowa zeszła na inne tematy.
Kiedy do szatni wparował nasz trener, zwróciliśmy swoje spojrzenie w jego stronę. Minutę później zostawił nas w świetnych humorach. Dostaliśmy dzień wolnego i planowaliśmy jak go spożytkować. Moi przyjaciele jednak o wiele lepiej wiedzieli, jak powinienem spędzić swój czas.
-Bartuś, telefon w dłoń i umawiaj się na spotkanie.
Suszyli mi głowę, więc zabrałem swoje rzeczy i pokazując co niektórym środkowy palec, wyszedłem z szatni, jednak telefon, który obijał mi się o biodro, ulokowany w kieszeni bluzy, cały czas przypominał mi o swoim istnieniu.
Spotkanie było chyba już tylko kwestią czasu.
*
Wyjątkowo nie mam nic do powiedzenia.
Już niedługo, im bliżej sedna sprawy, tym częściej będą pojawiać się podkłady i cytaty z piosenek. :)
Ten tydzień jeśli chodzi o naukę jest okropny. Dzisiaj niezapowiedziana kartkówka z historii pogrzebała moją szansę na czwórkę z tego przedmiotu. Już nie wyciągnę. ;)
Jestem w okropnym humorze, bo z powodu problemów z kolanem nie będę mogła nic robić. Biegać, grać w siatkę, nic. ;< Jak ja to zniosę, jak? Co do siatkówki - raczej sobie nie odpuszczę, mama nie musi wiedzieć. ;)
Już niedługo, im bliżej sedna sprawy, tym częściej będą pojawiać się podkłady i cytaty z piosenek. :)
Ten tydzień jeśli chodzi o naukę jest okropny. Dzisiaj niezapowiedziana kartkówka z historii pogrzebała moją szansę na czwórkę z tego przedmiotu. Już nie wyciągnę. ;)
Jestem w okropnym humorze, bo z powodu problemów z kolanem nie będę mogła nic robić. Biegać, grać w siatkę, nic. ;< Jak ja to zniosę, jak? Co do siatkówki - raczej sobie nie odpuszczę, mama nie musi wiedzieć. ;)
A ja tak lubiłam wf.
I czemu bez komentarza od autorki? Wszystko w porządku?
OdpowiedzUsuńWszystko w porządku, jak najbardziej :D Po publikacji zauważyłam, że nic nie dopisałam, chwilę później to poprawiłam ;)
UsuńAż tak ci tego brakuje? :>
Brakuje :3 Bez tego rozdział się urywał i tworzyło to ostateczny rys ;) Cóż mogę rzec. Następny rozdział zapowiada się wybuchowo :D Klimat kadry rodem z Igłą Szyte. Bardzo dobrze uchwycone ;)Lachon z matmy dziś kazała mi kartkówkę pisać. Co z tego że gips dasz radę. Myślę sobie okok było na korkach napiszę. Taki ch... kolejna lacha z matmy do kolekcji -.- plus jutro wreszcie zdejmują mi gips więc startujemy z nadrabianiem... to tak w ramach pocieszenia że nie sama cierpisz w szkole ;)
Usuń:*
xoxo K.
Nie wiedziałam, że kilka słów ode mnie jest nieodłączną częścią postu. Czasami jak się rozpisuję, to się zastanawiam, czy ktokolwiek to przeczyta, bo zanudzam. ;)
UsuńNam dzisiaj z historii kazała pisać kartkówkę, chociaż dopiero co nam oddała poprzednią. Wszystko przez kolegę, który nie znał daty odzyskania przez Polskę niepodległości. ;)
Tobie zdejmuję gips, a ja dzisiaj dostałam dzisiaj zwolnienie do końca roku szkolnego z wfu, a jak pójdę znowu do ortopedy, to ten przedmiot do końca szkoły będę miała już z głowy. Orteza na kolano i będzie bajecznie. Aż nie mogę sobie wyobrazić, że w te wakacje na rowerze nie pojeżdżę i nie będę biegać. :< Siatki sobie nie odpuszczę za żadne skarby i tak zawsze tylko gram dla zabawy w przyjęciu, więc nie będzie źle. ;)
Mój kolega miał operację bo złamał rękę i jeszcze jak nie mógł pisać, to mu pani od matmy kazała sprawdzian machnąć, ale załatwiła mu ,,sekretarkę'', czyli mojego kolegę, który ma nikłe pojęcie o przedmiocie. Ten ze złamaną ręką mu dyktował co ma pisać. :D
Powodzenia w nadrabianiu. Ale ten czas zleciał, cały czas mi się wydaje, że dopiero co napisałaś o tym, że gips ci założyli. ;)
Komentarz od autorki to podstawa, musimy mieć do czego nawiązać, oczywiście prócz rozdziału :D
OdpowiedzUsuńA się Bartek wkopał :) Chwila nieuwagi, telefon zostawiony ne moment bez opieki i mleko się wylało i już po jabłkach :) Teraz nasza dzielna brygada nie da mu spokoju, dopóki nie spotka się z Alą w realu. Współczuję :D Ja bym chyba oszalała gdyby ktoś ciągle suszył mi głowę, interesował się moimi rozmowami telefonicznymi i smsami. Tego ostatniego szczerze nienawidzę :) Chociaż może okaże się, że takie naciskanie na Bartka mu pomoże? :) Kto wie czy sam by się odważył :)
Historia to moja pięta Achillesa, znam twój ból :D O tygodniu nie wspominam, bo i ten ból znam :) Ale pocieszam się, że już coraz bliżej. Marne pocieszenie, ale zawsze :)
Współczuję kolana, bo wiem jak to jest. Sama mam ze swoim problem i wcale nie jest za fajnie.
Pozdrawiam serdecznie w ten wiosenny ciepły dzień :)
VE.
Ciepły, wiosenny dzień, a ja siedzę w domu. Uroki liceum. ;)
UsuńW takim razie nie musicie się obawiać, pisanie swojego komentarza to u mnie normalka, nie odpuszczę tego i sobie i Wam. Raczej myślałam, że Was to nudzi. ;)
Tak to już jest z przyjaciółmi, że wtykają nos tam, gdzie nie powinni. Wiem coś o tym. ;)
Nie trawię historii. Była spoko, dopóki nie poszłam do liceum. Tutaj kobieta ma klucz odpowiedzi i jak nie trafisz to nie zaliczysz. Możesz przepisać cały podręcznik, a i tak ważniejsze jest to, co powiedziała na lekcji. Pf. Nie lubię jej. Ale to mało powiedziane. ;)
Dostałam zwolnienie do końca roku, a w kolejnym też nie będę ćwiczyć. Co ja będę robić? Planowałam biegać, na rowerze jeździć...:<
Pozdrawiam. :)
Przez to, że Bartek powiedział w Igłą Szyte "po jabłkach" ciągle tak mówię :D ma na mnie zdecydowanie dobry wpływ ;) Jak się Igła z Zibim dobrali do telefonu to nie ma zmiłuj, randka będzie jak ta lala :D bynajmniej tak sądzę : )
OdpowiedzUsuńCóż, pozostawię cię w niepewności. ;)
UsuńŚwietny rozdział :) nie mogę się już doczekać kolejnego :) nareszcie szykuje się spotkanie Ali i Bartka w realu :D
OdpowiedzUsuńJa akurat mam to szczęście, że historii uczy mnie Pan, który zawsze zapowiada nam kartkówki :) najgorzej jest z geografią, bo kobieta wymaga wiedzy z zakresu rozszerzonej geografii w liceum a jestem w III klasie gimnazjum, więc masakra... :(
Pozdrawiam,
K. :)
Zawsze znajdzie się jakiś nauczyciel, który wymaga za dużo. Taki już jest ten świat. ;) Historii nigdy nie lubiłam, ale w gimnazjum miałam miłą nauczycielkę i dzięki niej nauka nie była okropnością, tak jak teraz.
UsuńUczenie się tego przedmiotu jest dla mnie bezcelowe, skoro nie będę go zdawać na maturze. Wiem jednak, że coś takiego jest ważne, bo musimy kiedyś przekazać wiedzę o historii swojego kraju innym pokoleniom, a jakąś wiedzę o Polsce trzeba przecież mieć. ;)
oj chciałabym poznać takiego faceta przez internet , a zwłaszcza takiego Kurka ;) MARZENIE! rozdział świetny jak każdy. cóż życzę szybkiego powrotu do zdrowia! :D
OdpowiedzUsuńpozdrawiam i wolnym czasie zapraszam do siebie ;)
http://misja-miloscempuse.blogspot.com/
Marzenie, zgadzam się. Nierealne do spełnienia, jeśli chcesz poznać znanego sportowca. ;)
OdpowiedzUsuńCóż... mój powrót do zdrowia na pewno nie będzie szybki, bo na jakieś dwa lata czy rok zostałam wyeliminowana ze wszelkich sportów. :<
Oj, doskonale wiem, co to znaczy przerwa od sportu. Mimo, że pauzowałam tylko tydzień, rozsadzało mnie od środka. Kuruj kolano, żebyś mogła w pełni ćwiczyć :*
OdpowiedzUsuńChłopaki szaleją, nie chciałabym być w skórze Bartka :D Zachowują się jak zwierzęta, co, oni nigdy się nie zakochali? Przecież mają żony, mają partnerki... Dziwne istoty - mężczyźni. I jak ich tu zrozumieć?
Właśnie moje kurowanie na niewiele się zda, bo wszystkie elementy w środku robią co chcą i przez to jest niestabilne :D. Najdziwniejsze jest to, że nic sobie nie zrobiłam. Pauzować będę więc rok albo dłużej. Nie wiem jak to przeżyję, w końcu już raz nie grałam miesiąc i to było okropne. ;/
UsuńNie wiem jak można zrozumieć płeć przeciwną, ale oni zapewne mają ten sam problem. ;)
Bardzo ci współczuję. Zwłaszcza, że z kolanem nie ma żartów. Może lepiej nie ryzykować i dać sobie spokój na razie ze sportem? Wiem, że brzmi to śmiesznie, ale zdrowie jednak jest najważniejsze.
UsuńTaak, oni też mają z nami problemy, może nawet większe ;)
Przy okazji zapraszam na dziewczyna-z-tatuażem.blogspot.com - Nowe opowiadanie o Marcinie Walińskim :)
Widzę, że moje prośby zostały wysłuchane i bohaterem nie będzie Gładyr. ;>
UsuńWiesz, mój sport i tak ogranicza się często po szkole do zwykłego odbijania piłki, więc nie będzie źle. Do ataku nie mam zamiaru skakać, do bloku też, a przyjęcie mi nie zaszkodzi, bo nie rzucam się na zieloną trawkę, szkoda spodni. ;) Moja mama też mówi, że muszę rzucić wszystko, ale jak zostawię tylko grę w piłkę i to od czasu do czasu, to na pewno mi nie zaszkodzi. Tym bardziej, że wada z kolanem jest już przewlekła, więc mam ją od jakiegoś czasu. A chodzić i tak dużo chodzę, więc w tym miejscu nic nie zmienię. ;)
Zdrowie najważniejsze, ale lewitować się nie nauczę. Maksymalnie nie mogę tego zredukować. ;)