czwartek, 18 kwietnia 2013

VIII

,,Gubię siebie
Próbuję współzawodniczyć
z każdą inną osobą
Zamiast być sobą
Nie wiem gdzie zawrócić
Utknęłam w tej rutynie
Muszę zmienić moje drogi
Zamiast zawsze być słaba''

Demi Lovato - Believe in me


Tuż po zajęciach skierowałam swoje kroki to biblioteki. Pogoda była piękna – ptaki śpiewały, słońce znajdowało się wysoko na bezchmurnym niebie, aż nie miało się ochoty zamykać w czterech ścianach, tylko delektować tym wszystkim, mi jednak niekoniecznie było to dane. Dałam się wrobić i w ten oto sposób miałam spędzić ten dzień na pisaniu pracy dla Miśki i byłam z tego powodu bardzo zła. Mój brak asertywności był bardzo uciążliwy, aż sama miałam ochotę zacisnąć swoje dłonie na własnej szyi i dać sobie porządną nauczkę. Nie mogłam jednak poradzić, że Miśka dobrze wiedziała jak mnie podejść i grać na moich wyrzutach sumienia. Spędziłam z nią i Zośką ponad dwa lata i dobrze znałyśmy swoje słabe i mocne strony, a moim zdaniem tych pierwszych ci u mnie dostatek. W taki właśnie sposób przyszło mi napisać pracę na zaliczenie i nie miałam już siły się sprzeciwiać. Nigdy więcej nie dam się tak podle wykorzystać, albo odbiję to sobie w bliskiej przyszłości. Ponieważ ten pierwszy scenariusz wydawał się mało prawdopodobny, postanowiłam wykorzystać Miśkę do swoich celów i zaszantażować, że napiszę to, jeśli posprząta za mnie łazienkę, która w tym tygodniu według naszego grafiku należała do mnie. Wyobrażenie czerwonowłosej pochylającej się nad wanną wśród oparów wybielaczy poprawiło mi humor na tyle, że uśmiechnęłam się sama do siebie. 
Uśmiech jednak zszedł z mojej twarzy, gdy miała mnie grupa głośnych dziewczyn, zapewne licealistek. Ubrane w najmodniejsze ciuchy przyciągały spojrzenia wszystkich, a ja sama uniosłam głowę, aby wykryć potencjalne zagrożenie. Na szczęście dla owych dziewczyn pozostałam niezauważona. Zresztą czy ktokolwiek mnie dostrzegał? Nie wyróżniałam się wśród tłumu ludzi, ale czy nie tego pragnęłam? Zwykła szara myszka jak ja raczej nie łaknie spojrzeń obcych ludzi i kuli się pod spojrzeniami osób z większą pewnością siebie. Czy zawsze taka byłam? Chyba nie. Wydaje mi się, że zmieniłam się całkowicie, kiedy na mojej drodze stanął kilka lat temu pewien chłopak. Wiązałam z nim nadzieje, które jednak bardzo szybko się rozwiały. Pozostał żal i śmiechy jego kolegów, a później wszystkich ludzi, nawet tych, których nie znałam.

Kiedy jesteś w liceum starasz się być indywidualnością, ale opinia rówieśników zawsze dużo dla ciebie znaczy, nawet jeśli twierdzisz, że jest inaczej. Miałam grupkę przyjaciół, która mnie wspierała, ale nie była przecież w stanie bronić mnie przed tymi wszystkimi złośliwymi komentarzami i posyłanymi w moją stronę komentarzami. Żyłam w ciągłym napięciu i nie dostrzegałam tego, że i im jest z tego powodu ciężko, do momentu, gdy opuścili mnie, jeden po drugim. Mówi się, że w przełomowych momentach życia dowiadujesz się, kto tak naprawdę jest Twoim przyjacielem, a ja pozostałam sama jak palec. Życie w tamtym mieście było katorgą, a moi rodzice doskonale to wiedzieli, powtarzali jednak, że nie może być aż tak źle, jakby próbując przekonać do tego samych siebie. Byłam wrakiem człowieka, bałam się wyjść z domu do głupiego kiosku, bo myślałam, że zaraz na rogu spotkam tych, przez których tak bardzo cierpiałam.  Kiedy więc z niemałym trudem skończyłam liceum, odetchnęłam  z ulgą i wybrałam uczelnię jak najdalej od domu. I tak z nadmorskiego miasteczka trafiłam do Rzeszowa. Nikt tutaj nie wiedział, co wydarzyło się wcześniej i zyskałam jakby nową osobowość. Chociaż trudno było mi komukolwiek zaufać, ludzie, których spotkałam pomogli mi się choć trochę otworzyć, jednak w głębi nadal byłam tą przerażoną licealistką samotnie próbującą udźwignąć ciężar życia. 

Nagle moje filozoficzne wywody przerwało pojawienie się czyichś rąk, które szczelnie mnie objęły. Zdrętwiałam, by po chwili rozluźnić, bo na nadgarstku zauważyłam srebrny zegarek.
-Wystraszyłeś mnie. – powiedziałam z wyrzutem, a właściciel rąk zaśmiał się głośno i chwilę później szliśmy już obok siebie. – Paweł, naprawdę, nie rób tak nigdy więcej.
-Dobra, dobra. Fajną masz minę.
Szturchnęłam go łokciem i uniosłam wzrok. Jego krótkie blond włosy połyskiwały w słońcu, a niebieskie oczy radośnie na mnie spoglądały. Poznaliśmy się na uczelni, był studentem tego samego kierunku. Od czasów liceum raczej unikałam przedstawicieli płci przeciwnej, jednak Paweł był wyjątkiem. Był po prostu spoko kolesiem, z dużym poczuciem humoru i dystansem do siebie. Podczas moich kilku lat mieszkania w Rzeszowie tak naprawdę dorobiłam się tylko trójki przyjaciół, do której zaliczałam właśnie jego i dziewczyny.  Ten człowiek potrafił godzinami opowiadać mi zabawne historie i nie wymagał ode mnie odpowiedzi, mogłam przy nim milczeć. Nie byłam raczej małomówną osobą, a wręcz przeciwnie, jednak w kontaktach z facetami byłam dość powściągliwa. Nie wiem, może po prostu się ich bałam. Wyjątkiem był Bartek, ale jego raczej zaliczałam do grona internetowych znajomych, których opinii na swój temat się nie bałam, bo wiedziałam, że w rzeczywistości nigdy ich nie spotkam. Poza tym, rozmowy przez telefon to nie to samo, co te prowadzone w świecie realnym. Ten cały pomysł z portalem randkowym wcale nie był dla mnie alternatywą na znalezienie drugiej połówki, zrobiłam to raczej po to, aby Miśka i Zośka nie truły mi głowy, że nic nie robię ze swoim życiem. To, że ktokolwiek się do mnie odezwał było dla mnie szokiem, bo podświadomie tak kreowałam tam swój wizerunek, aby zniechęcić potencjalnego kandydata. Paweł jednak był człowiekiem, który nie dał się tak po prostu spławić, chyba dlatego przyzwyczaiłam się do jego obecności.
-Gdzie się wybierasz w tak piękną pogodę moja droga?
-Mój drogi, wybieram się do skarbnicy wiedzy.
Spojrzał na mnie czekając na dalsze wyjaśnienia.
-Do biblioteki idę. – zaśmiałam się.
-Trzeba było tak od razu. A potem co robisz?
-Nic, jak zwykle.
-Może…
W połowie zdania przerwał mu dzwonek mojego telefonu.
-Sorki, muszę odebrać.
-Nie no, jasne.
-Czeeeść. – uśmiechnęłam się mimowolnie, bo na wyświetlaczu pojawiło się imię ,,Bartek’’.
-Czeeeeeść. – zaśmiał się odpowiedzi w słuchawce.
-Co tam? – próbowałam jakoś poprowadzić rozmowę, bo mój rozmówca jakoś się do tego nie kwapił. Paweł wciąż idący obok mnie przysłuchiwał się mojej rozmowie i robił do mnie dziwne miny, a ja z całej siły próbowałam powstrzymać się od śmiechu.
-Jak zapowiada ci się nadchodzący weekend? – zapytał mnie Bartek.
-A jak ma się zapowiadać? Dwa dni spędzone na kanapie. Mam nadzieję, że Twój będzie lepszy.
-Też mam taką nadzieję, tym bardziej, że postanowiłem zrobić coś innego.
-Brzmi ciekawie. Z czym takim zaszalejesz Bartek? – odpowiedziałam. – Pójdziesz do innego sklepu niż zazwyczaj, czy zmienisz może dzwonek budzika?
-Wydaje mi się, że pójdę o krok dalej. – zaśmiał się. – Twój weekend też ma okazję być bardziej nietypowy.
-Hm. Jakiś zamach terrorystyczny planujesz?
-Blisko jesteś. Nie miałabyś nic przeciwko, gdybyśmy się spotkali? Będę w Rzeszowie i byłoby fajnie…
-Oh. – westchnęłam głośno. Totalnie mnie zatkało.
-Jeśli nie masz ochoty, to pewnie, zapomnij co powiedziałem.
-Nie, nie o to chodzi. – odzyskałam głos i pomachałam oddalającemu się Pawłowi, który skręcił w stronę jakiegoś kiosku, pokazując mi na migi, że do mnie zadzwoni. Propozycja Bartka jednak jakoś zbiła mnie z pantałyku. – Nie wiem, czy to dobry pomysł. Pewnie nasze spotkanie będzie jednym i ostatnim.
-Wytrzymujesz ze mną przez telefon, to i w rzeczywistości chyba dasz radę.- zaśmiał się.
-Nie chodzi mi o ciebie, ale o mnie.
-Hej, jesteśmy przyjaciółmi, tak? Nawet gdybyś miała kolczyka w nosie i pomarańczową skórę rodem z solarium i tak będę cię lubić.
-No dobra, przekonałeś mnie.
-Świetnie. Zdzwonimy się jeszcze, ok?
-Dobra.
-Do usłyszenia.
Uśmiechnęłam się niemrawo, po czym poszłam do domu. Dopiero po zamknięciu drzwi, przypomniałam sobie, że miałam przecież pójść do biblioteki i zła usiadłam na kanapie. Zośka, która wpadła mieszkania chwilę później, obrzuciła mnie krótkim spojrzeniem.
-Coś nie tak?
-Co? – popatrzyłam na nią nieprzytomnie, zanurzona po uszy w własnych myślach. Jej słowa dotarły do mnie z opóźnieniem. – Ach nie, zmęczona jestem.
W odpowiedzi posłała mi pocieszające spojrzenie i wybiegła, trzaskając drzwiami.

Rozłożyłam się na kanapie z nogami na jej oparciu i przymknęłam oczy. Nie wiedziałam co zrobię, ale jedno było pewne- jeżeli chcę wybrać się na to spotkanie jako ja, a nie w przebraniu, Miśka i Zocha nie mogą się w ogóle o tym dowiedzieć. Nie wiedziałam co o tym myśleć. Cieszyć się, że go zobaczę, czy może martwić tym, że prawdopodobnie po tym weekendzie już nie usłyszę jego głosu? Czy ktokolwiek wierzy w przyjaźń damsko – męską, oprócz mnie samej? Najgorsze byłoby to, że po naszym spotkaniu nie chciałby już więcej się ze mną widzieć, bo po prostu się mu nie spodobam. Z dziwnym uczuciem w brzuchu, które towarzyszy mi gdy się denerwuję, nie byłam w stanie się na niczym skupić. W moich myślach przewijało się tylko jedno imię i setki scenariuszy z momentu, w którym go spotkam, wszystkie jednak kończyły się katastrofą. I toną łez. Nie ma to jak być pozytywnie nastawionym do życia.

Czy to możliwe, żebym aż tak przywiązała się do obcego poniekąd faceta, że aż nie potrafię wyobrazić sobie bez niego życia?
*
Nie zamierzam rezygnować z komentarzy odautorskich, nie musicie się tego obawiać. Że też tyle dla was znaczą. ;) 
To już jasne jak słońce - justberrry do końca roku już nogi na szkolnym boisku nie postawi. Jak źle pójdzie, to i do końca liceum. Co ja będę robić latem, bez możliwości jazdy na rowerze i biegania? ;<
Jastrzębski na trzecim miejscu, ciekawe jak rozwiąże się ostatnia już rywalizacja między Zaksą a Sovią.
Niech ten tydzień się wreszcie skończy, bo nie wyrabiam.

Dostałam z niezapowiedzianej kartkówki z historii piękną czwóreczkę. A to dobre :D To nic, że pomyliłam Legiony Polskie założone przez Piłsudskiego z tymi założonymi dużo wcześniej we Włoszech i że na pytanie o przyczyny odzyskania niepodległości przez Polaków napisałam, że ,,Polacy chcieli niepodległości''. Genius normalnie. :D