,,Idź własną drogą, bo w tym cały sens istnienia, żeby umieć żyć."
Dżem - "Do kołyski"
Chłodne marcowe powietrze delikatnie owiewało moją twarz, kiedy kroczyłem dość ostrożnie wciąż oblodzonymi chodnikami. Kto to widział, żeby w tym miesiącu temperatury wciąż były ujemne, a o słońcu można było tylko pomarzyć?
Naciągnąłem na czoło ciemną czapkę i poprawiłem kołnierz kurtki. Pozbawione rękawiczek dłonie schowałem w kieszeniach i kontynuowałem swoją wędrówkę, czując się jak zagubione w ogromnym supermarkecie dziecko. Kiedy już miałem pytać o drogę, zauważyłem w oddali charakterystyczny kształt budynku. Kilkanaście minut dalszego marszu i już kładłem swój palec na przycisku domofonu. Wjechałem windą na jedno z ostatnich pięter wysokiego apartamentowca i przyłożyłem rękę do drzwi w celu zapukania, jednak te rozwarły się gwałtownie, a za nimi ukazał się ciemnowłosy gospodarz . Zanim się rozgościłem, zadzwonił domofon.
-Kogo ja widzę? Myślałem, że olałeś nasze ,,babskie wieczorki’’. – usłyszałem z przedpokoju śmiech.
-Kosa, przesuń się dziecino, bo nie chcę zrobić ci krzywdy. – rozległ się drugi głos, który należał do ciemnowłosego Zibiego, dość niepewnie wkraczającego do pokoju, z powodu niemiłosiernie zaparowanych okularów. Chwilę bawił się w ciuciubabkę, lecz po chwili dał za wygraną i schował je do kieszeni kurtki.– Poza tym ja nie do was, bo za przeproszeniem, waszych facjat mam już dosyć. Doszło do mnie, że ktoś miał zagościć na dwa dni w naszym skutym lodem Rzeszowie i nawet mi o tym słowem nie wspomniał.
-Uuu, ale nam przykro. – odkrzyknął z kuchni Piter. Przybysz rzucił kurtkę na oparcie fotela i zaśmiał się, kierując się w moją stronę.
-Czy mi się wydaje, czy nabrałeś masy?
Wygiąłem usta w podkówkę w udawanym fochu.
-Dobrze was w tej Rosji karmią jak widać.
-Gdybyś nie grał, to też byś tak wyglądał. Ale musisz przyznać, że klimat na zewnątrz podobny. – odpowiedziałem z głową na oparciu i stopami na postawionym niedaleko stoliku. – Kilka tygodni i kostka będzie jak nowa.
-Igły nie ma? – rozejrzał się zdziwiony po pomieszczeniu. Kto jak kto, ale ten człowiek jest przecież zawsze i wszędzie tam, gdzie się coś dzieje. Jakoś mi fakt jego nieobecności umknął, dopiero po jego słowach zorientowałem się, że brakuje wycelowanego we mnie obiektywu kamery czy aparatu.
-Nie, na jakieś przedstawienie do szkoły miał jechać. Seba próbuje swoich sił w aktorstwie.
-Ach, no tak, wspominał coś ostatnio. – odpowiedziałem, otwierając puszkę podaną mi przez Grześka i myśląc o dziecku Krzyśka. W pomieszczeniu rozległy cztery charakterystyczne psyknięcia. Wziąłem łyk brązowego napoju i spojrzałem na ekran telewizora, na którym jednak nie działo się nic ciekawego. Ot, zwykły teleturniej.
-I wy tak co tydzień siedzicie przed telewizorem przed czymś takim? – zapytałem z niedowierzaniem. Wziąłem kolejny łyk i zamyślony dodałem. – Jakby nie patrzeć jest to o wiele lepsze od moich wieczorów.
-Właśnie, co ty tam robisz w tej Moskwie tak w wolnym czasie? – Zibi pochylił się w moją stronę, popijając napój z puszki. Wzruszyłem ramionami i odpowiedziałem:
-Właściwie to nic. Czasem gdzieś pójdę z resztą, ale nie bardzo jeszcze rozumiem, co do mnie mówią. To żadna frajda, powiem ci. – westchnąłem, wspominając kilka nieudanych wieczorów spędzonych w towarzystwie Rosjan. –Czasami gdzieś z Mattem wyjdę, spoko koleś.
-Anderson? Trzymasz z wrogiem Bartuś. – pokiwał głową z dezaprobatą Kosa, na co się zaśmialiśmy.
-Chłopaki musimy urozmaicić Bartkowi ten weekend, co by nie przyszła mu do głowy wspaniała myśl pozostania w rosyjskim klubie na następny sezon. – Zbyszek sięgnął po pilota i zgasił telewizor, a potem sięgnął po laptopa Kosy.
-Widzę, że już czujesz się jak u siebie. – skwitował to krótko Grzesiek.
-To co robimy? – Zibi powiódł po nas wzrokiem, a kiedy nie doczekał się odpowiedzi zabębnił palcami o klawiaturę. – Trochę inwencji twórczej panowie.
Wzruszyliśmy ramionami. Chwilę później poderwał głowę do góry i wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu.
-Wiem! Miałem olśnienie. Pamiętacie, co robiliśmy podczas ostatniej Ligii Światowej?
-Graliśmy? – odezwał się milczący do tej pory Piter.
-No proszę cię, czy tylko to tam robiłeś? – westchnął i przewrócił oczami zdegustowany wręcz Zbyszek, który chwilę później wypił jednym haustem resztę piwa i odstawił na stolik pustą już puszkę. – Wytężcie szare komórki i użyjcie mózgów w wersji śladowej.
-A, wiem! Chodzi ci o ten lewy profil na tamtym portalu? – zerwał się Kosa i zadowoleniem wypisanym na twarzy ruszył do kuchni po kolejny czteropak. Powoli zaczynało mi świtać, o co mu chodziło. Nie wiem, kto był pomysłodawcą tamtego pomysłu, ale nieźle uśmialiśmy się pisząc do jakichś zdesperowanych lasek i oglądając ich profile. Że też ktoś jest w stanie na coś takiego się zdecydować. Wiem, byliśmy okrutni. Co ja mówię, nadal jesteśmy.
-Bingo! – krzyknął Zbyszek i otworzył nowe piwo. Wstałem i podążając śladem reszty usiadłem w jego pobliżu. Jakieś dobre dziesięć minut staraliśmy się przypomnieć hasło i login do profilu i gdy już mieliśmy zrezygnować, udało się. Na widok zdjęcia w ikonce, które wybraliśmy zacząłem się śmiać. Kaloryfer na zdjęciu to jak przynęta na plastiki. Nasza skrzynka odbiorcza była wypchana po brzegi wiadomościami od dziewczyn uwiecznionych na zdjęciach w najdziwniejszych pozach.
-Znajdźmy kogoś świeżego, kto się jeszcze nie zna na tym biznesie. – zaproponował Zibi otworzył profile kilku dziewczyn z podkarpackiego. Dość cichy do tej pory Piotrek poderwał się i wskazał jedno ze zdjęć.
-Otwórz ten.
-Ohoho, Piterowi ktoś się spodobał. Ty uważaj, bo powiem Twojej dziewczynie, żeby bardziej cię pilnowała. – wyszczerzył się Bartman i spełnił jego prośbę.
-Eeee, dobra jest. Słuchajcie : ,, Mam 22 lata i jestem wiecznie głodną studentką, nie pogardziłabym więc jakimś zaproszeniem do kawiarni na kawałek dobrego ciacha.’’
-,, Jeśli, zapewne z lekkim trudem dobrnąłeś do końca i po tym wszystkim co przeczytałeś masz ochotę się ze mną skontaktować, (…)’’ . Skąd się ta dziewczyna urwała, z choinki? – zaśmiał się Kosa.
-Piszemy, rozumiem? – popatrzył na nas Zbyszek. Grzesiek wyrwał laptopa i wystukał parę słów, po czym wysłał, zanim go powstrzymaliśmy. Podgląd wiadomości wyświetlił się na ekranie, a my złapaliśmy się za głowy.
-Naprawdę Kosa, naprawdę? Czy ty miałeś kiedykolwiek w rękach słownik ortograficzny? Jak można takiego byka zrobić?
-Póki przez ,,u’’ napisać to już porażka. – jęknąłem, po czym wszyscy wybuchliśmy śmiechem, kiedy Kosa próbował wmówić nam, że był to ,,tylko wypadek przy pracy’’.
Dwie godziny i jakieś dziesięć profili później ubrałem się i wraz z Piterem ruszyłem w stronę jego mieszkania. Milczeliśmy, ale nie było to raczej nic dziwnego, w końcu nie należy do gadatliwych ludzi. Odchrząknął, zwracając na siebie moją uwagę.
-A jak tam u ciebie z dziewczynami?
-Normalnie, jak ma być? – odpowiedziałem pytaniem na pytanie i uśmiechając się lekko.
-Masz kogoś?- drążył temat.
-Nie wiem, czy Zibi kazał ci wybadać teren, czy co? Boi się, że odbiorę mu tytuł największego podrywacza? – zaśmiałem się. – Nie, nie mam. Wiesz, trudno jest znaleźć sobie tam dziewczynę, kiedy nie do końca rozumie się rosyjski.
-Yhm. – mruknął tylko.
Dobrnęliśmy do jego domu. Kiedy w końcu zwolnił łazienkę, wskoczyłem pod prysznic i stałem tak czując jak woda przyjemnie obmywa moje ciało. Odpłynąłem myślami, które mimowolnie zaczęły krążyć wokół dziewczyny, do której napisaliśmy na początku. Jej oryginalny opis bardzo mnie rozbawił, była jak diament między plastikowymi podróbkami. Od tych kilku zdań biła indywidualność i coś jeszcze. Może pewność siebie?
Stwierdziłem, że nie będę narażał Pita na wysokie rachunki za wodę, a poza tym globalne ocieplenie, coraz mniej wody pitnej na świecie i te sprawy. Owinąłem się ręcznikiem, a próbujący do mnie przemówić brzuch pokierował mnie w stronę kuchni.
*
Skoro perspektywa Bartka, to i on będzie właśnie moim celem. Pewnie większość odetchnęła z ulgą. Wybrałam właśnie jego, bo teraz tak powoli przechodzę myślami w sezon reprezentacyjny. Jeszcze tylko bilety na LŚ i będę w pełni zadowolona. Niektórzy pytali mnie, czy mój bohater będzie związany ze Skrą i nie kłamałam, mówiąc iż pewien związek między tym siatkarzem a tym klubem występuje i to znaczący. Wolałabym, gdyby od następnego sezonu grywał w naszym kraju, może Skra zaszłaby dalej... Cóż, nie będę teraz gdybać.
Od razu zapowiem wam, że to opowiadanie prawdopodobnie będzie krótsze od ,,Historii...''. Naszła mnie myśl, aby nie wciskać w pierwotny zamysł jakichś wątków na siłę. Kiedy tylko temat się wyczerpie, zaczynam z kolejną historią. Jak na razie mam jednak napisane dziesięć rozdziałów, więc nie zapowiada się, żeby na tej liczbie się to wszystko skończyło, bo akcja do sedna nie dotarła. :)
Jestem w twórczym dołku. A decyzję o redukcji komentarzy odautorskich możecie wyrzucić ze swojej świadomości. ;)
Muszę przyznać, że zastanawiałam się nad przerwaniem tego opowiadania. Zdaję sobie sprawę, że poprzednim zawiesiłam sobie poprzeczkę bardzo wysoko i zaczynam zbyt często zastanawiać się, czy to co piszę dorównuje tamtej historii i czy ludzie, którzy ją przeczytali nie stwierdzą, że ta nie jest nic warta. Doszukuję się zbędnych porównań i tylko wprawia mnie to w niemiły nastrój. Dzisiaj miałam pewnego rodzaju punkt kulminacyjny i miałam ochotę rzucić to wszystko. Wiem, że nie muszę tego pisać, ale chcę być z Wami szczera. Po prostu Wasze oczekiwania co do historii Ali chyba trochę mnie przygniotły. Mam pewną koncepcję, którą wykorzystam od początku do końca tak jak to sobie wymyśliłam i nie mam zamiaru niczego zmieniać pod tzw. publikę, chcę żebyście to wiedziały. Wolałabym, gdybyście odcięły się myślami od poprzedniego opowiadania i to traktowały jak odrębne. :)
Co do Resovii. Gdybym jednak planowała połączyć moją bohaterkę z którymś zawodnikiem z tego klubu, to byłby to mój wybór. Chcę wam tylko uświadomić, że nawet jeśli za kimś nie przepadacie, to w opowiadaniu jest on całkiem inną osobą, w większości wykreowaną przeze mnie i to ja steruję jego losem. Także nie musicie się chyba niczego bać i niepotrzebnie uprzedzać.
A teraz, jeżeli wciąż mam czytelników, proszę Was o trzymanie za mnie kciuki, żebym zakupiła swoje cztery bileciki na Halę Stulecia, bo do końca tygodnia sprzedaż na pewno ruszy. ;)
To chyba tyle ode mnie na dziś.
Byle do piątku!
KUREK?! O Chryste Panie! Bartka się tu nie spodziewałam, a ten Rzeszów i to Podkarpacie to taka zmyłka była! W życiu nie stawiałabym na Kurka, ale w sumie to się cieszę, bo go lubię ;) Można więc powiedzieć, że odetchnęłam z pewnego rodzaju ulgą. No proszę, panowie sobie niezłą rozrywkę uczynili z przeglądania profili dziewczyn na tymże portalu. Jeden mądrzejszy od drugiego, w pewnym momencie to miałam ochotę im zdzielić po łbach za te teksty. Niemniej jednak, Kosok i jego "byk" mnie rozłożyli na łopatki. Mając 26 lat, robić takie błędy? Ręce opadają :D Nie wiem, co on napisał, ale podejrzeam, że jak Alicja zobaczy ten błąd, to od razu będzie skreślony :) Koledzy się śmieją, nabijają, ale Bartoszkowi najwyraźniej dziewczyna utkwiła w pamięci. Nie dziwię się, w końcu na pewno wyróżnia się spośród tych wszystkich dziewczyn, którym chodzi o jedno. Śmiem twierdzić, że Bartek jeszcze nie raz zagości na portalu, a może nawet założy swoje własne konto? Tak swoją drogą, to chłopakom chyba trzeba pozazdrościć takich pomysłów na spędzanie wolnego czasu. Z jednej strony im się nie dziwię, że uczynili sobie rozrywkę z nabijania się z pustych dziewczynek, które w głowie mają tylko jedno, ale z drugiej strony zgadzam się z Bartkiem, to dość okrutne. Oceniają ludzi po okładce, i owszem, często mają rację, ale ten portal też do tego skłania, prawda? Mało kto czyta opisy, wszyscy raczej przeglądają zdjęcia, nie przejmując się tym, co dana osoba ma "w środku". Chyba dlatego mam takie mieszane uczucia, ale zżera mnie cholerna ciekawość, jak dalej rozwinie się akcja ;) Szczerze powiedziawszy, w życiu by mi nie przeszło przez głowę, że jakikolwiek siatkarz może mieć konto na portalu randkowym :D Wydawać by się mogło, że mają wielkie powodzenie na co dzień, więc po co im wirtualne romanse? Wydaje mi się, że to jakaś miła odmiana, porozmawiać z kimś, kto tak naprawdę nie wie kim jesteś i jest z tobą zupełnie szczery, bo nie ma pojęcia o twojej sławie i tym, co robisz na co dzień. Ciekawe, co wymyśliłaś :)
OdpowiedzUsuńCo do tego przypisu pod spodem, to powiem tak: rzeczywiście postawiłaś poprzeczkę cholernie wysoko poprzednim opowiadaniem, które kompletnie skradło moje serce, ale chyba to logiczne i oczywiste, że to jest ZUPEŁNIE INNA historia, której nie należy wiązać z tamtą. Jak dla mnie, nie ma się do czego "przyczepić", ja tam dostrzegam twój kunszt pisarski, chociaż to zupełnie inne opowiadanie, z inną fabułą. Jeśli najdzie mnie ochota, na pewno powrócę do historii Justyny i Maćka, ale teraz moje serce należy do losów Bartka i Alicji i nie mam problemów z odróżnieniem jednej historii od drugiej :)
Co do łączenia bohaterki z siatkarzem Resovii i antypatiach do poszczególnych zawodników - ja już wyraziłam swoje zdanie na ten temat i go nie zmieniłam :) Czytając opowiadania, w których autorki zdecydowały się wykreować bohaterów w taki czy inny sposób, na niektórych zawodników zaczęłam patrzeć inaczej ;) Nie mówię, że od razu zapałałam dziką sympatią do jednego czy drugiego, ale polubiłam ich opowiadaniowe odzwierciedlenia :)
Chyba tyle na dziś, trochę się rozpisałam.
PS: Nie doszukuj się porównań na siłę i nie dołuj się, bo naprawdę nie masz powodów :)
Dziękuję za miły komentarz, naprawdę. Podniosłaś mnie na duchu. Myślę, że muszę odciąć się od tamtej historii i pisać tak jak to robiłam zawsze, czyli to co mi serce i niekiedy rozum dyktuje. ;)
UsuńBardzo mi się podobają Twoje długaśne komentarze i nie przeszkadza mi ich długość, ale ty dobrze przecież o tym wiesz. ;)
No cóż. Pomysł z portalem miał być oryginalny, sama jeszcze się z czymś takim w opowiadaniu nie spotkałam. Siatkarz szukający szczęścia w czymś takim? Najwidoczniej pozory mylą, każdy nawet najbardziej sławny człowiek może mieć pewne problemy w polu uczuciowym. ;) Sama bardzo lubię Bartka i jakoś tak mimowolnie mi się rzucił na myśl, dlatego to właśnie on będzie głównym bohaterem.
Jak zwykle daliście się złapać w moją pułapkę, bo nigdy o rzeszowskich siatkarzach jako głównych bohaterach nie myślałam. ;)
A mówiłam, że wpędzasz nas w ślepą uliczkę? ;) Rzeszów, Rzeszów, a tu nagle bum! Kurek!
OdpowiedzUsuńNie powiem, podoba mi się, że Bartek jest głównym bohaterem. bardzo go lubię, o ile mogę powiedzieć tak o osobie, której nie znam. ;)
A co do Twojego komentarza pod komentarzem wyżej (masło maślane, sorry) również nie spotkałam się z portalem randkowym w czyimś opowiadaniu. Podziwiam Cię - potrafisz być oryginalna, mimo że powstało już tyle opowiadań siatkarskich.
Nie przestawaj pisać, wiedz, że ja jestem Twoją fanką (czy tam czytelniczką, jak wolisz) no.1 (pisałam Ci to na "Historii..") i nie przestanę czytać Twoich opowiadań. ;)
Pozdrawiam
Lubię plątać, więc i tutaj się z Wami pobawiłam . ;)
UsuńJa do Bartka mam chyba taki neutralny stosunek, oceniając to jak gra i jak zachowuje się choćby w Igłą Szyte. ;)
Eee tam, nie wiem czy jest za co podziwiać. Po prostu ten portal mi się zagnieździł w głowie, miałam szczęście, że na to wpadłam. Przy kolejnych opowiadań może być już inaczej. ;)
Pamiętam o Tobie, pamiętam, także pozdrawiam i dziękuję za ten komentarz. ;)
Kurek? Matko ja już Kurkiem wymiotuję ;/ Ale dobra jako że cię lubię to wtybaczam i się nie zrażam bo zapowiada się fajnie ;) Porównywaniem histori małej i ali nie zawracaj sobie głowy bo przyłożę z gipsu :p Nie martw się ja też ostatnio wątpię w swoje siły :/ Każdy kryzys jest do przejścia ;) Zabawy na portalu randkowym? To takie Zbyszkowe w poziomie. Trzymaj się i zdobądź te bilety na lś ktoś musi za mnie ich wspierac :) Bo trochę za drogie bilety. Kto wygra mecz? Skra! Buziaki
OdpowiedzUsuńxoxo K.
Najwidoczniej Kuraś ma szczęście, bo skoro mnie lubisz to będziesz czytać jego poczynania. ;) Dobra, dobra, nie chcę dostać z gipsu, bo to musi boleć, już przestaję.
UsuńSkra! Skra! Nie ma innej opcji. Mam nadzieję, że Twoje kciuki mi dopomogą w polowaniu na najlepsze miejscówy. :D
Pierwsze, co sobie pomyślałam, kiedy przeczytałam o Rzeszowie w pierwszym rozdziale (pierwsze w pierwszym... dziwnie brzmi), a później o tym, że "wybór mało oryginalny, ale na czasie" to Bartman. Modliłam się, żeby to była tylko zmyłka, bo za nim nie przepadam i nie zawiodłam się. :D Osobiście bardzo lubię Bartka, więc cieszę się, że to akurat na niego padł wybór.
OdpowiedzUsuńTrzymam za Ciebie kciuki, tak samo jak za moją przyjaciółkę, która poluje na bilety dla siebie i dla mnie. Mam nadzieję, że w końcu i Tobie i nam się uda je kupić. ;)
Także mam taką nadzieję, że 7 lipca będziemy kibicować naszym pod jednym dachem. ;)
UsuńNieee, Bartman to styl na dłuższą metę trudny do podrabiania, przynajmniej dla mnie. Mam ogromną wyobraźnię, ale chyba nie aż tak. Są pewne granice. ;)
Jenny upoluje je chocby nie wiem co sie mialo zdarzyc obiecuje LŚ nadchodzimy :) tez mnie przestraszylas bo nie przepadam za Bartmanem,a Kurek zawsze spoko ;)
UsuńWidzę, że i koleżanka się do Hali wybiera i moje opowiadanie czyta :D
UsuńZa Bartmana się nie biorę, nie umiem być aż tak cwaniacka :D
Bartek? Tego bym się nie spodziewała. Ale nie powiem, ze mi to przeszkadza, mimo że jest dużo historii o nim. Ale ja do Bartka nic nie mam, więc się nawet cieszę. Nawet bardzo :)
OdpowiedzUsuńAle że to Kosa taki analfabeta, to bym nie powiedziała :D Ale trzymajmy sie wersji, że to wypadek przy pracy
:P Opowiadanie toczy się naprawdę fajnie, mimo że to dopiero początki. Wierzę, ba, jestem pewna, że będzie tak dobre jak poprzednie. Nie zawieszaj i nie przerywaj pisania :) Chociaż oczywiście jeśli dojdziesz do takiego wniosku, to ja Ci nic zabronić nie mogę. Jednak usatysfakcjonowana bym nie była, zdecydowanie nie :)
P. S. Też chcę Siuraka znów w Skrze. Bardzo, bardzo.
Pozdrawiam cieplutko, ze słoneczkiem za plecami :)
VE.
Ja także mogę tym razem pozdrowić ze słonecznego miasteczka. ;) Gdybym chciała być oryginalna jeśli chodzi o wybór, musiałabym chyba wybrać Igłę, bo on jako żonaty i dużo starszy nie cieszy się dużym wzięciem :D. Jeśli chodzi o wcześniejszy blog, to udało mi się po prostu wyprzedzić falę blogów na temat Maćka, bo i one wkrótce zaleją internet. :D
UsuńDziękuję :>
W Twoim komentarzu odautorskim wyczułam trochę żalu czy goryczy do czytelników :) Jeśli odebrałam to źle - wybacz. Po prostu nie dziw się, że po tym jak napisałaś genialną historię to wszyscy o niej zapomną i potraktują to opowiadanie jak Twoje pierwsze, jakby nigdy nie było "Historii.."
OdpowiedzUsuńWięc powiem tak - zero stresu, zero presji, pisz tak jak zawsze i będzie super! Nie myśl o przerwaniu tego opowiadania. W tego co pisałaś wywnioskowałam, że jesteś trochę przytłoczona tym, czego czytelnicy od Ciebie oczekują (jeśli znów źle zinterpretowałam Twoje słowa - wybacz, jestem po 2 godzinach siłowni i trochę miesza mi się w głowie ze zmęczenia :)). KEEP CALM! Musisz wiedzieć, że jesteś cholernie dobrą pisarką (dla mnie jesteś pisarką, przez to jaki poziom prezentujesz) i to Ty kreujesz każdą swoją historię i obiecuję Ci, że jeśli stracisz jednego czytelnika, któremu przykładowo nie spodoba się Bartek jako główny bohater, to zyskasz 5 nowych, którzy będą zachwyceni. :) Każdy czytelnik chciałby co innego. Jeden chciałby innego głównego bohatera, drugiemu nie podoba się charakter głównej bohaterki czy cokolwiek innego. Pokaż tym opowiadaniem, że nie liczą się tylko postacie, że nie liczy się to że to znowu (używam tego słowa tylko dlatego, że często widzę, jak wiele czytelników narzeka, że to ZNOWU jest Dzik, Zibi, Aleks etc) jest Bartek, tylko to co Ty chcesz nam opowiedzieć.
Jesteś jedyną, a jeśli nie to na pewno nieliczną osobą, której historie nie czytam ze względu na to, kto tam występuje. A uwierz mi - miałam taki okres, że uznawałam tylko opowiadania z przykładowo Winiarem jako dobre czy warte przeczytania. Dużo się zmieniło, odkąd sama zaczęłam pisać :)
Masz wielu czytelników, którzy będą z Tobą zawsze, nawet wtedy kiedy zdarzy Ci się opublikować gorszy rozdział (co oczywiście jest rzadkością). Pamiętaj o tym :) Masz dla kogo pisać.
Ja osobiście dawno nic nie czytałam o Bartku. Zresztą, co ja gadam, ostatnio nie mam czasu, żeby cokolwiek przeczytać :) W każdym bądź razie - cieszę się.
Buziaki :)
http://nad-przepasciaa.blogspot.com/
Przypis odautorski pisałam wczoraj przed dziesiątą wieczorem, byłam na maksa zmęczona i nie w humorze, więc faktycznie troszkę goryczy mogło się przelać. Chciałam po prostu powiedzieć Wam co o tym myślę, bo dziwnie mi się czytało niektóre komentarze. To co zrobię z tym opowiadaniem to moja sprawa i będę się starać, żeby zrobić to jak najlepiej i przelać dokładnie swoje myśli. Zgadzam się z Tobą, miałam nawet napisać to, że jeśli komuś nie spodoba się tematyka tego opowiadania, to nie mogę zrobić nic innego, niż tylko się pożegnać, bo nie będę dostosowywać tego co piszę, tym bardziej, że każda z Was ma inne oczekiwania. Nie chodzi mi nawet o to, żeby zapomnieli o ,,Historii...'', bo nie po to ją pisałam, żeby teraz poszła w nicość, ale o to, żeby jej nie porównywali jeśli chodzi o fabułę z moim nowym opowiadaniem. Wszyscy unikniemy wtedy zawodu, jeśli coś pójdzie nie tak. ;)
UsuńJaka tam pisarka. Moja mama też mnie tak nazywa, bo była w szoku, że ten cały czas ,,marnotrawiony na internet'' poskutkował napisaniem opowiadania o rozmiarach książki. ;)
Nie da rady być niepowtarzalnym, jeśli chodzi o wybór bohatera, chyba że zabierzesz się za jakiegoś tureckiego siatkarza, nieznanego w Polsce. :D Mój Bartek będzie jednak moim Bartkiem, więc zapewne różny od pozostałych.
Znam ten ból. Mam tak mało czasu, że czasami jak wejdę na bloga i widzę, że wszyscy wybrali sobie ten sam dzień na dodanie nowego postu, to mam ochotę wyrzucić laptopa przez okno. Lubię czytać Wasze opowiadania, ale przez naukę nie mam kiedy, a jak już wejdę na kompa i zobaczę, że jest coś nowego, to nie mogę zrobić nic innego, jak tylko przeczytać i skomentować. Teraz też mam już takie zaległości w czytaniu, że nie wiem jak z tego wyjdę.
Na szczęście Wasze komentarz i słońce za oknem poprawiły mi nastrój :)
I jeszcze na temat tego, co napisałaś, o dołku... Nie przejmuj się. To opowiadanie nie musi być takie samo jak "Historia z siatkówką w tle". Dzięki temu pierwszemu zyskałaś sławę, ale nie znaczy to, że inne twoje dzieła muszą być identyczne. Najważniejsze jest to, żebyś miała przyjemność z pisania. Jak dla mnie, możesz nawet opisywać rozkład martwego ciała, a ja nadal będę z oczami wielkimi ze wzruszenia to czytać. Kocham twój styl, szczegółowość. Pisz po swojemu i nie zwracaj uwagi na to, co o tym sądzą inni. Według mnie właśnie o to w pisaniu chodzi, żeby mieć własną wizję i nie pozwalać publice jej zniszczyć. Ewentualnie, wysłuchać krytyki, ale zmieniać wszystkiego po to, żeby ludziom się podobało. (tutaj pozdrawiam moją polonistkę, która zawsze niszczy moje piękne, nieprzewidywalne zakończenia, bo przecież sześć osób mogło się obronić przed psychopatą z nożem... zupełny brak wyobraźni, tyle ;D)
OdpowiedzUsuńPolonistki już takie są. Moja gdyby dowiedziała się o tym, że piszę bloga, to pewnie stwierdziłaby, że jest beznadziejny i lepiej, żebym czas i energię włożyła w naukę jej przedmiotu i przygotowanie do matury. ;)
UsuńCo do rozkładu... pomyślę o tym. A tak na serio to mam nadzieję, że uda się mi też wycisnąć z Was łzy. Chociaż plany mam całkiem inne niż te zrealizowane w ,,Historii...''.
Moja szczegółowość jest chyba swego rodzaju wadą, bo mam napisane aż X rozdziałów, a akcja posuwa się w ślimaczym tempie, ale mam nadzieję, że Wam to nie przeszkadza. ;)
Dzięki za komentarz. ;*
O proszę w życiu bym się nie spodziewała tego Kurka tutaj! Dobra zmyłka powiem ci :) Ja tu już pewna ,że to na pewno będzie któryś z Resoviaków ,a tu masz. Rozbawił mnie Kosa analfabeta po prostu! :D Ogólnie przyznam ,że z portalem randkowym jeszcze się nie spotkałam w żadnym opowiadaniu.
OdpowiedzUsuńpozdrawiam ;)
W zmyłkach jestem dobra. ;)
UsuńŻadnego z Resoviaków nie brałam pod uwagę, śmiać mi się trochę chciało jak wszyscy jęczeli, że nie lubią tego klubu. ;)
Także pozdrawiam. :)
Kurka to ja się nie spodziewałam! :D Opowiadanie jest jak dla mnie na wręcz bardzo dobrym poziomie, ja nawet nie dorównuję ci moim poziomem pisania! :D
OdpowiedzUsuń*
U mnie doszło nawet do tego, że stronę ticketpro ustawiłam sobie jako startową i milion pięćset sto dziewięćset razy na dzień to aktualizuję :D
D.
Czyli mój pierwotny zamiar się udał i ściągnęłam was na manowce, bo nikt nie podejrzewał, że to właśnie Bartek będzie głównym bohaterem. ;)
UsuńU mnie ticketpro mogłoby być stroną startową, bo w ciągu ostatniego tygodnia odświeżyłam go naprawdę jakieś kilkaset razy. -.-
Na bilety należy liczyć od 9-17, bo w takich godzinach "pracują tam" jakby to powiedział Igła człowieki, więc w późniejszych godzinach nie ma co liczyć. Mam nadzieję, że uda mi się bileciki załatwić, a nuż się spotkamy :D
UsuńD.
Wiem właśnie, w ciągu tych kilku dni już zabrałam masę informacji na ich temat, dlatego do południa czatują moi rodzice, a po południu ja. Dobrze, że nie pracują dłużej, bo nie miałabym kiedy się uczyć. ;)
UsuńA nuż? Mam nadzieję, że się nam uda zakupić bileciki. Jeśli już będę je miała, to na pewno bez echa to na moim blogu nie przejdzie, może nawet podam sektor. :D
Dzisiaj też nie będzie sprzedaży, bo tak napisali ci z ticketpro. Jestem wściekła, bo chcę je kupić i mieć spokój, a nie cały czas przesiadywać na kompie, bo nie mam kiedy się uczyć i powoli mnie to już męczy. Uf, takie jednak chyba życie kibica. Nie wiem też, czy im wierzyć, jak piszą, że nie wiedzą kiedy ruszy sprzedaż, bo w końcu jak powiedzą to otwarcie, to serwery im padną przez nadmiar kupujących :D
Kurek... Dlaczego ja myślałam, że to będzie ktoś z Resovii? Ktoś wprowadził mnie w błąd! Chłopaki, nie ładnie tak lewe konta zakładać... Kosa analfabeta! <3 Uwielbiam.
OdpowiedzUsuńTym kimś to chyba byłam ja :D Lubię wprowadzać ludzi w błąd. Oczywiście jeżeli chodzi o opowiadania. ;)
UsuńUff nadrobiłam wszystkie trzy części i przy tej miałam takie chwilowe, ale że jak to Kurek?! :o
OdpowiedzUsuńPortale randkowe na blogspocie? Tylko Ty mogłaś na to wpaść :D Moim skromnym zdaniem to opowiadanie bardziej mi się podoba od poprzedniego, jest takie lekkie i naprawdę przyjemnie się je czyta :)
Pozdrawiam i zapraszam na Prolog http://istotnie-istotna-istota.blogspot.com/ oraz kolejną historię na ely-moths.blogspot.com :)
lonely-moths.blogspot.com
UsuńWpadnę, miałam zamiar już zrobić to wcześniej, ale natłok tych wszystkich blogów i reszty mnie przytłacza. ;)
UsuńAj, no nie wiem, czy tylko ja mogłam na to wpaść. Może jest gdzieś jeszcze na blogspocie coś podobnego, niestety internet nie ma końca i pewnie nigdy się tego nie dowiem :D
Taka niespodzianka z tym Kurkiem. :>
Kiedy pod poprzednim postem napisałaś "wybór mało oryginalny, ale na czasie" myślałam, że będzie to Karol Kłos albo Zbigniew Bartman. Jest Kurek, mi ten wybór bardzo przypadł do gustu, gdyż Bartek jest moim ulubionym polskim siatkarzem :)
OdpowiedzUsuńHistoria jest interesująca, dobrze się czyta. Jestem przekonana, że będzie się dużo działo, bo masz naprawdę genialne pomysły :))
I nie porównuj tego opowiadania, do tamtego, bo w końcu każda historia jest inna, a sposób w jaki piszesz przyciąga uwagę. A to chyba najważniejsze ;)
/K. :)
Najwidoczniej nie znam się tak naprawdę na tym, kto jest na czasie. Patrząc jednak na to, że Bartek jest młody, urody mu nikt nie poskąpił, a poza tym wydaje się być fajnym facetem i świetnym siatkarzem, nic dziwnego, że powstają o nim opowiadania. Sama w swoim czasie czytałam kilka takich. :)
UsuńZobaczymy, czy i te pomysły były tak genialne. ;)
Staram się nie porównywać, nie za bardzo mi to wychodzi, ale od teraz odcinam się od tego totalnie, a przynajmniej się postaram. :>
Kurek?! GENIALNIE :D Już nawet nie muszę się obawiać o kolejną słodką historię z Kurasiem, bo wiem, że Twoja taka nie będzie. Kiedy czytałam początek nie miałam pojęcia, kto to będzie. Później jak wspomniałaś o Rosji miałam oczywiście dwie osoby na myśli : Bartek Kurek i Łukasz Żygadło. No, ale kiedy wspomniałaś już w dialogu o tym, że "przytyło mu się" to byłam pewna, że to Kurek. Naprawdę świetnie, lubię o nim czytać :)
OdpowiedzUsuńA co do przypisku odautorskiego, nie przejmuj się. Przyznam, że naprawdę wysoko postawiłaś sobie poprzeczkę, ale spokojnie. Luz i piszesz co ci w duszy gra! :)
Pozdrawiam! :)
Rosja faktycznie wszystkiego nie wyjaśniała. Ale mogę ci powiedzieć, że wybieram siatkarzy z ,,naszej ligi wiekowej'', więc po Łukasza czy Igłę nie sięgnę na 100% nigdy. ;) Co do przytycia, to tak akurat zaczęrpnęłam z tego sezonu, kiedy to biedny Bartek grać nie mógł i nabrał masy. Ja też lubię o nim czytać, choć na pewno zdajesz sobie sprawę, że moje opowiadanie różowe jak tło nie będzie. ;)
UsuńLuz, jeszcze raz luz. Nie ma co się martwić na zapas.
Dzięki za komentarz. ;)
wow zaskakujesz nawet się tego nie spodziewałam jak zaczęłam czytać to pierwsza myśl tylko nie Rzeszów, tylko nie resovia, a tu popartrz :) zaskakujesz , zaskakujesz i to mi się podoba :) Po raz pierwszy ktoś mnie tak mile zaskoczył :) no powiedzmy ... :> Kurek ? w życiu się bym go tu nie spodziewała :) nie wiem jak ci się tak udaje fajnie pisać, że aż chce się czytać nawet 100000000000000000000 razy jeden rozdział. Musisz zdradzić mi ten twój sekret :) może kiedyś przyda się w wypracowaniach, które nie nawidzę pisać :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
J.
Jeśli faktycznie tak fajnie czyta się moje rozdziały, to miło mi to słyszeć ( czy też czytać). Niestety nie wiem, jak ja to robię, piszę machinalnie to co mi do głowy przychodzi i cieszy mnie to, że Wam się to podoba. :>
UsuńNie martw się, ja wypracowań także nienawidzę. Dzisiaj pani od polskiego nas zaskoczyła i kazała nam analizować i interpretować tekst i powiem Ci, że jeśli bym to tutaj wrzuciła, to już by się tego tak fajnie nie czytało. Co innego jest pisać od początku do końca to, co się myśli, kiedy nie jest się ograniczonym jakimś tematem i nie trzeba wykazać się znajomością całego tekstu, jak to jest z lekturami szkolnymi. ;)
Mówiłam, że tej Resovii nie trzeba się bać. ;)