wtorek, 2 kwietnia 2013

Prolog


,,I think when it's all over,

It just comes back in flashes, you know?''

Taylor Swift - I Knew You Were A Trouble


Siedziałam w łazience już dobre pół godziny. Nie mogłam jednak nic poradzić na to, że czułam ogromną potrzebę zanurzenia się po czubek nosa w wodzie i wyciszenia. Gdyby nie fakt, że było już dobrze po północy, pewnie wybrałabym lepszą dla moich współlokatorek opcję, poszła na basen i nie blokowała im łazienki. Każdy ma swój sposób na radzenie sobie ze stresem i dołującymi sytuacjami. Jedni jedzą słodycze, drudzy biorą w dłonie żyletkę, jeszcze inni sięgają po kieliszek. Ja gdy czułam się jak śmieć, pakowałam strój kąpielowy do torby i mknęłam na basen, aby zrobić kilka długości basenu i wyrzucić z siebie cały ten gniew. Pływanie było jednym sportem z niewielu , które przynosiły mi frajdę, robiłam to jednak tylko i wyłącznie w celach rekreacyjnych. Co prawda w wannie nie byłam w stanie nawet wyprostować całego swojego ciała, ale wraz z chwilą, gdy znikam cała pod powierzchnią wody, wszystkie dźwięki się wyciszają. Pozostajesz sama ze swoimi myślami, żadnych innych odgłosów. Powoli czujesz, jak brakuje ci powietrza. Kocham to uczucie, kiedy płuca płoną i wręcz błagają o wynurzenie. Nie jestem samobójczynią, więc w takich chwilach zawsze podnoszę się i zmęczona pobieram ogromne ilości powietrza.

Rzadko korzystałam z wanny, preferuję raczej prysznic. Kiedy prowadzisz wieczny wyścig z czasem, to drugie urządzenie jest jak znalazł. Poza tym zapełnienie całej wanny po brzegi wymagało wiele litrów wody. Jeśli jednak już siadałam na jej brzegu, wiadomo było, że znajduję się na życiowym zakręcie. A sytuację, która zaistniała w moim życiu, mogłam nazwać w ten sposób. Podkulone nogi objęłam ramionami i oparłam o nie mokre czoło.

To wszystko co wydarzyło się rok temu, w marcu, było… Nawet nie potrafię tego nazwać. Gdyby wcześniej ktoś powiedział mi, że w tak dziwny sposób poznam chłopaka, który chciałby spędzić ze mną resztę życia lub chociaż umili mi jego część i dodatkowo powiedział mi, kim będzie ten chłopak, zaśmiałabym mu się w twarz. Takie rzeczy to dzieciom wciskać. Moje życie diametralnie zmieniło się po tamtym niedzielnym popołudniu, było to tak nieprawdopodobne, że nie jednej nocy budziłam się, zastanawiając, czy nie jest to aby piękny sen. Jedno spojrzenie na poduszkę obok uświadamiało mi jednak, że nic sobie nie wymyśliłam i jest to jak najbardziej realne.

Zanim go poznałam byłam zamkniętą w sobie dziewczyną, martwiącą się o zdanie innych i pozbawioną pewności siebie. Jego obecność i rozmowy z nim sprawiły jednak, że powoli przechodziłam przemianę. Nie byłam już cieniem przemykającym tuż przy ścianach budynków, unikającą spojrzeń i kontaktu z ludźmi. Zaczęłam zauważać coś więcej niż tylko chodnikowe płyty i buty przechodniów. Odkryłam, że świat nie kończy się na poziome gruntu i aby zobaczyć wiele interesujących rzeczy, trzeba zadrzeć głowę wysoko do góry i pozwolić, aby promienie słoneczne raziły się prosto w oczy. A jego oczy na pewno były czymś godnym uwagi. 

To taka jakby przemiana z gąsienicy w motyla. Poznałam swoją wartość i nie dawałam już nikomu powiedzieć o sobie złego słowa. Potrafiłam się bronić przed zazdrosnymi spojrzeniami. Swoją drogą nigdy bym nie pomyślałam, że  dziewczyny ,,z wyższej półki’’ będą mi czegoś kiedykolwiek zazdrościć.A raczej kogoś. Albo tego, że przedstawiciele płci przeciwnej będą chętniej niż zwykle ze mną rozmawiać. W końcu poczułam się jak człowiek i nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że zawdzięczam to właśnie jemu, bo to on uświadomił mi, jaką mam wartość. Pomógł mi zrozumieć, że nie mogę myśleć o sobie źle, bo inaczej otaczający mnie ludzie będą robić to samo.

To co nas łączyło było najlepszą rzeczą, jaka mnie spotkała, mimo tego jak się to wszystko skończyło. Nasze losy potoczyły się, jak się potoczyły. Pół godziny w stygnącej już wodzie spędziłam na rozmyślaniu, dlaczego tak się stało. Szukałam powodu. Może gdybym go znalazła, byłabym w stanie coś zmienić? Wydaje mi się, że w pewnej chwili stanęliśmy na rozwidleniu dróg, a każde wybrało swoją drogę. Ale czy nasze rozstanie naprawdę było nieodwracalne? Nie chciałam dopuścić do siebie takiej myśli. Mimo, że nie rozmawialiśmy już od miesiąca, w środku mojego serca tliła się nadzieja. Polecił mi, żebym o nim zapomniała i umawiała się z innymi, ale przecież dobrze wiedział, że nie jest to możliwe. Nie jestem jak płyta, z której możesz usunąć pewne pliki, aby zrobić miejsce tym nowszym.  Może wiem, że już pora odpuścić, ale wykreślenie go z życia jest po prostu niemożliwe. Nie chcę tego robić, a jeśli to wszystko co kiedyś mówił nie było kłamstwem, to i on nie powinien tak się ode mnie odcinać.

Dlaczego tak bardzo się zmienił? A może to ja się zmieniłam? Nadal nie potrafiłam tego zrozumieć. Kiedy coś między nami pękło i co to było? Znów zanurzyłam głowę w lodowatej już wodzie i bez wysiłku przypomniałam sobie tamto marcowe popołudnie, gdy jeszcze nie spodziewałam się, że przymuszona  przez moje przyjaciółki zarejestruję się na tamtym portalu, a tym bardziej, że ten bzdurny pomysł tak bardzo mnie uszczęśliwi. Zamknęłam oczy i powróciłam do tamtego dnia a wszystkie wspomnienia żywo zabłysnęły w mojej głowie.
*
Tym razem trochę inny rodzaj prologu niż w poprzednim opowiadaniu. Przez kilkanaście rozdziałów będę wracać w przeszłość głównej bohaterki, dopiero potem znów nawiążę do teraźniejszości.
Dziękuję za tak szybki odzew na informację o nowym adresie, kochane jesteście.;* Wiedziałam, że nie możecie tak samo jak ja doczekać się startu nowej historii, więc z małym zapasem zaczynam już publikować. Kolejne rozdziały będą dłuższe. Standardowe cztery strony w Wordzie. ;)

EDIT: Oczywiście, kolejny post w czwartek, o 14. 
Wam też się tak mój szablon rozjeżdża w przeglądarce, czy tylko u mnie tak dziwnie jest?