,,Z tobą czy bez ciebie
Nie mogę żyć
Z tobą ani bez ciebie''
U2- With or without you
-Kurczę,
powiem ci to ostatni raz. Nie sprzedam ci tych papierosów, więc nie trać już
więcej mojego czasu, ok? – powiedziałam lekko podniesionym głosem, podirytowana
już tym, że chłopak za okienkiem postanowił wdać się ze mną w dyskusję. To tu w
końcu jest starszy i ponoć mądrzejszy?
-Słuchaj, co
ci szkodzi dać mi jedną paczkę?- chłopak oparł się blacie przy okienku i
próbował przekonać mnie swoimi argumentami dość lichej wagi.
-Przykro mi,
że trafiłeś na uczciwego sprzedawcę, który nie chce mieć na sumieniu płuc
dzieciaków, takich jak ty. Co ci szkodzi przejść się do kiosku kawałek dalej? –
odpowiedziałam mu pytaniem na pytanie.
Chłopak
wziął głęboki oddech, a głośny huk, spowodowany kopnięciem mojej blaszanej
budki oraz przekleństwa, którymi sypał utwierdziły mnie w przekonaniu, że tylko
go rozzłościłam. Miałam nadzieję, że sobie pójdzie, więc odwróciłam się znów
układać gazety, gdy usłyszałam charakterystyczny odgłos. Jedno spojrzenie
utwierdziło mnie, że słuch mnie nie myli.
Wyskoczyłam
z kiosku szybciej niż kiedykolwiek, z furią w oczach. Nie udało mi się już
powstrzymać nerwów na wodzy, co najwidoczniej bardzo zadowoliło dzieciaka,
który demonstracyjnie opierał nogę na przewróconym chwilkę wcześniej stojaku z
gazetami. Podeszłam do niego, nie bardzo
wiedząc, co chcę zrobić, ale ochłonęłam trochę, gdy zauważyłam, że chłopak ma
jednak trochę centymetrów i jest ode mnie wyższy prawie o głowę.
-Zjeżdżaj
stąd, albo zadzwonię po policję. – warknęłam. Ten w odpowiedzi jeszcze bardziej
się do mnie zbliżył, tak że prawie stykaliśmy się twarzami. Miałam się odsunąć,
kiedy poczułam, że za mną ktoś stoi. Obróciłam się szybko i zobaczyłam
kolejnego dryblasa, może trochę starszego od chłopaka w bluzie.
-Jakieś
problemy?- zapytał z perfidnym uśmieszkiem. – Załatwiłeś fajki?
Chłopak w
odpowiedzi zaprzeczył głową, a potem dodał:
-Ta laska
jest bardzo oporna, nie chciała mi ich sprzedać.
Nowo
przybyły koleś znów uśmiechnął się do mnie w ten okropny sposób, sprawiając, że
zaczęły trząść mi się ręce.
-Możemy
poprosić o paczkę? – powiedział, wyciągając dowód osobisty i machając nim
ostentacyjnie. Spojrzałam wymownie na stojak, a on skinął na chłopaka, który z
niechęcią podniósł go i powkładał niedbale rozsypane gazety. Weszłam do swojej
budki i podałam starszemu paczkę, a on podał ją młodszemu i na moich oczach
odpalili po jednym.
-Od tej pory
będziemy chyba pani stałymi klientami. – uśmiechnął się na odchodne, a potem
patrzyłam, jak się oddalają sparaliżowana. Typ był okropny, jego spojrzenie i
ten uśmiech… przełknęłam ślinę i potrząsnęłam głową, próbując uwolnić się od
tego dziwnego odrętwienia. Ostatnie zdanie wciąż brzmiało mi w uszach. Cały
czas próbowałam wmówić sobie, że tak naprawdę nie miał nic złego, ale w głębi
wiedziałam, że była to groźba.
Nim doszłam
do siebie, minął mój czas pracy i zmieniłam się na kilka godzin z jakąś nową
dziewczyną, a potem ruszyłam szybko do domu, ukradkiem się rozglądając.
Modliłam się, żeby już nie zobaczyć nigdzie tych dwóch charakterystycznych
postaci.
Minęło kilka
dni. Każdy był podobny do poprzedniego i nadzwyczaj spokojny. Żadnych
upierdliwych klientów, a co najważniejsze tych od papierosów. Myślałam, że będę
mogła wrócić do swojego nudnego życia, a zapowiedzi Bartka były tylko pustymi
słowami. Oczywiście tak się nie stało.
Zmęczona
wróciłam do domu z ciągnącego się jak ser w pizzy dnia w kiosku, żeby już na
korytarzu usłyszeć krzyki i wrzaski. Ponieważ w windzie coś siadło, zostałam
przymuszona przez los do skorzystania ze schodów i im bliżej byłam źródła tych
odgłosów, tym bardziej utwierdzałam się w przekonaniu, że jeden z głosów jest
mi znajomy, nawet bardzo. Szybko złapałam za klamkę drzwi wejściowych do
naszego mieszkania, czując, że ten, na kogo wrzeszczy Miśka, długo nie pożyje,
jeśli nie przyjdę mu z odsieczą. Wparowałam szybko do tak zwanego salonu
niepostrzeżenie, bo ich podniesione tony skutecznie zamaskowały moje
trzaśnięcie drzwiami. Kiedy jednak zobaczyłam, z kim wykłóca się Miśka, a
niebieskie oczy tej osoby spojrzały na mnie, stwierdziłam, że nie miałabym nic
przeciwko, gdyby czerwono włosa potrząsnęła tą osobą raz czy ewentualnie pięć.
Totalnie
ignorując tę dwójkę, która wyglądała, jakby miała powybijać sobie oczy, a teraz
spoglądała na mnie, czekając na jakąś reakcję, rzuciłam torebkę na fotel, a
sama odwróciłam się na pięcie. Gdy zamknęłam drzwi do swojego pokoju i rzuciłam
się twarzą na łóżko, odgłosy o dziwo nie powróciły, a w domu było cicho, jakby
scena z salonu była tylko fatamorganą. Charakterystyczny dźwięk otwieranych
drzwi uświadomił mi jednak, że to wszystko wcale mi się nie przywidziało.
-Ten dupek
chce z Tobą rozmawiać. – powiedziała Miśka, nie interesując się, że słowa te
wypowiedziała o kilka tonów za głośno, a Pan Dupek stoi zapewne za drzwiami i
wszystko słyszy. – Powiedział, że nie pójdzie stąd, jeśli z nim nie pogadasz.
-Sądzę, że
pewna osoba o farbowanych włosach potrafiłaby go przekonać do wyjścia. –
mruknęłam w poduszkę, ignorując trochę całą sytuację, w tym złowieszcze szepty
i groźby wysyłane już ciszej pod adresem Bartka, ale nadal na tyle głośno, aby
był w stanie je usłyszeć. Z braku laku odwróciłam się na plecy i podparłam
głowę łokciem, a później powiedziałam patrząc w sufit.
-Miśka,
skoro tak go nie trawisz, to może pójdź na spacer, co? Pogadam z nim, jak
wrócisz, to na pewno już go nie zastaniesz. – odpowiedziałam normalnym tonem
nie interesując się kompletnie Bartkiem. A co, niech i on trochę pocierpi. Może
moje słowa pokażą mu, że lepiej by było, gdyby dał sobie spokój.
Miśka chwilę
przetrawiała moje słowa, ale potem wstała, poprawiła koszulkę i mówiąc pod
nosem coś w rodzaju ,,Jak chcesz…’’
otworzyła drzwi i niby przypadkowo zahaczyła o siatkarza barkiem, po
czym trzasnęła głośno drzwiami.
Znów błoga
cisza. Gdyby nie fakt, że w futrynie stał pewien jasnowłosy siatkarz, zapewne
byłby to dzień idealny.
Bez zbędnego
zaproszenia, którego i tak by ode mnie nie dostał, podszedł do łóżka i usiadł
na nim, opierając się plecami o ścianę. Ja sama przybrałam pozycję bardziej
rozmowną i z leżenia plackiem przerzuciłam się na siedzenie po turecku.
Wpatrywałam się w pościel w kolorowe kwiaty, czekając na jakieś jego słowo, on
jednak milczał. Mimowolnie powiodłam wzrokiem po jego sylwetce i zauważyłam, że
i on mi się przygląda. Zablokowałam wszelkie myśli i uczucia, które przekazywało
mi serce i postanowiłam posłużyć się dla odmiany rozumem.
-Będziesz
tak siedział, czy przyszedłeś powiedzieć mi coś ważnego?- powiedziałam
spoglądając na jego twarz i czekając na jakąś reakcję. Byłam uszczypliwa, ale
nie mogłam odmówić sobie choć odrobiny złośliwości, po tym wszystkim, co mi
zrobił. Po prostu nie byłam już w stanie spojrzeć na niego tak ciepło, jak
kiedyś, choć może tego chciałam.
-Chciałem z
Tobą porozmawiać. – odpowiedział głębokim tonem, pocierając kark.
-W takim
razie proszę, rozmawiajmy. – rzuciłam mimowolnie, starając się patrzeć w jego
oczy. On jednak był zamyślony, cały czas uciekał wzrokiem i spoglądał wszędzie,
tylko nie na mnie.
Czyżbym go
zraniła swoją szorstkością? Nawet jeśli, nie bardzo mnie to interesowało.
Kurcze Ala,
nie możesz być dla niego taka okrutna, przecież kochałaś tego człowieka, nie
wyobrażałaś sobie życia bez niego i chyba nadal nie wyobrażasz.
Nie ma to
jak rozdwojenie jaźni.
-Jak na
razie wydaje mi się, że przyjechałeś taki kawał, żebyśmy mogli wspólnie
pomilczeć. – westchnęłam. – Wygląda, jakby to mi zależało na tej rozmowie.
-A nie
zależy? – nawiązał ze mną kontakt wzrokowy.
-Nie wiem. –
odpowiedziałam zgodnie z prawdą, wiedząc, że nie ma sensu kłamać, Bartek od
razu by się na tym poznał.
Cisza, która
panowała między nami była trochę niezręczna. Miałam okazję powiedzieć mu tyle
rzeczy, o jakich myślałam, jednak nie miałam tej odwagi, aby to zrobić.
Przypomniałam sobie gniew w głosie Miśki i już wiedziałam, jakim tematem
rozpocząć i zarazem zakończyć rozmowę i tą dziwną sytuację.
-Bartek,
przykro mi, nie chcę cię wyganiać, ale jak Miśka wróci, a ty tu będziesz, to do
Bełchatowa już nie będzie miał kto wrócić.
-Powiedz mi,
ale tak szczerze, co pomyślałaś sobie, kiedy cię zostawiłem. Co myślałaś o
mnie? – powiedział, jakby uświadomienie mu o istnieniu Miśki, przypomniało mu,
jak mało czasu ma na rozmowę ze mną.
Jego pytanie
zmusiło mnie do głębszego przemyślenia.
-Nie wiem,
nie potrafię ci odpowiedzieć tak wprost. Byłam wkurzona i smutna zarazem, a w
pewnym sensie też jakby to w ogóle mnie to nie obchodziło. To co się działo we
mnie jest dla mnie samej zagadką. Nie wiem co robić, a czego nie.
-Wiem, że to
głupie pytanie, ale czemu nie chciałabyś dać mi drugiej szansy? Masz kogoś? –
zapytał, a ja poczułam wielką chęć skłamania na temat bezimiennego z pływalni,
nie byłam jednak w stanie. Widziałam, że Bartka coś gnębi, a myśl, że tym czymś
jestem ja wpędzała mnie w poczucie winy. Co z tego, że sobie na to zasłużył?
Ala zawsze musi wykazywać wielką empatię, nawet do tych, których powinna ona
nie dotyczyć. Wystarczy, że ktoś zrobi do mnie maślane oczka, a ja już lecę mu
pomóc.
-Nie mam.
Jak ty sobie to wyobrażasz Bartek? Miałabym wrócić do ciebie i czekać, aż
znajdzie się jakaś Twoja inna była, do której nagle zechcesz wrócić? Zachowałeś
się jak dzieciak. – powiedziałam chłodno ze swojego krańca łóżka.
-Przepraszam.
Znów
pogrążyłam się w ciszy i zamknęłam oczy, aby otworzyć je na jego kolejne słowa.
-Gdybyś
potrzebowała kiedyś pomocy, pamiętaj, że zawsze tu jestem.
Patrząc w
jego niebieskie oczy, odpowiedziałam:
-Kiedy
najbardziej jej potrzebowałam, nie było cię, bo to ty byłeś źródłem moich
problemów.
Zabolało go
to, ale było prawdziwe. W przedpokoju rozległ się trzask drzwi, oznajmujący, że
wróciła Miśka. Bartek bez słowa wstał, ubrał buty i wyszedł, nie patrząc mi w
oczy. Przy wyjściu zapowiedział tylko, że zostaje w Rzeszowie na cały weekend,
więc jutro też mogę się spodziewać jego wizyty. Miśka prychnęła głośno i
zaczęła coś mruczeć zza zamkniętych drzwi jej pokoju, a ja stanęłam naprzeciw
niego w drzwiach, gdy z rękoma w kieszeniach nie wiedział, co ze sobą zrobić.
-W takim
razie do jutra. – powiedziałam, dając mu do zrozumienia, że może już sobie
pójść. W jego oczach oprócz czegoś, co było dla mnie trudne do określenia, była
także iskierka nadziei, którą poniekąd mu zostawiłam.
*
Dzisiaj to już totalnie nie mam głowy do komentarza. ;)
Pytanko :kupował ktoś z Was kiedyś biało-czerwoną koszulkę na meczyk? Szukam jakieś, nie drogiej, na LŚ w sam raz się nada. ;)
Nie wiem, ile dokładnie rozdziałów będzie, bo nadal sobie tego nie rozpisałam, ale jeśli następny będzie epilogiem, na pewno dam wam o tym znać. W sumie trzy ostatnie chyba najbardziej zaakcentuję, więc będziecie wiedzieć. ;)
Jestem taka zmęczona tym wszystkim, że w głowie mam pustkę. Dzisiaj czeka mnie maraton w poszukiwaniu sukienki, na całe szczęście już ostatni. Przymierzyłam chyba wszystkie sukienki w moim mieście i nadal nie mam co na siebie włożyć. Niewymiarowa jestem po prostu. ;)
W niedzielę jeszcze zapowiada się ubaw po pachy w kościele na bierzmowaniu. Świadkiem jestem. To taka odpowiedzialna droga, żebym tylko na manowce nikogo nie sprowadziła. Justyno, doprawdy, nie wiem, czy był to dobry pomysł. ;)
A co mnie najbardziej cieszy? Ciacho będzie!
Żarcik. Stwierdzam jednak, że moja miłość do jedzenia i tak prędzej czy później musiała wyjść na jaw. ;)
Nie ma to jak nie mieć połowy biologii z powodu szerszenia i kilku pszczół w klasie. ;)
Tyle mi podałyście tytułów książek, że będę miała co ze sobą zrobić. ;)
A wracając do opowiadania - nie wiem, czy nie zacznę dodawać co trzy dni. Jeśli tak będzie, dam wam znać albo w tym poście (EDIT się pojawi), albo dopiero po następnym. Nie wyrabiam czasowo po prostu przez szkołę i wszystko ostatnimi czasy.
UWAGA : Jutro ( poniedziałek) postu nie będzie. Nie zdążyłam napisać nowego rozdziału, więc nie mam co dodać. XXIV pojawi się we wtorek o 14. :)
Zapierdziel w szkole na koniec roku się rozumie sam przez się także spoko. Ja zrozumiem. Bylebyś nie zniknęła całkiem ;) No ja cię bardzo przepraszam ale kto nie lubi takiej szarlotki na przykład? :D Cóż ja mogę stwierdzić. Taka upierdliwość może zadziałać, ale też może zadziałać odwrotnie. Się nam Bartuś uparł, to chyba dobrze bo mu mimo wszystko zależy :)Myślę że ta sprawa jednak wymaga głębokiego przemyślenia :D
OdpowiedzUsuńxoxo K.
Za bardzo się do Was wszystkich i do pisania przywiązałam, żebym tak nagle zniknęła. O to nie macie się co martwić. ;)
UsuńNa pewno decyzja wymaga głębokiego przemyślenia, tym bardziej, że Ala nie chce przechodzić przez to drugi raz, to chyba jasne.
Nie wiem, jak można nie lubić szarlotki. ;)
Czułam, że z tym dzieciakiem będzie problem i jak widać wcale się nie pomyliłam. Nie lubię takich ludzi, którzy myślą, że jak już mają trochę lat i w ich mniemaniu blisko im do pełnoletności, to mogą już wszystko. A tak się dzieje nie tylko u Ciebie w opowiadaniu, niestety. Świat schodzi na psy.
OdpowiedzUsuńKocham Miśkę za to, jak traktuje Bartka. Z jej punktu widzenia(właściwie z mojego też) na to zasłużył. To naprawdę miło z jej strony, że jako przyjaciółka Ali stara się ją ochronić przed dalszym zranieniem.
Co do Bartka - chciałam jego działania i proszę bardzo, posłuchał. Tylko nie wiem, jak dużo jest w stanie sprawić samą rozmową. Wiadomo, rozmowa jest najlepsza na wszystko, ale jak na razie Ala jest zbyt rozczarowana i rozżalona jego wcześniejszym zachowaniem, by cokolwiek ona dała. Rozumiem także jej obawy o to, że jak wróci do Bartka, to sytuacja może się powtórzyć. Z mojego punktu widzenia to bardzo zrozumiała reakcja, bo przecież Bartek mocno ją zranił. Mimo wszystko czekam na jego dalsze działania i ich efekty. :)
Co do dodawania rozdziałów co trzy dni, jeśli do tego dojdzie - rozumiem. Ja sama mam taki natłok obowiązków(oczywiście głównie szkolnych), że nie wiem w co ręce włożyć i za co zabrać się najpierw. A do tego ostatnio jestem strasznie senna, więc najchętniej tylko bym spała.(Hej spała, hej spała! - muzyczne skojarzenia mam ostatnio wszędzie, mimo wspomnianej wcześniej senności :p)
Pozdrawiam serdecznie :)
VE.
W końcu załapałam się do top3. Jak miło. :)
UsuńVE.
Nawet druga jesteś. ;)
UsuńW większości przypadków wprowadzam jakieś wątki po coś, więc faktycznie mogłaś się domyślić, że koleś zamiesza. Sytuacja bardzo realna, bo sama nieraz widzę takich cwaniaczków, co to w przerwach zapalić idą, bo myślą, że to sprawia, że są bardziej dojrzali.
Pewnie.
Ala nie chce przechodzić przez to po raz drugi, bo jak nie patrzeć, bardzo ją zranił, dlatego jej zachowanie nie może dziwić. Mogę ci tylko podkreślić, że już kiedyś pisałam, że do końca prawdopodobnie będzie się Bartek przewijał, więc może na rozmowach się nie skończy. No chyba, że jest dobrym dyplomatą. ;)
Mam dość tej szkoły, ten tydzień to będzie masakra.
Często mam tak, że mi się piosenki kojarzą, więc dobrze wiem, jak to jest. ;)
Pozdrawiam serdeczniej. ;)
Świetny rozdział. Gdybym to ja była Bartkiem to nie spodziewałabym się rewelacji ze strony Ali. Przecież ja skrzywdził i to cholernie. A gdybym była Alą to postąpiłabym tak samo jak ona to zrobiła. Mam nadzieję, że tych dwóch od tego kiosku się więcej nie pojawią, bo ja bym chciała jeszcze widzieć wszystkich żywych i sprawnych.
OdpowiedzUsuńTeż bym nie chciała mieć połowy biologii *.* A niestety ostatnio miałam całą. Z tym, że przez całą godzinę wszyscy krzyczeli i rozmawiali, a nauczyciela (strasznie młoda, dała sobie wejść na głowę) tylko wyciągała i wkładała zeszyt uwag ;3 Ja sobie teraz robię tydzień wolnego od szkoły, bo wybywam do Czech. Także będę miała co czytać jak wrócę.
Pozdrawiam, buziaki ;*
Jaaaaaaacie! Mój pierwszy komentarz, który nie znalazł się sto lat za murzynami.
UsuńW top 3 nawet, patrząc na komentarze czytelników. ;)
UsuńDziękuję. Bartek chyba zdawał sobie sprawę, że nie będzie łatwo, ale ten weekend w Rzeszowie chyba potwierdza, że wcale go to nie zniechęciło. ;)
Żywi i sprawni pozostaną wszyscy... chyba. ;)
My mamy takiego nauczyciela od fizyki, totalnie nie potrafi sobie poradzić z klasą, bo po prostu nie jest dla nich autorytetem, śmieją mu się w twarz. Szkoda mi go, bo ich zachowanie niekiedy jest bardzo wredne.
Zazdroszczę wycieczki, bo my tylko na jednodniowe będziemy jeździć, do ZOO ponoć w tym lub następnym tygodniu. Ale będzie ubaw, nie ma to jak licealiści w ZOO. Ale przynajmniej po drodze Halę Stulecia zobaczę. ;)
Widzę, że Bartek nie odpuszcza :D i Dobrze. Niech się teraz trochę postara to może Ala mu wybaczy :D Czekam na kolejny
OdpowiedzUsuńPozdrawiam Luna ^^
Może tak, może nie... Kto by tam wiedział. Oprócz mnie rzecz jasna. ;)
UsuńPozdrawiam. :)
Rozdział świetny, tak jak zawsze ;) bardzo mi się podoba Twój styl pisania, wygląda, jakby przychodziło Ci to z łatwością, której mogę jedynie pozazdrościć ;) sama dopiero zaczynam, więc w wolnej chwili zapraszam do siebie: http://volley-ballismylife.blogspot.com/
OdpowiedzUsuńPozdrawiam, CarpeDiem
P.S. Zapomniałam! A propos koszulki na mecz: kupowałam ostatnio sobie taką, niestety nie była zbyt tania (199zł), ale trudno, myślę, że było warto ;)
UsuńDzięki. :)
UsuńW sumie tak jest - zawsze rozdział piszę na raz, bez poprawek, ewentualnie jak jakiś błąd się wkradnie. ;)
Jeśli znajdę wolną chwilkę, to zajrzę. ;)
Kupiłaś oryginalną, nie? Myślałam nad tym, tylko skoro i tak nigdy na mecze nie jeżdżę, to chyba się nie opłaca. ;)
To już moja druga koszulka, ale tym razem byłam bardziej inteligentna i kupiłam koszulkę w swoim rozmiarze ;p na Ligę Światową będzie w sam raz ;D
UsuńWydałabym nawet może tyle kasy, tyle że nie mam gwarancji, że po meczu w Hali Stulecia jeszcze mi się kiedyś przyda. ;)
UsuńWcześniej też kupiłaś za tyle kasy, tyle że inny rozmiar? :D
Dzieci od papierosów... Kto ich tak nauczył?! Gdzie są rodzice ja się pytam?!
OdpowiedzUsuńJaka Ala jest obojętna wobec Bartka :/
Trochę mnie to wkurza, bo przydałoby się więcej działań pod wpływem emocji.
Koszulki nie kupowałam, mam tylko szalik więc nie wiem :D
Mój świadek na bierzmowanie był jednak nietrafiony. Także ciesz się, że jesteś Ty, a nie jakiś super poukładany dorosły - jak to jest w moim przypadku.
Ty sukienka, a ja buty. Tylko, że ja szukam jednych konkretnych, ale i tak zawsze nie odnajduje, a wychodzę ze sklepu z dwiema, kompletnie nie potrzebnymi mi, parami butów... :/
Pozdrawiam!
ZuZu :*
Sukienka zakupiona. Wybrałam się na zakupy do innego miasta, w jednym z butików mierzyłam chyba z dziesięć sukienek, więc wiedziałam, że z czymś wyjdę. ;)
UsuńSzalik też mam, nie wiem, czy nie ubiorę zwykłej białej koszulki, bo szkoda mi kasy na oryginalną. Tym bardziej, że nie jeżdżę na mecze, a ten to pewnie pierwszy i jeden z nielicznym meczy reprezentacji, na jaki bilety udało mi się zdobyć, bo było ciężko. ;)
Moim świadkiem była moja chrzestna, starsza o kilkanaście lat. Sama chciałam mieć młodszego świadka, ale w naszej grupce zawsze byłam najstarsza i dlatego nie miałam kogo wybrać z przyjaciół. ;)
Może obojętność niedługo się zmieni. Ala w sumie jest osobą nieprzewidywalną. ;)
Pozdrawiam. :)
Super rozdział :D A tą koszulkę to chcesz z nazwiskiem jakiegoś siatkarza?
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i zapraszam do siebie siatkowkasiatkowkokochamcie.blogspot.com
Obojętnie. Z nazwiskiem będzie dużo droższa, szukam takiej po prostu, biało-czerwonej. ;)
Usuńz nazwiskiem to ja widziałam za 30+ wysyłka http://allegro.pl/sklep/6175884_p-h-u-be-trendy?category=13375&id=6175884
UsuńDzięki za link. :)
UsuńCzyli w następnym rozdziale czeka nas ponowne spotkanie Ali i Bartka :D
OdpowiedzUsuńWidać, że Miśka jest wyraźną przeciwniczką pogodzenia się tej dwójki. Zastanawiam się czy jej postawa jakoś wpłynie na Alę? Ale myślę, że Ala właściwie już wie co zrobi i to będzie raczej satysfakcjonujące dla Bartka :p jestem ciekawa jak dalej rozwiną się losy opowiadania :)
Znam ten ból z szukaniem sukienki. W tamtym roku kompletnie nie wiedziałam w co się ubrać na wesele kuzyna :D Ale jak przeczytałam w komentarzach wyżej, znalazłaś odpowiednią sukienkę, to najważniejsze :)
Bierzmowanie... mnie w tym roku czeka śpiewanie z chórem szkolnym na tym zacnym wydarzeniu w mojej parafii :( moim świadkiem jest mama, bo chrzestna akurat nie mogła przyjść :D
Miłość do jedzenia i wszelkich słodyczy <3 Możemy sobie 'przybić' piąteczkę :p
Pozdrawiam serdecznie,
K. :)
Pewnie, że tak. ;)
UsuńKażda z Was trochę inaczej postrzega Alę, ciekawe, która z Was tak naprawdę będzie mieć rację. Znaczy się, ja to wiem, ale wy jeszcze na to poczekacie. ;)
Udało się, kiedy już traciłam nadzieję, bo sklep, w którym ją znalazłam, bo był ostatni na mojej zakupowej liście. ;)
Mi na szczęście przyjdzie tylko rękę potrzymać na ramieniu mojej przyjaciółki. I pośpiewać trochę, ale to w tłumie, nikt nie będzie mnie słuchał. ;)
W takim razie piąteczka! ;)
I znowu jestem w tyle z komentarzami, ale czytałam na bieżąco na telefonie - byłam na wycieczce klasowej dwudniowej :)
OdpowiedzUsuńChłopak od fajek mnie zastanawia i jednocześnie przeraża. Nie lubię takich akcji, sama na miejscu Ali prawdopodobnie już nigdy więcej nie poszła sprzedawać w tym kiosku, jestem straszną panikarą i strasznie się boję. Boję się też tego, że owy chłopak i ten drugi oczywiście przypomną sobie o Ali i znowu ją 'odwiedzą'. I to może nie skończyć się dobrze.
Bartek, hm... Jakoś tak mało przekonująco. Oni oboje z Alą są tutaj tacy specyficzni, że nie umiem ich rozgryźć i zrozumieć. I nie wiem, co zaraz zrobią, co dalej będzie. Ale to dobrze, bo cały czas możesz mnie zaskakiwać :) Mimo to chciałabym, żeby Bartek stał się jakoś, hmm, no nie wiem... Bardziej przekonujący czy coś w tym stylu? Bo cały czas teraz odbieram go jako niepewnego chłopaka, który sam nie wie co powiedzieć (w sumie to może nie powinnam się dziwić, ale jednak...), a skoro powiedział, że będzie walczyć i nie odpuści, to niech działa. Porządnie działa. :)
To tyle, dalej nie odespałam 'wycieczkowej nocy' i 15 minut snu co raz bardziej mnie dobija. Więc kończę, buziaki! :*
Gdzie byłaś na tej wycieczce? :) My nie wybieramy się nigdzie, a skoro nie w tym roku, to już nigdzie nie pojedziemy, bo w maturalnej nie można. Szkoda.
Usuń,,Trzeba być twardym, a nie miętkim. '' ;)
Może się rozkręcą z czasem. Na miejscu Bartka czułabym się niezręcznie - w końcu Ala sama powiedziała mu, że nie bardzo ma ochotę do niego wracać, a on tak jakby się jej narzucał. ;)
Prawdopodobnie zacznie porządniej działać już od następnego.
Buziaki. Wiem jak to jest, kiedy jechaliśmy nad morze nie spałam pół nocy, a na miejscu też nie bardzo spałam przez te trzy dni, więc w domu byłam nieprzytomna. ;)
Wierchomla :) Pewnie nie kojarzysz, południe Polski, góry - moje okolice :D Domki, baseny, boiska do plażówki, korty i te sprawy. Uwielbiam takie coś ♥
UsuńFaktycznie nie bardzo kojarzyłam, ale google maps mi powiedziało, gdzie to dokładnie leży. Też mieszkam na południu, ale do tej miejscowości mam prawie 4 godziny drogi autem. ;)
UsuńBrzmi fajnie. Ja w wakacje jadę nad morze, tam też będziemy mieszkać w domku, a niedaleko plaża, boiska do siatkówki. ♥
Uwielbiam to opowiadanie :). Identyfikuję się trochę z główną bohaterką, ale tak do końca jej nie rozumiem.
OdpowiedzUsuńBartek mógłby trochę bardziej pocierpieć :).
POng
Miło mi. Nie martw się, kto by tam naszą Alę rozumiał.
UsuńNawet ja czasem jej nie rozumiem. ;)
Hehe. ;)
Nie rób tego i dodawaj co dwa dni. Ja już mam w kalendarzu zaznaczone kiedy dodajesz i jak już jest dzień cudu to zapylam szybko ze szkoły do domciu od razu odpalam laptopa i czytam ,czytam i jaram się jak debil. Co do rozdziału ,to jak zwykle najlepszy na świecie. Dobrze ,że Bartek walczy o Alicję ,szkoda jednak ,że Miśka go tak potraktowała. Kurczę jak fajnie by było jakby oni wrócili do siebie. MM. Już to widzę. Ciekawa jestem ich następnego spotkania. Zapraszam do siebie na nowy rozdział niezwykleinteresujacahistoria.blogspot.com
OdpowiedzUsuńPozdrawiam Annie
Naprawdę nie chciałabym do tego dopuścić, ale szkoła jest ważniejsza od opowiadania. Chociaż może chciałabym, żeby było odwrotnie. ;)
UsuńOdpalisz sobie komputer we wtorek, a później to może i w czwartek, bo jak będę miała czas, to napiszę nowy. ;)
Po prostu im bliżej końca roku, tym bardziej trzeba się przyłożyć, bo ma to wpływ na oceny końcowe. Każdy nauczyciel teraz nadrabia kartkówki, sprawdziany i wszystko co możliwe, więc mam mniej czasu na przyjemności. ;)
Przepraszam, że znowu jestem do tyłu z komentarzami, ale to wszystko przez mojego brata, który nie wziął na tygodniowy wyjazd ładowarek do komputerów, ipadów, telefonów i innych, w wyniku czego nie miałam dostępu już nawet nie mówię do swoich opowiadań, ale choćby nawet do internetu, żeby być na bieżąco z innymi opowiadaniami, także czuję się usprawiedliwiona zwalając wszystko na niego, wszystko u Ciebie nadrobiłam :)
OdpowiedzUsuńCo do tego rozdziału, to Miśka to taka kobieta z temperamentem, strasznie ją polubiłam :) Ona za to chyba nie przepada za Bartkiem, który jest taki jak dla mnie mało przekonujący, nie wiem, niby mu zależy, bo zapowiada wizytę, ale tak nie potrafi postawić kropki na i.
Co do tej sytuacji w kiosku, to ja na miejscu Ali w ogóle bym się nie ruszała, tylko zadzwoniła po kogoś, żeby po mnie przyszedł bo bym się bała sama wracać. Mam nadzieję, że nie Ci dwaj, będą jej nękać, jednak rozum podpowiada coś innego, również to, że z tego mogą być kłopoty, no ale może jednak się mylę, oby. Pozdrawiam! :)
Nie masz za co przepraszać. ;) Co prawda ja przed każdym wyjazdem sprawdzam, czy mam ładowarki do wszystkiego, ale moja siostra jest taka roztrzepana, że zawsze czegoś zapomina. ;)
UsuńTeż lubię Miśkę. Ma swoje zdanie i nie boi się go przedstawiać.
;)
Pozdrawiam. :)
Fajnie, że Bartek walczy o Alę i nawet mi się to podoba. Widać, że chłopak nie ma zamiaru tak łatwo się zmyć z życia Ali. Miśce chyba za bardzo to się nie podoba i trochę się jej nie dziwie bo trochę źle postąpił zostawiając ją dla swojej byłej bez wyjaśnienia i też nie podoba mi się to co zrobił. Ciekawe co ty dalej wymyślisz :) Dopiero dowiemy się we wtorek. Jak ja chcę już wtorek :)
OdpowiedzUsuńP.S. Jestem niezadowolona, że następny rozdział jest dopiero we wtorek, nie wiem czy dam radę wytrzymać :) przyzwycziłam się do nowych rozdziałów co 2 dni, ale jak się nie da wcześniej wstawić wiadomo szkoła, nauka itp. ( dobrze, że ten etap mam już za sobą :) )to jakoś do wtorku przeżyję. Zresztą zawsze mogę cofnąć się do poprzednich rozdziałów :) i sobie poczytać :)
P.S. 2 Jakoś tak mnie natchnęło i chyba znowu wejdę do twojego poprzedniego bloga "Historia z siatkówką w tle" poczytam, poczytam i znowu gdy będę czytała zakończenie jak zwykle się popłaczę :)
Pozdrawiam
J.
Też jestem niezadowolona, że następny we wtorek, bo gdyby nie masa nauki, to normalnie bym go zdążyła napisać. ;) A cały weekend biegałam z jednego miejsca na drugie i nie było nawet kiedy.
UsuńKiedyś przeczytałam kilka pierwszych rozdziałów poprzedniego opowiadania, ale z braku czasu nie dotarłam do końca. Poza tym, ja tę historię znam aż za dobrze. ;) Miło mi, że chcesz do niej wrócić. :)
Pozdrawiam.
PS: Może jeśli znasz jej zakończenie, to już nie będziesz płakać. ;)
Pamiętam te czasy kiedy wszystkie możliwe książki były wszędzie porozwalane, a tu oprócz zwykłych przedmiotów dochodziły zawodowe i nie wiadomo było za co się zabrać :) Niektóre notatki to nawet przebywały ze mną w łazience :D Doba nawet dla mnie nie wystarczała :) To przecież tylko 24 h :) A co do " historii ... " było to mało prawdopodobne żeby nie leżała koło mnie sterta mokrych chusteczek od łez no i tak właśnie było :) coś za bardzo się wzruszam :)
UsuńJa chyba nigdy nie płakałam z powodu jakiegoś filmu czy książki. W wielu przypadkach było blisko, ale tak jak z opowiadaniem, często robi mi się przykro, że to już koniec i trzeba będzie się z tym pożegnać. Może dziwna jestem. ;)
UsuńZ tymi książkami dobrze napisałaś. Jeśli dodasz do tego jeszcze to, że czasem strasznie mi się nie chce brać za niektóre, szczególnie jeśli nie lubię tych przedmiotów, to 24h to czas faktycznie za krótki, żeby to wszystko gdzieś zmieścić. ;)