sobota, 18 maja 2013

XXIII


,,Z tobą czy bez ciebie 

Nie mogę żyć
Z tobą ani bez ciebie''

U2- With or without you


-Kurczę, powiem ci to ostatni raz. Nie sprzedam ci tych papierosów, więc nie trać już więcej mojego czasu, ok? – powiedziałam lekko podniesionym głosem, podirytowana już tym, że chłopak za okienkiem postanowił wdać się ze mną w dyskusję. To tu w końcu jest starszy i ponoć mądrzejszy?
-Słuchaj, co ci szkodzi dać mi jedną paczkę?- chłopak oparł się blacie przy okienku i próbował przekonać mnie swoimi argumentami dość lichej wagi.
-Przykro mi, że trafiłeś na uczciwego sprzedawcę, który nie chce mieć na sumieniu płuc dzieciaków, takich jak ty. Co ci szkodzi przejść się do kiosku kawałek dalej? – odpowiedziałam mu pytaniem na pytanie.
Chłopak wziął głęboki oddech, a głośny huk, spowodowany kopnięciem mojej blaszanej budki oraz przekleństwa, którymi sypał utwierdziły mnie w przekonaniu, że tylko go rozzłościłam. Miałam nadzieję, że sobie pójdzie, więc odwróciłam się znów układać gazety, gdy usłyszałam charakterystyczny odgłos. Jedno spojrzenie utwierdziło mnie, że słuch mnie nie myli.
Wyskoczyłam z kiosku szybciej niż kiedykolwiek, z furią w oczach. Nie udało mi się już powstrzymać nerwów na wodzy, co najwidoczniej bardzo zadowoliło dzieciaka, który demonstracyjnie opierał nogę na przewróconym chwilkę wcześniej stojaku z gazetami.  Podeszłam do niego, nie bardzo wiedząc, co chcę zrobić, ale ochłonęłam trochę, gdy zauważyłam, że chłopak ma jednak trochę centymetrów i jest ode mnie wyższy prawie o głowę.
-Zjeżdżaj stąd, albo zadzwonię po policję. – warknęłam. Ten w odpowiedzi jeszcze bardziej się do mnie zbliżył, tak że prawie stykaliśmy się twarzami. Miałam się odsunąć, kiedy poczułam, że za mną ktoś stoi. Obróciłam się szybko i zobaczyłam kolejnego dryblasa, może trochę starszego od chłopaka w bluzie.
-Jakieś problemy?- zapytał z perfidnym uśmieszkiem. – Załatwiłeś fajki?
Chłopak w odpowiedzi zaprzeczył głową, a potem dodał:
-Ta laska jest bardzo oporna, nie chciała mi ich sprzedać.
Nowo przybyły koleś znów uśmiechnął się do mnie w ten okropny sposób, sprawiając, że zaczęły trząść mi się ręce.
-Możemy poprosić o paczkę? – powiedział, wyciągając dowód osobisty i machając nim ostentacyjnie. Spojrzałam wymownie na stojak, a on skinął na chłopaka, który z niechęcią podniósł go i powkładał niedbale rozsypane gazety. Weszłam do swojej budki i podałam starszemu paczkę, a on podał ją młodszemu i na moich oczach odpalili po jednym.
-Od tej pory będziemy chyba pani stałymi klientami. – uśmiechnął się na odchodne, a potem patrzyłam, jak się oddalają sparaliżowana. Typ był okropny, jego spojrzenie i ten uśmiech… przełknęłam ślinę i potrząsnęłam głową, próbując uwolnić się od tego dziwnego odrętwienia. Ostatnie zdanie wciąż brzmiało mi w uszach. Cały czas próbowałam wmówić sobie, że tak naprawdę nie miał nic złego, ale w głębi wiedziałam, że była to groźba.
Nim doszłam do siebie, minął mój czas pracy i zmieniłam się na kilka godzin z jakąś nową dziewczyną, a potem ruszyłam szybko do domu, ukradkiem się rozglądając. Modliłam się, żeby już nie zobaczyć nigdzie tych dwóch charakterystycznych postaci.
Minęło kilka dni. Każdy był podobny do poprzedniego i nadzwyczaj spokojny. Żadnych upierdliwych klientów, a co najważniejsze tych od papierosów. Myślałam, że będę mogła wrócić do swojego nudnego życia, a zapowiedzi Bartka były tylko pustymi słowami. Oczywiście tak się nie stało.
Zmęczona wróciłam do domu z ciągnącego się jak ser w pizzy dnia w kiosku, żeby już na korytarzu usłyszeć krzyki i wrzaski. Ponieważ w windzie coś siadło, zostałam przymuszona przez los do skorzystania ze schodów i im bliżej byłam źródła tych odgłosów, tym bardziej utwierdzałam się w przekonaniu, że jeden z głosów jest mi znajomy, nawet bardzo. Szybko złapałam za klamkę drzwi wejściowych do naszego mieszkania, czując, że ten, na kogo wrzeszczy Miśka, długo nie pożyje, jeśli nie przyjdę mu z odsieczą. Wparowałam szybko do tak zwanego salonu niepostrzeżenie, bo ich podniesione tony skutecznie zamaskowały moje trzaśnięcie drzwiami. Kiedy jednak zobaczyłam, z kim wykłóca się Miśka, a niebieskie oczy tej osoby spojrzały na mnie, stwierdziłam, że nie miałabym nic przeciwko, gdyby czerwono włosa potrząsnęła tą osobą raz czy ewentualnie pięć.
Totalnie ignorując tę dwójkę, która wyglądała, jakby miała powybijać sobie oczy, a teraz spoglądała na mnie, czekając na jakąś reakcję, rzuciłam torebkę na fotel, a sama odwróciłam się na pięcie. Gdy zamknęłam drzwi do swojego pokoju i rzuciłam się twarzą na łóżko, odgłosy o dziwo nie powróciły, a w domu było cicho, jakby scena z salonu była tylko fatamorganą. Charakterystyczny dźwięk otwieranych drzwi uświadomił mi jednak, że to wszystko wcale mi się nie przywidziało.
-Ten dupek chce z Tobą rozmawiać. – powiedziała Miśka, nie interesując się, że słowa te wypowiedziała o kilka tonów za głośno, a Pan Dupek stoi zapewne za drzwiami i wszystko słyszy. – Powiedział, że nie pójdzie stąd, jeśli z nim nie pogadasz.
-Sądzę, że pewna osoba o farbowanych włosach potrafiłaby go przekonać do wyjścia. – mruknęłam w poduszkę, ignorując trochę całą sytuację, w tym złowieszcze szepty i groźby wysyłane już ciszej pod adresem Bartka, ale nadal na tyle głośno, aby był w stanie je usłyszeć. Z braku laku odwróciłam się na plecy i podparłam głowę łokciem, a później powiedziałam patrząc w sufit.
-Miśka, skoro tak go nie trawisz, to może pójdź na spacer, co? Pogadam z nim, jak wrócisz, to na pewno już go nie zastaniesz. – odpowiedziałam normalnym tonem nie interesując się kompletnie Bartkiem. A co, niech i on trochę pocierpi. Może moje słowa pokażą mu, że lepiej by było, gdyby dał sobie spokój.
Miśka chwilę przetrawiała moje słowa, ale potem wstała, poprawiła koszulkę i mówiąc pod nosem coś w rodzaju ,,Jak chcesz…’’  otworzyła drzwi i niby przypadkowo zahaczyła o siatkarza barkiem, po czym trzasnęła głośno drzwiami.
Znów błoga cisza. Gdyby nie fakt, że w futrynie stał pewien jasnowłosy siatkarz, zapewne byłby to dzień idealny.
Bez zbędnego zaproszenia, którego i tak by ode mnie nie dostał, podszedł do łóżka i usiadł na nim, opierając się plecami o ścianę. Ja sama przybrałam pozycję bardziej rozmowną i z leżenia plackiem przerzuciłam się na siedzenie po turecku. Wpatrywałam się w pościel w kolorowe kwiaty, czekając na jakieś jego słowo, on jednak milczał. Mimowolnie powiodłam wzrokiem po jego sylwetce i zauważyłam, że i on mi się przygląda. Zablokowałam wszelkie myśli i uczucia, które przekazywało mi serce i postanowiłam posłużyć się dla odmiany rozumem.
-Będziesz tak siedział, czy przyszedłeś powiedzieć mi coś ważnego?- powiedziałam spoglądając na jego twarz i czekając na jakąś reakcję. Byłam uszczypliwa, ale nie mogłam odmówić sobie choć odrobiny złośliwości, po tym wszystkim, co mi zrobił. Po prostu nie byłam już w stanie spojrzeć na niego tak ciepło, jak kiedyś, choć może tego chciałam.
-Chciałem z Tobą porozmawiać. – odpowiedział głębokim tonem, pocierając kark.
-W takim razie proszę, rozmawiajmy. – rzuciłam mimowolnie, starając się patrzeć w jego oczy. On jednak był zamyślony, cały czas uciekał wzrokiem i spoglądał wszędzie, tylko nie na mnie.
Czyżbym go zraniła swoją szorstkością? Nawet jeśli, nie bardzo mnie to interesowało.
Kurcze Ala, nie możesz być dla niego taka okrutna, przecież kochałaś tego człowieka, nie wyobrażałaś sobie życia bez niego i chyba nadal nie wyobrażasz.
Nie ma to jak rozdwojenie jaźni.
-Jak na razie wydaje mi się, że przyjechałeś taki kawał, żebyśmy mogli wspólnie pomilczeć. – westchnęłam. – Wygląda, jakby to mi zależało na tej rozmowie.
-A nie zależy? – nawiązał ze mną kontakt wzrokowy.
-Nie wiem. – odpowiedziałam zgodnie z prawdą, wiedząc, że nie ma sensu kłamać, Bartek od razu by się na tym poznał.
Cisza, która panowała między nami była trochę niezręczna. Miałam okazję powiedzieć mu tyle rzeczy, o jakich myślałam, jednak nie miałam tej odwagi, aby to zrobić. Przypomniałam sobie gniew w głosie Miśki i już wiedziałam, jakim tematem rozpocząć i zarazem zakończyć rozmowę i tą dziwną sytuację.
-Bartek, przykro mi, nie chcę cię wyganiać, ale jak Miśka wróci, a ty tu będziesz, to do Bełchatowa już nie będzie miał kto wrócić.
-Powiedz mi, ale tak szczerze, co pomyślałaś sobie, kiedy cię zostawiłem. Co myślałaś o mnie? – powiedział, jakby uświadomienie mu o istnieniu Miśki, przypomniało mu, jak mało czasu ma na rozmowę ze mną.
Jego pytanie zmusiło mnie do głębszego przemyślenia.
-Nie wiem, nie potrafię ci odpowiedzieć tak wprost. Byłam wkurzona i smutna zarazem, a w pewnym sensie też jakby to w ogóle mnie to nie obchodziło. To co się działo we mnie jest dla mnie samej zagadką. Nie wiem co robić, a czego nie.
-Wiem, że to głupie pytanie, ale czemu nie chciałabyś dać mi drugiej szansy? Masz kogoś? – zapytał, a ja poczułam wielką chęć skłamania na temat bezimiennego z pływalni, nie byłam jednak w stanie. Widziałam, że Bartka coś gnębi, a myśl, że tym czymś jestem ja wpędzała mnie w poczucie winy. Co z tego, że sobie na to zasłużył? Ala zawsze musi wykazywać wielką empatię, nawet do tych, których powinna ona nie dotyczyć. Wystarczy, że ktoś zrobi do mnie maślane oczka, a ja już lecę mu pomóc.
-Nie mam. Jak ty sobie to wyobrażasz Bartek? Miałabym wrócić do ciebie i czekać, aż znajdzie się jakaś Twoja inna była, do której nagle zechcesz wrócić? Zachowałeś się jak dzieciak. – powiedziałam chłodno ze swojego krańca łóżka.
-Przepraszam.
Znów pogrążyłam się w ciszy i zamknęłam oczy, aby otworzyć je na jego kolejne słowa.
-Gdybyś potrzebowała kiedyś pomocy, pamiętaj, że zawsze tu jestem.
Patrząc w jego niebieskie oczy, odpowiedziałam:
-Kiedy najbardziej jej potrzebowałam, nie było cię, bo to ty byłeś źródłem moich problemów.
Zabolało go to, ale było prawdziwe. W przedpokoju rozległ się trzask drzwi, oznajmujący, że wróciła Miśka. Bartek bez słowa wstał, ubrał buty i wyszedł, nie patrząc mi w oczy. Przy wyjściu zapowiedział tylko, że zostaje w Rzeszowie na cały weekend, więc jutro też mogę się spodziewać jego wizyty. Miśka prychnęła głośno i zaczęła coś mruczeć zza zamkniętych drzwi jej pokoju, a ja stanęłam naprzeciw niego w drzwiach, gdy z rękoma w kieszeniach nie wiedział, co ze sobą zrobić.
-W takim razie do jutra. – powiedziałam, dając mu do zrozumienia, że może już sobie pójść. W jego oczach oprócz czegoś, co było dla mnie trudne do określenia, była także iskierka nadziei, którą poniekąd mu zostawiłam. 
*
Dzisiaj to już totalnie nie mam głowy do komentarza. ;) 
Pytanko :kupował ktoś z Was kiedyś biało-czerwoną koszulkę na meczyk? Szukam jakieś, nie drogiej, na LŚ w sam raz się nada. ;) 

Nie wiem, ile dokładnie rozdziałów będzie, bo nadal sobie tego nie rozpisałam, ale jeśli następny będzie epilogiem, na pewno dam wam o tym znać. W sumie trzy ostatnie chyba najbardziej zaakcentuję, więc będziecie wiedzieć. ;)

Jestem taka zmęczona tym wszystkim, że w głowie mam pustkę. Dzisiaj czeka mnie maraton w poszukiwaniu sukienki, na całe szczęście już ostatni. Przymierzyłam chyba wszystkie sukienki w moim mieście i nadal nie mam co na siebie włożyć. Niewymiarowa jestem po prostu. ;) 
W niedzielę jeszcze zapowiada się ubaw po pachy w kościele na bierzmowaniu. Świadkiem jestem. To taka odpowiedzialna droga, żebym tylko na manowce nikogo nie sprowadziła. Justyno, doprawdy, nie wiem, czy był to dobry pomysł. ;) 
A co mnie najbardziej cieszy? Ciacho będzie! 
Żarcik. Stwierdzam jednak, że moja miłość do jedzenia i tak prędzej czy później musiała wyjść na jaw. ;)

Nie ma to jak nie mieć połowy biologii z powodu szerszenia i kilku pszczół w klasie. ;)
Tyle mi podałyście tytułów książek, że będę miała co ze sobą zrobić. ;)

A wracając do opowiadania - nie wiem, czy nie zacznę dodawać co trzy dni. Jeśli tak będzie, dam wam znać albo w tym poście (EDIT się pojawi), albo dopiero po następnym. Nie wyrabiam czasowo po prostu przez szkołę i wszystko ostatnimi czasy.

UWAGA : Jutro ( poniedziałek) postu nie będzie. Nie zdążyłam napisać nowego rozdziału, więc nie mam co dodać. XXIV pojawi się we wtorek o 14. :)