,,Gubię siebie
Próbuję współzawodniczyć
z każdą inną osobą
Zamiast być sobą
Nie wiem gdzie zawrócić
Utknęłam w tej rutynie
Muszę zmienić moje drogi
Zamiast zawsze być słaba''
Próbuję współzawodniczyć
z każdą inną osobą
Zamiast być sobą
Nie wiem gdzie zawrócić
Utknęłam w tej rutynie
Muszę zmienić moje drogi
Zamiast zawsze być słaba''
Demi Lovato - Believe in me
Tuż po
zajęciach skierowałam swoje kroki to biblioteki. Pogoda była piękna – ptaki
śpiewały, słońce znajdowało się wysoko na bezchmurnym niebie, aż nie miało się
ochoty zamykać w czterech ścianach, tylko delektować tym wszystkim, mi jednak
niekoniecznie było to dane. Dałam się wrobić i w ten oto sposób miałam spędzić
ten dzień na pisaniu pracy dla Miśki i byłam z tego powodu bardzo zła. Mój brak
asertywności był bardzo uciążliwy, aż sama miałam ochotę zacisnąć swoje dłonie
na własnej szyi i dać sobie porządną nauczkę. Nie mogłam jednak poradzić, że
Miśka dobrze wiedziała jak mnie podejść i grać na moich wyrzutach sumienia.
Spędziłam z nią i Zośką ponad dwa lata i dobrze znałyśmy swoje słabe i mocne
strony, a moim zdaniem tych pierwszych ci u mnie dostatek. W taki właśnie
sposób przyszło mi napisać pracę na zaliczenie i nie miałam już siły się
sprzeciwiać. Nigdy więcej nie dam się tak podle wykorzystać, albo odbiję to
sobie w bliskiej przyszłości. Ponieważ ten pierwszy scenariusz wydawał się mało
prawdopodobny, postanowiłam wykorzystać Miśkę do swoich celów i zaszantażować,
że napiszę to, jeśli posprząta za mnie łazienkę, która w tym tygodniu według
naszego grafiku należała do mnie. Wyobrażenie czerwonowłosej pochylającej się
nad wanną wśród oparów wybielaczy poprawiło mi humor na tyle, że uśmiechnęłam
się sama do siebie.
Uśmiech jednak zszedł z mojej twarzy, gdy miała mnie grupa
głośnych dziewczyn, zapewne licealistek. Ubrane w najmodniejsze ciuchy
przyciągały spojrzenia wszystkich, a ja sama uniosłam głowę, aby wykryć
potencjalne zagrożenie. Na szczęście dla owych dziewczyn pozostałam
niezauważona. Zresztą czy ktokolwiek mnie dostrzegał? Nie wyróżniałam się wśród
tłumu ludzi, ale czy nie tego pragnęłam? Zwykła szara myszka jak ja raczej nie
łaknie spojrzeń obcych ludzi i kuli się pod spojrzeniami osób z większą
pewnością siebie. Czy zawsze taka byłam? Chyba nie. Wydaje mi się, że zmieniłam
się całkowicie, kiedy na mojej drodze stanął kilka lat temu pewien chłopak.
Wiązałam z nim nadzieje, które jednak bardzo szybko się rozwiały. Pozostał żal
i śmiechy jego kolegów, a później wszystkich ludzi, nawet tych, których nie
znałam.
Kiedy jesteś w liceum starasz się być indywidualnością, ale opinia
rówieśników zawsze dużo dla ciebie znaczy, nawet jeśli twierdzisz, że jest
inaczej. Miałam grupkę przyjaciół, która mnie wspierała, ale nie była przecież
w stanie bronić mnie przed tymi wszystkimi złośliwymi komentarzami i posyłanymi
w moją stronę komentarzami. Żyłam w ciągłym napięciu i nie dostrzegałam tego,
że i im jest z tego powodu ciężko, do momentu, gdy opuścili mnie, jeden po
drugim. Mówi się, że w przełomowych momentach życia dowiadujesz się, kto tak
naprawdę jest Twoim przyjacielem, a ja pozostałam sama jak palec. Życie w
tamtym mieście było katorgą, a moi rodzice doskonale to wiedzieli, powtarzali
jednak, że nie może być aż tak źle, jakby próbując przekonać do tego samych
siebie. Byłam wrakiem człowieka, bałam się wyjść z domu do głupiego kiosku, bo
myślałam, że zaraz na rogu spotkam tych, przez których tak bardzo
cierpiałam. Kiedy więc z niemałym trudem
skończyłam liceum, odetchnęłam z ulgą i
wybrałam uczelnię jak najdalej od domu. I tak z nadmorskiego miasteczka
trafiłam do Rzeszowa. Nikt tutaj nie wiedział, co wydarzyło się wcześniej i
zyskałam jakby nową osobowość. Chociaż trudno było mi komukolwiek zaufać,
ludzie, których spotkałam pomogli mi się choć trochę otworzyć, jednak w głębi
nadal byłam tą przerażoną licealistką samotnie próbującą udźwignąć ciężar
życia.
Nagle moje filozoficzne wywody przerwało pojawienie się czyichś rąk,
które szczelnie mnie objęły. Zdrętwiałam, by po chwili rozluźnić, bo na
nadgarstku zauważyłam srebrny zegarek.
-Wystraszyłeś
mnie. – powiedziałam z wyrzutem, a właściciel rąk zaśmiał się głośno i chwilę
później szliśmy już obok siebie. – Paweł, naprawdę, nie rób tak nigdy więcej.
-Dobra,
dobra. Fajną masz minę.
Szturchnęłam
go łokciem i uniosłam wzrok. Jego krótkie blond włosy połyskiwały w słońcu, a
niebieskie oczy radośnie na mnie spoglądały. Poznaliśmy się na uczelni, był
studentem tego samego kierunku. Od czasów liceum raczej unikałam
przedstawicieli płci przeciwnej, jednak Paweł był wyjątkiem. Był po prostu
spoko kolesiem, z dużym poczuciem humoru i dystansem do siebie. Podczas moich
kilku lat mieszkania w Rzeszowie tak naprawdę dorobiłam się tylko trójki
przyjaciół, do której zaliczałam właśnie jego i dziewczyny. Ten człowiek potrafił godzinami opowiadać mi
zabawne historie i nie wymagał ode mnie odpowiedzi, mogłam przy nim milczeć.
Nie byłam raczej małomówną osobą, a wręcz przeciwnie, jednak w kontaktach z
facetami byłam dość powściągliwa. Nie wiem, może po prostu się ich bałam.
Wyjątkiem był Bartek, ale jego raczej zaliczałam do grona internetowych
znajomych, których opinii na swój temat się nie bałam, bo wiedziałam, że w
rzeczywistości nigdy ich nie spotkam. Poza tym, rozmowy przez telefon to nie to
samo, co te prowadzone w świecie realnym. Ten cały pomysł z portalem randkowym
wcale nie był dla mnie alternatywą na znalezienie drugiej połówki, zrobiłam to
raczej po to, aby Miśka i Zośka nie truły mi głowy, że nic nie robię ze swoim
życiem. To, że ktokolwiek się do mnie odezwał było dla mnie szokiem, bo
podświadomie tak kreowałam tam swój wizerunek, aby zniechęcić potencjalnego
kandydata. Paweł jednak był człowiekiem, który nie dał się tak po prostu
spławić, chyba dlatego przyzwyczaiłam się do jego obecności.
-Gdzie się
wybierasz w tak piękną pogodę moja droga?
-Mój drogi,
wybieram się do skarbnicy wiedzy.
Spojrzał na
mnie czekając na dalsze wyjaśnienia.
-Do
biblioteki idę. – zaśmiałam się.
-Trzeba było
tak od razu. A potem co robisz?
-Nic, jak
zwykle.
-Może…
W połowie
zdania przerwał mu dzwonek mojego telefonu.
-Sorki,
muszę odebrać.
-Nie no,
jasne.
-Czeeeść. –
uśmiechnęłam się mimowolnie, bo na wyświetlaczu pojawiło się imię ,,Bartek’’.
-Czeeeeeść.
– zaśmiał się odpowiedzi w słuchawce.
-Co tam? –
próbowałam jakoś poprowadzić rozmowę, bo mój rozmówca jakoś się do tego nie
kwapił. Paweł wciąż idący obok mnie przysłuchiwał się mojej rozmowie i robił do
mnie dziwne miny, a ja z całej siły próbowałam powstrzymać się od śmiechu.
-Jak
zapowiada ci się nadchodzący weekend? – zapytał mnie Bartek.
-A jak ma
się zapowiadać? Dwa dni spędzone na kanapie. Mam nadzieję, że Twój będzie
lepszy.
-Też mam
taką nadzieję, tym bardziej, że postanowiłem zrobić coś innego.
-Brzmi
ciekawie. Z czym takim zaszalejesz Bartek? – odpowiedziałam. – Pójdziesz do
innego sklepu niż zazwyczaj, czy zmienisz może dzwonek budzika?
-Wydaje mi
się, że pójdę o krok dalej. – zaśmiał się. – Twój weekend też ma okazję być
bardziej nietypowy.
-Hm. Jakiś
zamach terrorystyczny planujesz?
-Blisko
jesteś. Nie miałabyś nic przeciwko, gdybyśmy się spotkali? Będę w Rzeszowie i
byłoby fajnie…
-Oh. –
westchnęłam głośno. Totalnie mnie zatkało.
-Jeśli nie
masz ochoty, to pewnie, zapomnij co powiedziałem.
-Nie, nie o
to chodzi. – odzyskałam głos i pomachałam oddalającemu się Pawłowi, który skręcił
w stronę jakiegoś kiosku, pokazując mi na migi, że do mnie zadzwoni. Propozycja
Bartka jednak jakoś zbiła mnie z pantałyku. – Nie wiem, czy to dobry pomysł.
Pewnie nasze spotkanie będzie jednym i ostatnim.
-Wytrzymujesz
ze mną przez telefon, to i w rzeczywistości chyba dasz radę.- zaśmiał się.
-Nie chodzi
mi o ciebie, ale o mnie.
-Hej,
jesteśmy przyjaciółmi, tak? Nawet gdybyś miała kolczyka w nosie i pomarańczową
skórę rodem z solarium i tak będę cię lubić.
-No dobra,
przekonałeś mnie.
-Świetnie.
Zdzwonimy się jeszcze, ok?
-Dobra.
-Do
usłyszenia.
Uśmiechnęłam
się niemrawo, po czym poszłam do domu. Dopiero po zamknięciu drzwi,
przypomniałam sobie, że miałam przecież pójść do biblioteki i zła usiadłam na
kanapie. Zośka, która wpadła mieszkania chwilę później, obrzuciła mnie krótkim
spojrzeniem.
-Coś nie
tak?
-Co? –
popatrzyłam na nią nieprzytomnie, zanurzona po uszy w własnych myślach. Jej
słowa dotarły do mnie z opóźnieniem. – Ach nie, zmęczona jestem.
W odpowiedzi
posłała mi pocieszające spojrzenie i wybiegła, trzaskając drzwiami.
Rozłożyłam
się na kanapie z nogami na jej oparciu i przymknęłam oczy. Nie wiedziałam co
zrobię, ale jedno było pewne- jeżeli chcę wybrać się na to spotkanie jako ja, a
nie w przebraniu, Miśka i Zocha nie mogą się w ogóle o tym dowiedzieć. Nie
wiedziałam co o tym myśleć. Cieszyć się, że go zobaczę, czy może martwić tym,
że prawdopodobnie po tym weekendzie już nie usłyszę jego głosu? Czy ktokolwiek
wierzy w przyjaźń damsko – męską, oprócz mnie samej? Najgorsze byłoby to, że po naszym spotkaniu nie chciałby już więcej się ze mną widzieć, bo po prostu się mu nie spodobam. Z dziwnym uczuciem w brzuchu, które towarzyszy mi gdy się denerwuję, nie byłam w stanie się na niczym skupić. W moich myślach przewijało się tylko jedno imię i setki scenariuszy z momentu, w którym go spotkam, wszystkie jednak kończyły się katastrofą. I toną łez. Nie ma to jak być pozytywnie nastawionym do życia.
Czy to możliwe, żebym aż tak przywiązała się do obcego poniekąd faceta, że aż nie potrafię wyobrazić sobie bez niego życia?
Czy to możliwe, żebym aż tak przywiązała się do obcego poniekąd faceta, że aż nie potrafię wyobrazić sobie bez niego życia?
*
Nie zamierzam rezygnować z komentarzy odautorskich, nie musicie się tego obawiać. Że też tyle dla was znaczą. ;)
To już jasne jak słońce - justberrry do końca roku już nogi na szkolnym boisku nie postawi. Jak źle pójdzie, to i do końca liceum. Co ja będę robić latem, bez możliwości jazdy na rowerze i biegania? ;<
Jastrzębski na trzecim miejscu, ciekawe jak rozwiąże się ostatnia już rywalizacja między Zaksą a Sovią.
Niech ten tydzień się wreszcie skończy, bo nie wyrabiam.
Dostałam z niezapowiedzianej kartkówki z historii piękną czwóreczkę. A to dobre :D To nic, że pomyliłam Legiony Polskie założone przez Piłsudskiego z tymi założonymi dużo wcześniej we Włoszech i że na pytanie o przyczyny odzyskania niepodległości przez Polaków napisałam, że ,,Polacy chcieli niepodległości''. Genius normalnie. :D
Niech ten tydzień się wreszcie skończy, bo nie wyrabiam.
Dostałam z niezapowiedzianej kartkówki z historii piękną czwóreczkę. A to dobre :D To nic, że pomyliłam Legiony Polskie założone przez Piłsudskiego z tymi założonymi dużo wcześniej we Włoszech i że na pytanie o przyczyny odzyskania niepodległości przez Polaków napisałam, że ,,Polacy chcieli niepodległości''. Genius normalnie. :D